Jaka jest? Wydaje się być istotką delikatną, kruchą, którą może porwać najmniejszy podmuch wiatru. Przypomina laleczkę, wykonaną z najdroższej i najdelikatniejszej porcelany, którą ludzie boją się dotknąć, w obawie, że rozleci się w drobny pył. Ale to tylko pozory.
Prawda jest taka, że nie łatwo ją zranić. Otoczona niewidocznym, grubym pancerzem, ukryta za grubym murem, bo tak łatwiej, tak wygodniej. Przekonana, że powinno się, a wręcz trzeba twardo stąpać po ziemi, choć jednocześnie wykazuje typowe objawy, uprzednio zaobserwowane u romantyków. Cechuje ją ogromna siła i odporność, chcesz ją zdenerwować, obrazić, urazić, doprowadzić do szewskiej pasji, powodzenia, naprawdę bo to nie lada wyzwanie. Wieczna optymistka, to cud, że jej buźka nie rozpadła się jeszcze na milion drobnych fragmentów, od tego ciągłego uśmiechania się. A dodać trzeba, że gdy to robi wygląda wyjątkowo uroczo i niewinnie. Szczera, do bólu szczera. Brzydzi się kłamstwem i jego konsekwencjami. Od zawsze twierdzi, że nawet najgorsza prawda jest lepsza od mizernego, złudnego kłamstewka. Uczciwa jak nikt inny. Nawet gdy znajdzie na chodniku centa, najpierw wypytuje wszystkich dookoła czy to na pewno nie należy do kogoś z nich, dopiero potem, z lekkim wahaniem, wkłada go do swojej kieszeni. Jeśli więc coś zgubisz, a ona to znajdzie, nie musisz się obawiać, zawsze odda. Lojalna, nigdy nie zdradziła i nie zdradzi przyjaciół. Można powierzyć jej wszystko. Momentami przypomina prawdziwy sejf, w którym chowa się swoje tajemnice i tylko osoba, która zna szyfr może je z niej wyciągnąć. Zawsze wyciągnie pomocną dłoń, nie przejdzie obojętnie obok cudzego cierpienia, przygarnie, nakarmi, pocieszy, pozwoli wypłakać się w ramię. Matka Teresa z Northwood. Przebacza, zawsze, twierdzi, że dzięki temu ludzie stają się lepsi. Nie widzi, że przez to wszystko ją wykorzystują. Mimo wszystko jest jednak ciepła, uroczą, kochającą dziewczyną, gotową rzucić się w ogień, za ludźmi, których naprawdę kocha.
Prawda jest taka, że nie łatwo ją zranić. Otoczona niewidocznym, grubym pancerzem, ukryta za grubym murem, bo tak łatwiej, tak wygodniej. Przekonana, że powinno się, a wręcz trzeba twardo stąpać po ziemi, choć jednocześnie wykazuje typowe objawy, uprzednio zaobserwowane u romantyków. Cechuje ją ogromna siła i odporność, chcesz ją zdenerwować, obrazić, urazić, doprowadzić do szewskiej pasji, powodzenia, naprawdę bo to nie lada wyzwanie. Wieczna optymistka, to cud, że jej buźka nie rozpadła się jeszcze na milion drobnych fragmentów, od tego ciągłego uśmiechania się. A dodać trzeba, że gdy to robi wygląda wyjątkowo uroczo i niewinnie. Szczera, do bólu szczera. Brzydzi się kłamstwem i jego konsekwencjami. Od zawsze twierdzi, że nawet najgorsza prawda jest lepsza od mizernego, złudnego kłamstewka. Uczciwa jak nikt inny. Nawet gdy znajdzie na chodniku centa, najpierw wypytuje wszystkich dookoła czy to na pewno nie należy do kogoś z nich, dopiero potem, z lekkim wahaniem, wkłada go do swojej kieszeni. Jeśli więc coś zgubisz, a ona to znajdzie, nie musisz się obawiać, zawsze odda. Lojalna, nigdy nie zdradziła i nie zdradzi przyjaciół. Można powierzyć jej wszystko. Momentami przypomina prawdziwy sejf, w którym chowa się swoje tajemnice i tylko osoba, która zna szyfr może je z niej wyciągnąć. Zawsze wyciągnie pomocną dłoń, nie przejdzie obojętnie obok cudzego cierpienia, przygarnie, nakarmi, pocieszy, pozwoli wypłakać się w ramię. Matka Teresa z Northwood. Przebacza, zawsze, twierdzi, że dzięki temu ludzie stają się lepsi. Nie widzi, że przez to wszystko ją wykorzystują. Mimo wszystko jest jednak ciepła, uroczą, kochającą dziewczyną, gotową rzucić się w ogień, za ludźmi, których naprawdę kocha.
Dalsza część bzdur. ⇨

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz