Ivy Morris~17 lat~Sigma~ Nowa w szkole
"Mówią że życie jest bardzo proste. Człowiek rodzi się,
dorasta, starzeje się i umiera. Tak, łatwy schemat, tylko czemu w tych
pierdolonych książkach nie mówili, o tym wszystkim co jest pomiędzy. Czemu
zamydlali nam oczy, głupimi :"Wierz w siebie"," Pomagaj
innym", oraz "wszystko będzie dobrze". Nie wiem, ten kto wpadł
na ten pomysł, musiał brać coś naprawdę mocnego...Może mi pożyczy. Nie pomogę
wam zrozumieć świata, ale mogę pomóc zrozumieć, mnie. Cząstkę, tej choroby
która trawi, naszą cudowną planetę. Chcesz mnie wysłuchać? Usiądź i słuchaj,
nie przestrasz się i nie wyciągaj chusteczek, nie lubię litości. Nie słuchasz, to idź stąd i tak za
dużo czasu zmarnowałam na ciebie."
Na początku musisz wiedzieć, że nie byłam lubiana w szkole,
nie byłam członkinią, jakiejś tam elitki, która chodziła, w ciasnych kieckach i
sprawiała że chłopcy się ślinili, nie ja byłam kimś, kto stał na drodze takich
ludzi. Byłam dość niezdarna, wątła i dobrze się uczyłam, przez co obrana zostałam
na swojego rodzaju kozła ofiarnego. Nie przyklejali mi kartek, na plecy i
obgadywali w kątach. O nie, to by było całkiem miłe. Zresztą uczniowie mojej
byłej szkoły lubowali w czymś innym. Oni, lubili się znęcać, psychicznie i
fizycznie. Wielokrotnie wracałam do domu, z zakrwawioną twarzą, czy wieloma
siniakami na twarzy. Normalka, jeśli o mnie chodzi. Poniżali mnie, na każdym
kroku, kradli rzeczy, rozsyłali upokarzające mnie zdjęcia. Wiele było metod, w
jaki sposób próbowali mnie wykończyć. Byłam zaledwie dzieckiem, a w mojej
głowie już pojawiały się myśli samobójcze. Całkiem skuteczne, bowiem za pomocą Internetu
można było znaleźć wiele, bez bolesnych metod. Zastanawiasz się jak reagowali
na to moi rodzice? Zgłaszali się do nauczycieli, na policję, na parę dni
problem ustawała, a potem zaczynał się na nowo i na nowo. By choć trochę zniwelować moje cierpienie, wynagradzali
mi to drogimi rzeczami, ubraniami, wszystkim czego pragnęłam. Rozpieszczali
mnie, nie wiedząc że nie jest to tym czego potrzebuję, a potrzebowałam wtedy naprawdę
nie wiele.
Urodziłam się w zwyczajnej rodzinie, nie jakiejś super
bogatej, jednak na biedę nigdy nie narzekaliśmy. Moja matka jest pielęgniarką,
a ojciec prowadzi własną firmę handlową. Rodzina, jak rodzina. Wszystko
toczyło się normalnie, dopóki któregoś dnia, wracając do domu, czekałam na
autobus. Przyjechał jeden, przyjechał drugi, a ja siedziałam na przystanku
płacząc jak szalona. Zabawne że nikt z obecnych do mnie nie podszedł, nie
zapytał czy wszystko dobrze. Taka, oto znieczulica społeczna. A ja? Ja nie
widziałam, którym powinnam pojechać, nie widziałam numerów, sam autobus zaczął się
rozmazywać. Z początku myślałam że umierał, potem okazało się że to coś innego.
Z mojego punktu widzenia, coś znacznie gorszego. Lekarze stwierdzili że ślepnę
i to dość szybko.
Byłam wtedy małą dziewczynką, z marzeniami zostania
weterynarzem, piosenkarką, marzenia jak każdego dziecka, a to wszystko nie
osiągalne dla ślepego kurdupla. Rodzice kupili mi psa, był on wyszkolony na
przewodnika. Chociaż taki plus, bowiem nigdy wcześniej nie chcieli mi kupić
zwierzaka. Nawet chomika. Jedynie rybki, lecz które dziecko cieszyło by się z
rybek. Psa nazwałam Mangren, po chińsku oznaczało to ślepota. Idealne imię dla
psa, z niedowidzącym właścicielem. Od tamtego czasu, moje życie się zmieniłam,
nie miałam wiele czasu, by zobaczyć wszystkie kolory tego świata. Zaczęłam chodzić
na imprezy, szaleć i rozpijać się do upadłego. Nie zamierzałam, marnować życia
i siedzieć w domu użalając się nad sobą, postanowiłam się wpasować do
nastoletniego życia. Zaczęłam palić, brać narkotyki. To wszystko mnie
wyniszczało. Myślałam, że da mi ukojenie, jednak zawsze gdy wracałam do domu,
czułam tylko rozżalenie. Smutne, lecz prawdziwe. Nie zależało mi na niczym,
miłość, przyjaźń, coś takiego dla mnie nie istniało. Ludzie, byli zachłanni,
wredni, bez użyteczni. Niewielu jest ludzi na świecie, z którymi rozmawiam,
przyjaciół, nigdy nie miałam, miłość...Dobre sobie, kto by chciał umawiać się
ze ślepą kujonką.
A jaka jest prawda? Bałam się, nadal się boję. Odrzucenie,
nie zrozumienie, kolejne wyśmianie, to naprawdę boli, a ja już dość się
wycierpiałam, dlatego zamykam się w otchłani własnego cierpienia. Brzmi to dość
melancholijnie. Tak, nie myśl że nie lubię się śmiać, bo lubie. Nadal chodzę na
imprezy, pomimo tego iż rodzice przenieśli mnie do nowej szkoły. Czy tam będzie
inaczej? Nie wiem. Jestem towarzyską osobą, do czasu aż nie zaczniesz wypytywać
mnie o moją przeszłość i niechybna przyszłość. Bywam szczera do bólu, oraz szalona.
Tak, to ja ostatnio tańczyłam w deszczu przed szkołą. W końcu deszcz to cudowna
sprawa.
Chcesz wiedzieć jak wyglądam? Jesteś wzrokowcem? Chrzanie
to...Ale ci zazdroszczę. Wiesz, czasami przesiaduję przed lustrem, wpatrując sie
w nie, dłuższy czas, dokładnie oglądam całą siebie, zapamiętuję wszystko, mimo
że wzrok słabnie, nadal to robię. Chce patrzeć póki mogę. Co widzę, w odbiciu?
Duże błękitne oczy, z szarymi refleksami. Mocny makijaż, który mówi, jestem
ponad to, jestem zbuntowana. Długie ciemne włosy, czasami związane, czasami
rozpuszczone, nie przykładam do tego dużej wagi. Moja cera jest jasna, a gdzie
niegdzie widzę drobne piegi. Są zabawne, lubie je. Po wątłej dziewczynce pozostała
drobna szczupłą dziewczyna, o całkiem ładnych zaokrągleniach. Ubieram się, tak jak nakazuję szkoła, mundurek. Jednak
zawsze coś do niego dodaję, a to inna bluzka, a to wysokie kozaki. Nauczyciele
już mnie nie lubią, no chyba że się uczę, a w tym jestem dobra. Wiesz, noszę
soczewki, są bardzo mocne, ale i one nie dają mi wiele, dlatego siedzę w
pierwszej ławce, gdy usiądę dalej, nic nie notuję. Ale cicho...To tajemnica.
To co powinieneś wiedzieć i to co ukrywam...
Posiada psa (przewodnika) wabiącego się Mangren (po chińsku,
ślepiec)
Uzależniona od palenia, picia i imprez( wszystko ostatnio,
jest ograniczone)
Uwielbia deszcz i zimę, do tego stopnia że kiedyś przyłapano
ją na bieganiu po śniegu na boso
Uczy się czytać brajlem( w tajemnicy rzecz jasna)
Nikomu nie pochwaliła się, o swojej chorobie
Rodzice odwiedzają ją dwa razy w miesiącu, zazwyczaj ich
unika
Uczęszcza na basen
TYCH KTÓRYCH ZDĄRZE ZOBACZYĆ~ MÓJ ŚWIAT~ MOJE MYŚLI






Witamy Ivy na blogu! Nie zapomnij mundurka ^^
OdpowiedzUsuńNiebawem będą nowe osoby do wątków :)
I oczywiście Arielka wita Cię w Sigmie.
[ W szkole raczej imprez nie ma, Ariel jako cwaniara ma dostęp do narkotyków, więc może jej trochę opchnąć... :) ]
OdpowiedzUsuń[ Niech spotkają się za szkołą, tak żeby nikt ich nie przyłapał ^^ ]
OdpowiedzUsuńZwykle cały dzień siedziałam u siebie w pokoju, z nudów rzucając piłką w sufit bądź w koleżanki z pokoju. Cóż, nie lubiłam tych pomalowanych idiotek a jakoś trzeba było je zwalczać.
OdpowiedzUsuńNie mogłam wyjść na dwór, bo za oknem cały czas padał deszcz. Zresztą, od początku nowego semestru tak było, już nie miałam sił nawet narzekać. Rzuciłam tylko wywyższające się spojrzenie na wszystkie dziewczyny siedzące w moim pokoju i wyszłam, zakładając moje ulubione czerwone kalosze, które właściwie ani trochę nie zgrywały się z moim mundurkiem. I szłam taka dumna przez korytarze, gdy już wyszłam z budynku tylnymi drzwiami zobaczyłam Ivy. Tą ślepą Ivy. Nigdy w sumie jej nie lubiłam, nawet jej nie znałam zbyt dobrze ale wyglądała na taką, która lubi robić szum wokół siebie. Cóż. Jej sprawa.
- Hej Iv. - Odpowiedziałam, tak jakbym znała ją od zawsze i odpaliłam papierosa.
- Czego szukasz za szkołą, biedaczko?
Gdyby tylko dowiedzieli się w szkole, co aktualnie trzymam w kieszeni swojego mundurka, który był macany przez mojego chłopaka - sługusa setki razy. Był macany przez wścibskie laski z mojego pokoju. Tak go wymacały, że niemalże czuje na sobie ich dotyk. Ale ja nie jestem bi.
OdpowiedzUsuńSkąd Ivy wie o tym wszystkim? Nie mam pojęcia, mniejsza. Trzeba jakoś zarobić na siebie i swoją rodzinę.
Chwila, nie mam rodziny.
- Łap. - Powiedziałam i rzuciłam jej małą zapieczętowaną paczkę.
- Właściwie po co pannie Morris narkotyki? - Rzuciłam patrząc na nią podejrzliwie.
Wiedzę o dyżurach nauczycieli miałam w małym paluszku. I nie jestem głupiutka ...Wiedziała kiedy się wychodzi a kiedy nie. Przecież jestem tutaj chyba najdłużej. Znałam każdy zakamarek tej szkoły.
OdpowiedzUsuńSkąd miałam narkotyki? Mały ćpunek Fishburne. Nie tylko z nim sypiam ale i wiem gdzie chowa torbę. Nie chcę mieć dzieci-ćpunów, więc i mój mąż nie będzie ćpał. Co z tego ile mamy lat.
- A ty, skąd masz trąbkę? - Zadałam tą najśmieszniejszą zagadko - odpowiedź jaką usłyszałam od Fishburne'a. Oczywiście polegało to na tym, że osoba zapyta " jaką trąbkę? " a ty sprytnie odpowiadasz "jakie narkotyki?". Cóż, na mnie działało, na komisariatach ponoć też.
Jak zwykle. Tak myślałam, nikt nie potrafi zrozumieć żartów moich i Fishburne'a. Westchnęłam.
OdpowiedzUsuń- Komu niby miałabym powiedzieć ? - Zapytałam zdziwiona.
Właściwie, zawsze mogłam wrobić małą biedną Iv w narkotyki, właściwie mogłam wrobić większość szkoły. Wiedziałam, kto zażywa a kto nie bo sama sprzedawałam towar chłopaka. Oczywiście mogłam wrobić każdego, prócz Chantal. Niestety...
- Nie powiem nikomu, wyluzuj Ivy. - Powiedziałam i machnęłam dłonią.
Wyjęłam papierosa z kiszeni, znalazłam go dziś rano na szafce nocnej Chantal, jednak nie mogłam z niego zdjąć odcisków paców i udowodnić wszystkim, że to ona jest największym numerem tej szkoły. A szkoda.
- Może chcesz bucha, Iv? - Powiedziałam dmuchając jej dymem w twarz.
Bez zastanowienia wręczyłam jej papierosa do rączki. Nawet myślałam nad wciśnięciem jej go do ust, ale to już mogłoby znaczyć, że chcę ją zabić. Czy coś.
OdpowiedzUsuńTrochę mnie zdziwiło to, co powiedziała Iv. Podniosłam jedną brew i popatrzyłam na nią.
- Iv, powiedz mi taką jedną rzecz.
- Jesteś silna? Lubisz przegrywać? - Zapytałam. Byłam w tym momencie cholernie zainteresowana charakterem Iv.
- Tak i nie, nie należy do zwierzeń moja kochana Ivy. - Powiedziałam zbliżając się do niej. Byłam ciekawa tego, jaka jest tak zagadkowa panna Morris. Może z niej też jest taki numerek jak z tej wiedźmy Chantal? A może jest milusia jak Jenna? Chciałam wiedzieć wszystko o nowych ludziach w szkole. Tutaj już nie chodziło o moje miejsce w tej beznadziejnej walce o pozostanie na szczycie i znajdywanie haków na coraz to nowe osoby. Tutaj była tylko ciekawość.
OdpowiedzUsuń- Zresztą. I tak przegrałaś tą walkę o zdrowie. - Rzuciła wrednie i zaczęła obgryzać paznokcie.
[Nawet bym Ci tego wątku nie odpuściła:)Hmm jej charakter na pewno mnie nie odstraszy, a już na pewno nie odstraszy Johny'ego. Miejsce spotkania mówisz. Może powiedzmy na biologii będą mieli robić jakiś tam projekt w parach i Rolston zrobi wszystko żeby być w parze z Ivy, która pewnie zbytnio zadowolona z tego nie będzie.]
OdpowiedzUsuńJohny
Nie chciałabym się martwić o innych. Szczególnie o taką małą ,biedną ,samotną Ivy. Przecież ona była taka słodka. Miała zawsze ten sam przestraszony wyraz twarzy. Ale cóż.
OdpowiedzUsuń- Przegrałaś swoje zdrowie, Ivvyy... - Powiedziała i popatrzyła na nią czule. Tak, jak jeszcze na nikogo nie patrzyła.
Nie lubię doradzać ludziom w tych sprawach, ale nie brałabym na jej miejscu. Nie rozumiem ludzi uzależnionych. Kompletnie ich nie rozumiem... Z jednej strony nazywają się silnymi. Okropnie silnymi, bo mają swoje przeżycia, jakąś przeszłość która zmusza ich do brania, bądź zmusiła. Muszą być silni, żeby jeszcze jakoś ciągnąć po tym wszystkim.
Ale ćpanie? To przegranie wszystkiego. To przegranie siebie i przegranie z nałogiem.
Aż mi teraz szkoda tych ćpuniaków ze szkoły, którzy żyją jak rośliny. I tylko dlatego, że ja ich podlewam.
Smutne.
[ Długość jest w porządku:) Nie lubię tylko wątków trzy zdaniowych, na które nie mam zielonego pojęcia jak odpisać.]
OdpowiedzUsuńNorthwood było dla niego niczym więzienie, w którym musiał spędzić najlepsze lata swojego życia. Zapomniany i niechciany przez rodziców; kochany tylko przez matkę i starszą siostrę.
Rolston uważał, że jego życie nie ma sensu, że monotonny plan dnia, jaki miał doprowadzał go powoli do rozpaczy i popadnięcia w pewnego rodzaju rutynę. Często zamiast czuć się jak pełen życia siedemnastolatek czuł się jak mężczyzna po pięćdziesiątce, który nie przeżył swojego życia tak jak chciał.
Wszystko jednak się zmieniło, kiedy pewnego dnia na szkolnym korytarzu jasnoniebieskie oczęta Johny'ego zauważyły ciemnowłosą dziewczynę, która z miejsca go zaintrygowała.
Chciał ją lepiej poznać, zbliżyć się do niej, poznać jej sekrety.
Okazja nadarzyła się dość szybko, bo na jednych z zajęć z biologii, na których mieli pracować w parach. Johny zadbał oczywiście by być w grupie z Ivy i już po chili z szerokim uśmiechem na ustach oraz triumfem widocznym w jasnoniebieskich oczach kroczył przez salę do stolika, przy którym siedziała panienka Morris.
-Cześć jestem Johny. Będziemy razem w parze.- powiedział wesoło uśmiechając się do dziewczyny i odsłaniając przy tym rządek śnieżnobiałych ząbków niczym z reklamy Colgate.
Johny
- Wiesz, ja też się czasem budzę i godzę na to wszystko.
OdpowiedzUsuńNie jestem ćpunką, ale skoro inni nie mogą się z tym pogodzić - biorą. I ja pomagam im wstawać i akceptować tą rzeczywistość. - Zaczęłam. W sumie, chciałam jej powiedzieć, że mi też nie jest łatwo. Muszę dbać o tych bezsensownych ludzi, którzy są dla mnie niczym. Przy okazji ratować mojego Steviego.
- Zresztą ktoś musi podlewać kwiatuszki. - Rzuciła i poprawiła dumnie włosy.
Różowe landrynki. Rozbawiło mnie to. Cóż, może Meredith czy tam ta pusta Mackenzie. Ale nie ja. Wiec i tak jej chciałam powiedzieć, jednak nie chciałam wyjść na aż tak miła. Wyszczerzyłam tylko ząbki i popatrzyłam na nią.
OdpowiedzUsuń- Potrzebujesz jeszcze jakiegoś towaru? - Zapytałam, poprawiając sobie spódniczkę od mundurka.
[ No dobra, wydaje mi się, że to dobry pomysł. A i może być takie powiązanie, że Chann jako pierwsza otworzyła się w szkole do Iv i zaprzyjaźniła się z nią. Starała się bronić itp. Iv jej jedynie powiedziała choć cząstkę o swojej przyszłości? A jeśli się nie zgadzasz to zacznę od nowa. ]
OdpowiedzUsuńWtorek był dniem, w którym Chann chodziła na zajęcia na basenie. Bardzo je lubiła, jak i dobrze sobie radziła, ale chyba każdy dawał sobie radę. To nie była wielka sztuka. Channel przyszykowała się na basen, spakowała ręcznik, strój miała na sobie, zmyła makijaż i ruszyła w stronę basenu. Gdy już tam doszła przed wejściem spotkała Iv. Lubiła tą dziewczynę, chociaż ta była od niej młodsza o dwa lata, ale nie przeszkadzało jej to. Była bardzo poważna jak na swój wiek. Wiedziała trochę o jej przeszłości, ale i tak bardzo ją lubiła. Starała jej się pomagać. Jako pierwsza odezwała się do niej jak ta pierwszy raz pokazała się w ich szkole. Jednym słowem traktowała ją jak młodszą siostrę. Uśmiechnęła się i podeszła do dziewczyny.
- Hej. - powiedziała gdy była za nią. Otworzyła jej drzwi i poczekała, aż ta wejdzie.
- Co tam? - zapytała uśmiechając się i wchodząc do środka.
Śmieszne. Te nowe dziewczyny myślą, że można gdziekolwiek wychodzić. Ten mały obóz koncentracyjny słynie z tego, że się nie da.
OdpowiedzUsuń- Cóż. - Zaczęłam jej tłumaczyć.
- Nigdy nie zdarzyło mi się wyjść, nie znam też nikogo kto wyszedł. Oczywiście sam. - Wyznałam jej, co było całkowitą prawdą. Oczywiście, wyjścia poza teren są możliwe tylko z cała grupą. No i oczywiście przed ważnymi uroczystościami. To głupie. Zawsze tak myślałam.
[ Arielek dzwoni do Ivy i zaprasza ją na ćpanie w dormitorium Sigmy :D ]
OdpowiedzUsuń[Jasne, więc zacznę :)]
OdpowiedzUsuńCourtney, jak to miała zwyczaju obudziła się wczesnym rankiem, kiedy jeszcze wszyscy smacznie spali i jak zwykle wyprzedziła swój budzik. Pogoda za oknem była mało zachęcająca, mimo to dziewczę nie chciało rezygnować ze swojego scenariuszu. Dlatego też, gdy wypiła swoją ukochaną kawę, która od razu postawiła ją na nogi, ubrała się w wygodne i ciepłe dresy, a po chwili wyszła do parku aby pobiegać. Chłodny wiatr wcale nie stanowił dla niej przeszkodę, po kilku kółkach, była już cała zgrzana, a jej lazurowe tęczówki zauważyły dziewczynę z psem. Niezaprzeczalnie, kojarzyła ową istotkę. Z tego co pamiętała należała do sigmy, i z tego co słyszała była niemalże ślepa. Z niewyjaśnionych powodów, od tak, Courtney podbiegła do niej i uklękła przed psem, który był naprawdę słodki. Jak każde inne zwierzę.
- To jest Akita inu? - Zapytałam, unosząc w zaciekawieniu jedną brew ku górze.
Uśmiechnęła się.
OdpowiedzUsuń- Nie jest tak źle. - powiedziała i związała przy okazji włosy w kucyk.
- Już się nie wysilać, nie udawaj tej swojej uprzejmości. - powiedziała i pokazała koleżance język.
- Dobra śmigam do szatni, to zobaczymy się pod prysznicem. - zaśmiała się i odeszła. Poszła do szatni się przebrać. Spakowała rzeczy do torby i zaniosła je do szafki. Poprawiła jeszcze włosy oraz strój i ruszyła w stronę pryszniców. Podeszła do swojego ,,ulubionego', z którego zawsze korzystała. Takie dziwne przyzwyczajenie. Do pomieszczenia weszła też Iv.
- No jesteś wreszcie. - powiedziała i odgarnęła włosy.
Channel
Zaśmiałam się widząc nową koleżankę. Wiedziałam, że przyjdzie, cholera byłam tego pewna. Wstałam od razu z kanapy i podeszłam, do szafki nocnej Chantal. Wyjęłam z niej butelkę szampana i napiłam się z gwinta. Podałam ją za chwilkę Ivy i usiadłam obok niej na kanapie.
OdpowiedzUsuń- Pomyślałam, że nudzi Ci się pewnie tak samej. - Stwierdziłam uśmiechając się. Ivy była chyba najciekawszą osobą jaką znałam, zaraz po moim ukochanym palancie, Fishburne'u.
Wyjęłam z kieszeni paczkę białego proszku i stuknęłam paznokciem w niego.
- Zgadnij od kogo to mam. - Pochwaliłam się.
[Oj tam, od razu nieprzyjemne spotkanie. Może Ivy i Sky nic do siebie nie mają, co? ^^]
OdpowiedzUsuń[Okey :) Więc, muszę cię prosić o zaczęcie, bo ja niestety nie dam rady :(]
OdpowiedzUsuńWzięłam ze stołu długopis, którym prawdopodobnie ktoś rozwiązywał krzyżówki. Cóż, już raczej tego nie zrobi, ponieważ w jednej chwili złamałam długopis z jednej a później drugiej strony. Nasypałam trochę proszku na małe lusterko które też leżało na stole. Uformowałam końcówką długopisu małą kreskę i podałam ją Ivy.
OdpowiedzUsuń- Iv, chcesz, prawda?
Johny z szerokim uśmiechem na ustach zajął miejsce obok dziewczyny. No, normalnie nie wierzył w swoje szczęście, no bo kurcze gdyby ie to, że nauczyciel przydzielił go do panny Morris jak nic nie zagadałby by do niej. No, bo jak to tak bez powodu?
OdpowiedzUsuńGdzie ta jego cała pewność siebie, która objawiała się zawsze gdy chodziło o podrywanie dziewczyny? Ivy miała w sobie coś takiego, że te wszystkie sztuczki, które zazwyczaj stosował wydawały mu się dziecinne. wiedział, że będzie musiał się nieźle nagimnastykować żeby zbliżyć się do ciemnowłosej dziewczyny, ale co mu tam. On ma czas, a przede wszystkim lubi wzywania, no bo tak naprawdę te wszystkie dziewczyny, które bez problemu ulegały jego rodzonemu urokowi zaczęły już go nudzić.
Jasnoniebieskie oczy chłopaka skierowały się na leżący przed nimi arkusz z tematem pracy. "Genetycznie modyfikowane organizmy'.
no cóż zbyt ciekawy temat to nie był, ale najważniejsze było to, że mógł go robić razem z Ivy.
-Miło cię poznać Ivy.- powiedział po chili spoglądając na śliczną twarz dziewczyny. - To od czego zaczniemy?- zapytał jeszcze.
Johny
- Oj tam, wiesz, że Cię lubię. Jak ty lubisz wszystko komplikować, ale jeśli tak stawiasz sprawę to jestem dziwna. - uśmiechnęła się i poszła w stronę basenu.
OdpowiedzUsuń- A co to za różnica kto pierwszy? - zapytała i usiadła przy basenie wkładając nogi do wody po czym zanurzyła się cała. Po chwili się wynurzyła.
- No to teraz ty wróbelku. - uśmiechnęła się i odgarnęła włosy o twarzy uśmiechając się przy okazji. Na basenie było dzisiaj bardzo mało osób tylko ich grupa i kilka obcych osób.
Channel
Bez namysłu wzięłam lustro i długopis i wciągnęłam. Robiłam to tylko żeby się zabawić. Czasem. Nie chodziłam nigdy kilka dni pod rząd naćpana, nie, nie. To raczej nie w moim stylu.
OdpowiedzUsuń- Szkoła była idealna. - Powiedziałam.
- A potem pojawiłam się ja i Fishburne. - Dodałam
- Już dość długo. - Wyznałam. Bo tak było, i chyba była to jedyna rzecz o której mogłam paplać i paplać. Nasze sprawy łóżkowe również często były na ustach całej szkoły. To aż głupie, zawsze tak sądziłam, wiec co się będę chwaliła.
OdpowiedzUsuń- Czy ja wiem czy taki interes, on kupuje i chce brać - ja sprzedaje. No, zdarza się, że biorę. - Powiedziałam.
[ Aaa!Brandon jest potworem xD. Ale podoba mi się pomysł ;D.]
OdpowiedzUsuńBrandon powszechnie był znany w szkole jako kapitan drużyny lacrosse i chłopak Chantal. Choć wszyscy słyszeli plotki o jego zdradach, to nikt go z nikim nie widział, a przynajmniej wszyscy udawali, że tak było. Był na kolejnej schadzce z sekretną dziewczyną. Jako, że był wieczór to nie musiał się martwić, że ktoś go zauważy - w końcu wszyscy już dawno byli w swoich pokojach. Mało kto wychodził po 23, a Brandon zawsze z tego korzystał. Bez zahamowań całował ją, tulił... a nie często pozwalał sobie na to w miejscach publicznych! W końcu musiał się z nią pożegnać, złożył ostatniego buziaka na jej ustach, i patrzył jak oddala się w otchłań ciemności. Sam postanowił jeszcze chwilę posiedzieć, w końcu jakby ich przyłapali razem to nie byłoby za ciekawie. Rozsiadł się na ławce taksując morskim wzrokiem krajobraz. Nagle zobaczył tuż przed sobą filigranową dziewczynę, która intensywnie się mu przyglądała. Jego pierwsza myśl - ' Widziała nas.'. Starał się zachowywać zimną krew i uśmiechnął się do niej delikatnie.
- Nie w pokoju? - spytał starając się brzmieć spokojnie.
Brandon
Trochę zakręciło mi się wtedy w głowie, więc złapałam się za nią i schowałam twarz w rękach.
OdpowiedzUsuń- Cóż, Ivy. To miło z twojej strony. - Powiedziałam najpoważniej jak to było możliwe.
Znowu zaczynało kręcić mi się w głowie i powoli zaczynałam tracić czucie w nogach. Jednak było to jedno z przyjemniejszych uczuć, jakie w życiu czułam. To był chyba najlepszy towar jaki kiedykolwiek miałam. Aż nie wierzę, że taką małą cząstkę raju sprzedaje. Czuje się jak Jezus, a może i Bóg? Nie wiem, nie odróżniam ich.
- Nieźle kopie, nie Ivy?
Położył rękę na karku i nerwowo go rozmasowywał, po czym spojrzał na dziewczynę ze skrępowanym, acz uroczym uśmiechem. Na pewno się na taki silił. Doskonale zrozumiał aluzję - wszystko widziała. Westchnął widząc, że swoim uśmiechem nic nie wskóra i wyprostował się patrząc na dziewczynę.
OdpowiedzUsuń- Posłuchaj - zaczął spokojnie - To nie jest tak jak myślisz. Po prostu się przyjaźnimy - na początek walnął najbardziej głupi i typowy kit. Zrobił to celowo pokazując, że zależy mu na jego dziewczynie i nie chciał by tak się stało. Posiadał albowiem niewiarygodny instynkt podsuwający mu najróżniejsze pomysły, i pokazywał jak się zachować. Spojrzał jeszcze raz na dziewczynę licząc, że łatwo odpuści.
Brandon
Spojrzał na nią i lekko przygryzł wargi w zamyśleniu. Dalej, dalej jakiś plan! Postanowił zagrać na uczuciach. W końcu dziewczyny zawsze się na to nabierały. Momentalnie wbił wzrok w podłogę, a jego twarz posmutniała. Spojrzał na nią smutnymi oczkami.
OdpowiedzUsuń- Masz rację, nie powinienem tego robić - powiedział z lekką chrypką w głosie. - Pokłóciliśmy się, potem spotkałem ją i... samo wyszło - w jego głosie bylo słychać nutkę smutku, goryczy... I w ogóle pełno negatywnych emocji.
Brandon
Ach to szalone uczucie.Aż mi się przypominały czasy, kiedy to z kolegami ćpaliśmy leki. I te wszystkie dziwne myśli, to uczucie jakby w głowie było tysiąc głosów... Czułam się podobnie. Rozłożyłam się również na kanapie i wpatrywałam w sufit.
OdpowiedzUsuń- Gdyby umarli, to nie. - Powiedziałam, a dopiero później zdałam sobie sprawę, że powiedziałam coś kompletnie bezsensownego, jednak w ustach było mi tak lekko, że nie miałam nawet ochoty się poprawiać.
[Z tego co rozumiem, Ivy wcale taka grzeczna nie jest, więc może dałoby radę, by poznali się, wymykając się w tym samym momencie na wagary?]
OdpowiedzUsuńOliwer Smith
[Jak miło. Twoją kartę uważam za bardzo udaną. No i twarzyczka Scodelario *.* Co do powiązania, Bethany nie jest osobą towarzyską, ale pewnością znają się z widzenia. Może na meczu lacrosse między dziewczynami z przeciwnych drużyn dojdzie do jakiegoś sporu, Beth ukryta pod trybunami paliłaby papierosa i śmiałaby się z całego zdarzenia. W pewnym momencie Ivy podeszłaby do panienki Foster z zapytaniem czy może pożyczyć zapalniczkę. No i od słowa do słowa okaże się, że twoja postać wzięła ze sobą, w obojętnie jakiej postaci narkotyk, dziewczyny wezmą go i jak głupie będą się naśmiewać z kłócących się nastolatek. Z daleka zauważy ich trenerka, Bethany prędko pociągnie Ivy do jej kryjówki, później się coś wymyśli. Co ty na to? :)]
OdpowiedzUsuńBethany Foster
Słyszałam w głowie cały czas te zasrane głosy.
OdpowiedzUsuńNo, i teraz przez chwile Ivy.
Arielko.. Wiesz dobrze, gdzie dziewczyny chowają alkohol...
Wstałam i w ciągu kilku sekund stałam już przed łóżkiem jednej z moich współlokatorek. Rozdarłam materac a z niego od razu uśmiechnęła się do mnie pewna butelka. Cóż, tak przynajmniej wszystko widziałam. Szybkim krokiem podbiegłam do Ivy z butelką i powiedziałam żeby otworzyła buzie. Ręce trzęsły mi się jak nigdy..
Wywrócił teatralnie oczami i westchnął przeciągle. Okej, na nią to nie działa - każdy jest inny. Momentalnie wstał i stanął przed dziewczyną. Nigdzie nie ma świętego spokoju! Spojrzał na nią, a rysy jego twarzy stały się nadwyraz łagodne.
OdpowiedzUsuń- To nie twoja sprawa, nic do tego nie masz - zaczął spokojnie i zgodnie ze swoimi poglądami. Dlaczego ludzie lubili zajmować się innymi? Ich błędami? Z jednej strony mógł to zrozumieć, w końcu sam lubił szantażować, ale.. gdy miał jakiś tam powód.
- Po za tym wątpie czy ktoś by ci uwierzył - wzruszył ramionami jakby nigdy nic, jakby to nic nie znaczyło. Oczywiście, że miał racje, był tego pewien. STUPROCENTOWO.
Brandon
Po całym dniu w szkole miał dość młodzieży, hałasu i ogólnych zajęć sportowych, a przed nim jeszcze krótkie spotkanie nowo założonej drużyny piłkarskiej, w dodatku damskiej. Ostatnia lekcja dobiegała końca, w trakcie której zdążył przeanalizować dziennik klasy, a do tego oceny uczniów z poprzednich lat, wskazujące, że nie wszystko co powiedzieli na pierwszych zajęciach było prawdą. Zwłaszcza interesowała go dziewczyna, która mimo dobrych ocen kolejną lekcję z rzędu siedziała na ławce i obserwowała zajęcia zamiast brać w nich udział - bez podania konkretnego powodu.
OdpowiedzUsuń- Koniec zajęć - krzyknął do nieco zmęczonych już lekcją uczniów, którzy z entuzjazmem opuścili salę - A Ciebie poproszę o chwilę rozmowy - zwrócił się do 'niećwiczącej'. - Przypomnij mi swoje nazwisko. - uśmiechnął się nieznacznie. W sumie nie był zły, a jedynie zainteresowany powodami unikania zajęć sportowych.
Gabriel
Kiedy pielęgniarka oznajmiła jej, że przez następny tydzień będzie musiała obserwować zajęcia wychowania fizycznego z trybun ze względu na swoją kontuzję, dziewczyna była sfrustrowana. Próbowała przekonać trenerkę żeby wpuściła ją na boisko, ale bez najmniejszego powodzenia. Szklak ją trafiał jak miała pomyśleć, że dziewczyny będą rozgrywać mecz bez niej. Żeby rozładować negatywne emocje, udała się w ustronne miejsce pod trybunami i z torby wyciągnęła paczkę papierosów. Co prawda były to najsłabsze jakie mogła znaleźć gdyż rzadko kiedy decydowała się na papierosa, ale nie zmieniało to faktu, że regulamin zabraniał palenia, obojętnie czy to mocnych czy słabych fajek, na terenie szkoły. Zapaliła papierosa po czym zaciągnęła się po chwili wypuszczając biały dymek. Zauważywszy całą sytuację rozgrywającą się na boisku, roześmiała się, kręcąc głową z politowaniem wymalowanym na jej twarzyczce. Nagle usłyszała kobiecy głos, początkowo chciała zgasić papierosa, myśląc, że ma do czynienia z nauczycielką jednak kiedy się odwróciła dostrzegła filigranową brunetkę. Dopiero po chwili doszedł do niej sens słów dziewczyny, którą znała wyłącznie z widzenia. Z delikatnym uśmieszkiem formującym się na ustach, brązowowłosa podała jej zapalniczkę. No cóż nie spodziewała się towarzystwa, ale przynajmniej nie utknęła tu na kolejną godzinę sama. Jej wzrok ponownie skierował się na boisko gdzie doszło już do rękoczynów, zaśmiała się pod nosem. - No to się nam trafiło przedstawienie. -
OdpowiedzUsuńBethany Foster
[Mogę chcieć, tylko powiedz czy dobrze rozumiem-masz na myśli zderzenie czołowe, spowodowane nieumiejętnym skokiem przez mur? :]
OdpowiedzUsuń
OdpowiedzUsuńJohny ,o dziwo lubił biologię, jednak nie obnosił się z tym aż tak bardzo. Może nie była to jego miłość życia, jednakże fascynowały go te wszystkie biologiczne zawiłości, teoria ewolucji czy genetyka.
Rolston spojrzał na dziewczynę uważnie i uśmiechnął się do niej delikatnie. Ivy fascynowała go od ich pierwszego wspólnego spotkania. Była zupełnie inna niż reszta dziewczyn z tej szkoły no i intrygowała Johny’ego.
Chłopak mógł mieć każdą panienkę, ale wybrał akurat ją. Nie chciał jej tylko zaliczyć, a potem porzucić. Nie, nic z tych rzeczy. Rolston chciał ją lepiej poznać; zgłębić jej tajemnice, sekrety; zaprzyjaźnić się z nią, a kto wie, co by z tego wyszło.
Słysząc ostatnie słowa dziewczyny blondyn zaśmiał się cicho, po czym spojrzał na krążącego po Sali nauczyciela.
-Wiesz może nie chce mu się samemu prowadzić zajęć, więc woli dać nam projekty do przygotowania, a sam w tym czasie będzie się lenił. –Powiedział cicho ponownie spoglądając swoimi jasnoniebieskimi oczami w oczy Ivy.
Johny
[Skoro jest nowa, to muszą się poznać. A więc:
OdpowiedzUsuńMoże Ivy siedziała za murkiem, gdzieś tam i uczyła się czytania Braille'm, a że Tony lubi chodzić w różne miejsca i palić, coby go nauczyciele nie zauważyli, wybrał sobie właśnie to miejsce. I potem to by się jakoś potoczyło, bo z niego ciekawskie chłopię jest, to zacznie się dopytywac itp. c:]
Anthony
[Ok, to ja zaczynam :d, A tak przy okazji, bardzo fajną masz kartę, jedna z moich ulubionych na tym blogu;p]
OdpowiedzUsuń[Jej, dziękuję c: Co do długości, mi to totalnie obojętne, odpisuję tyle, ile dostanę, a przynajmniej się staram. ]
OdpowiedzUsuńMógłby zacząć zapisywać, ile miesięcznie wydawał na papierosy. Były to kwoty niesamowicie wysokie. Równie dobrze mógłby wydać te pieniądze na coś innego, co powoli nie doprowadzałoby go do raka płuc. W gwoli ścisłości, Tony raka płuc JESZCZE nie miał, mimo że palił jak smok. Łaził do lekarza, bo go zmuszali. Albo raczej matka szantażowała, na różne sposoby. On jednak należał do upartych osób, co szybko nie odpuszczają, tym bardziej, gdy są od czegoś uzależnione. Zaczął palić w wieku piętnastu lat, niestety się w to wciągnął i tak już zostało. Pali mniej niż kiedyś. Przynajmniej tyle, żeby matka chociaż na chwilę dała mu spokój i przestała załamywać nad nim ręce.
Miejscówki na papierosa musiał zmieniać, coby nauczyciele niczego nie podejrzewali. Nie rozumiał tylko jednego. Przecież był dorosły. Mógł robić co chce, a do tego zaliczało się też palenie. Ach, kto zrozumie tych, co wymyślają prawa i regulaminy...
Poszedł w ciche i ustronne miejsce, gdzie nikt nigdy się nie zapuszczał- bo niby po co? Z papierosem w ustach wszedł za mur i zauważył psa. Co tu robił pies? Tony nie miał zielonego pojęcia. Po chwili zauważył dopiero dziewczynę z zamkniętymi oczyma i jakąś książką. Nie miał pojęcia, czy może się ruszyć, czy pies go zaatakuje, czy może nie, więc po prostu stał. I chrząknął, dosyć głośno, żeby dziewczyna o nim wiedziała, bo przecież na razie nie zdawała sobie sprawy z tego, że ktoś tu jest.
Anthony
Wywrócił oczami słysząc jej komentarz. Oczywiście, że nikt by jej nie uwierzył, ale na pewno zaczęliby mu się baczniej przyglądać, a to również było nie do zniesienia! Spojrzał na papierosa wykrzywiając trochę twarz. Owszem zapalił parę razy, ale w gruncie rzeczy nie mógł sobie na to pozwolić ze względu na sport - straciłby kondycję. Dziś miał wielką ochotę zapalić, zdenerwował się! W końcu odpuścił i po prostu usiadł na ławce.
OdpowiedzUsuń- To nie tak, po prostu nie rozumiesz tego - burknął i odkaszlnął. Chantal nie była głupia i dobrze o tym wiedział, po prostu dla niego uczucie wygasło i szukał czegoś nowego. To nie jej wina.
Brandon
[ Ivy, potrzebuje wątku z tobąąąąą ]
OdpowiedzUsuńNie miał pamięci do nazwisko, choć twarze pamiętał zawsze doskonale, tak jak sytuacje i wydarzenia. Dziwna ta jego pamięć była. Skinął głową ze zrozumieniem.
OdpowiedzUsuń- Podejdź bliżej - uśmiechnął się - nie gryzę, a nie chcę krzyczeć tak by wszyscy słyszeli - wyjaśnił szybko, by nie brzmiało to głupio - Interesuje mnie powód twojego niećwiczenia na zajęciach. Widzę, że oceny miałaś zdecydowanie dobre i sądzę, że to pokrywa się z umiejętnościami, więc dlaczego wolisz siedzieć na ławce? - spytał wprost, choć dochodząc do tego stopniowo.
Gabriel
[ Wątek? ]
OdpowiedzUsuń[Bardzo chętna na wątek? Hmm... Może pies Ivy zgubi się, a Nath go znajdzie w parku lub pomoże szukać. I litując się nade mną, niedojdą jedną, zaczniesz. Prawda?]
OdpowiedzUsuńJeśli Oliwer czegoś nienawidził całym, ale to całym sercem, to była to z pewnością szkoła. Miał co prawda być grzeczny, uczyć się dzielnie, wytrwale chodzić na lekcje (to z resztą całkiem nieźle mu wychodziło, przynajmniej ostatnimi czasy) i w ogóle, zacząć się zachowywać. Ale jako że generalnie był conajmniej problematycznym dzieciątkiem i to od zawsze, to radośnie strzelił focha i, łapiąc za gitarę, poleciał na wagary. Oczywiście, żeby skomplikować sobie życie (a raczej nie dać się przyłapać), zamiast wyjść po ludzku, postanowił przeleźć przez płot. Jako pierwsza poleciała (lub raczej z nabożną czcią i delikatnością przełożona została) ukochana gitara, a zaraz za niż jej właściciel.
OdpowiedzUsuńOczywiście obił sobie tyłek o ziemię, a jakże by inaczej! Ba, starym zwyczajem potknął się na swoich radośnie rozwiązanych buciorkach. I jakoś nie chciało mu się wstawać w tej chłodnej, twardej, a jednak niezwykle wygodnej ziemi. Oparł się więc o murek, przymknął oczka i odetchnął głęboko. Nawet on miewał takie chwile szczęścia i spokoju...
...które baardzo często były niezwykle brutalnie przerywane. Tak jak ta teraz-nagle poczuł na sobie jakiś obcy ciężar, którego za nic by się nie spodziewał. Początkowo niezbyt ogarniał o co w tym wszystkim chodzi, zaraz jednak doszło do niego, że najnormalniej w świecie ktoś na nim wylądował. Spojrzał z uwagą na nieznajomą, ciemnowłosą dziewczynę, która wciąż na nim zalegała. Miał ochotę rzucić komentarzem w stylu "Skarbie, cieszę się że na mnie lecisz", ale wyszło z tego jedynie wściekłe "O co w tym kurwa chodzi?"
[Jakiś syf mi z tego wyszedł, wybacz. :]