niedziela, 28 października 2012

Zmiany przychodzą jak lekki wiatr, który porusza zasłony o poranku i jak delikatne perfumy pachnące dzikimi kwiatami, ukrytymi w trawie.

Pełne imię i nazwisko: Livi Avice Statham
Data i miejsce urodzenia: 11 lipca 1995, Londyn
Zajęcia dodatkowe: Gazetka szkolna, kółko fotograficzne, basen 
Omega

I: Zastanawialiście się, co cechuje nasz czas na świecie? Czy jedno życie może wpłynąć na świat? Albo czy wybory, których dokonujemy mają znaczenie? Ja wierzę, że mają. I wierzę, że jeden człowiek może zmienić wiele żyć… na lepsze lub gorsze.


Katie Statham była autentycznie przerażona, kiedy nagle dowiedziała się, że jest w ciąży bliźniaczej i za kilka miesięcy na świat przyjdą dwie równie niewinne i niechciane istotki, będące owocem zaaranżowanego związku pary zupełnie różnych od siebie ludzi. Początkowo kobieta ta niedojrzale myślała nawet o poddaniu się aborcji, lecz z drugiej strony wiedziała, iż tym sposobem nie rozwiąże problemu, a wręcz przeciwnie - prawdopodobnie tylko spotęguje dalszą lawinę - w jej mniemaniu - wielkich nieszczęść. Bez wątpienia była strasznie głupia i naiwna. Już samo małżeństwo z Michalem Stathamem, młodym biznesmenem z arystokratycznym rodowodem traktowała jak spełnienie najgorszych koszmarów. Co ciekawie nigdy nie dała po sobie poznać oznak niechęci bądź sprzeciwu, by ktokolwiek domyślił się, co gra w jej duszy i skrycie dzwoni w sercu. Zaledwie miesiąc po narodzinach Livi i Aidana bez zbędnych sentymentów spakowała rzeczy i samotnie opuściła rezydencje na peryferiach Londynu. Od tamtej pory raz na rok wysyłała kartki świąteczne, a czasem zdarzało się, że i o nich zapominała. Michael nie próbował jej szukać pomimo uczucia, jakim ją darzył. Z wielkim bólem dał jej upragnioną wolność, myśląc że postępuje w ten sposób słusznie. Nie rozumiał tylko, dlaczego tak potraktowała dzieci, właściwie wkrótce szczerze ją za to znienawidził. Został zupełnie sam z dwójką niemowlaków, nie mając zielonego pojęcia, co począć dalej. 

Gdy prawnie załatwiono wszelkie sprawy rodzinne, rozdział Katie Statham nareszcie został oficjalnie zamknięty. Livi podobnie jak jej młodszy o pięć minut bliźniaczy brat nigdy nie poznali autentycznego powodu jej odejścia. Wśród służby i dalszej rodziny krążyły różne wersje owej historii. Mimo to brak matki odcisnął piętno na ich młodocianych umysłach, pozostawiając w bonusie dziwną pustkę w okolicach serca i setkę niezadanych dotąd pytań. Troskliwy ojciec mając w końcu dość kłamstw, niedopowiedzeń i niekończących się wyrzutów sumienia zdecydował się na podesłanie latorośli do kolejnych szkół z internatem, byleby tylko jak najdłużej unikać ich obecności i tego dziwnego wyrzutu ukrytego za identycznymi czekoladowymi tęczówkami. Przeliczył się jednak sądząc, iż to cokolwiek zmieni. W rzeczywistości było jeszcze gorzej. A alkohol stał się jedynym dobrym sprzymierzeńcem. 
W gwoli ścisłości nie ożenił się ponownie. Przez wiele lat wcale o tym nie myślał, oddając się sprawom mało istotnym i nieważnym.

II: Być nikim, ale sobą, w świecie, który robi wszystko, co w jego mocy, dniami i nocami, by zrobić z ciebie przeciętniaka, oznacza walkę w najcięższej bitwie, w jakiej dane było walczyć ludzkości i która nigdy się nie skończy.

Livi to wieczna optymistka, nałogowo błądząca głową w chmurach, lecz mimo wszystko w wyjątkowy sposób, niczym magnez - przyciągająca problemy. 

Panienka Statham już dawno temu przekonała się, że dobra pozycja w szkole, jak również cała masa pozornie oddanych znajomych nie wystarczą do poczucia się szczęśliwą, kochaną oraz potrzebną. Zresztą w pewnym sensie nigdy nie myślała o tym w tych kategoriach. Nie przywykła nawet do opowiadania z rozmachem o własnych zmartwieniach. Nie jest na tyle naiwna, żeby później płacić za to z nawiązką, poza tym w pewnym sensie nie potrafi odsłonić swoich uczuć przed szerszym gronem znajomych, bojąc się odrzucenia. Jest trochę jak dziecko lub płochliwe zwierze, które przestraszone raz nie podejdzie już za blisko. Posiada dziwną tendencje do wycofywania się, kiedy sytuacja nabiera niechcianego i nieoczekiwanego obrotu. Może właśnie dlatego czasami sprawia wrażenie zagubionej i przestraszonej dziewczynki.
Ponoć jest bardzo dobrą słuchaczką, a już na pewno jedną z najlepiej poinformowanych osób z pośród całej społeczności uczniowskiej. Z łatwością wzbudza zaufanie, system ten jednak nie działa w drugą stronę. Livi nauczyła się, że zawsze osiąga upragniony cel nie ważne czy po tak zwanych „trupach”, czy uczciwie. Jest to chyba jedna z jej największych wad, jak i zalet jednocześnie zaraz obok ciętego języka oraz nadpobudliwości. Z reguły rozpoznać ją możesz po zaraźliwym chichocie, przypominającym śmiech małego chochlika, który codziennie niesie się gwarnym korytarzem w trakcie przerw między lekcjami.

W gruncie rzeczy młoda panna Statham jest stworzeniem miłym w obyciu, jak i szczerym. Nie zaatakuje cię ociekającym jadem komentarzem bądź ironią bez większego powodu(zawsze możesz liczyć na jej wsparcie), mimo że powszechnie mówi się, iż jest niezwykle zadziorna i zbuntowana. Do tego unika wchodzenia we wszelkiego rodzaju konflikty(często osiągając negatywny skutek). Z dystansem podchodzi do ludzi, w których wyczuwa coś niepokojącego. Chyba ze spokojem można stwierdzić, że na tym akurat zna się najelpiej. W sensie rozpoznawania emocji, oczywiście. Jej czujnemu oku nie umknie nic.
Jest inteligentna i przebiegła na swój pokrętny sposób. Często nim coś zrobi musi to najpierw przemyśleć i przekalkulować, aby dowiedzieć się ile korzyści z danej sprawy wyciągnie, aczkolwiek częściej działa pod wpływem impulsu. Chodzi własnymi ścieżkami - nienawidzi podporządkowywania się innym. Wychodzi z założenia, że jest panią własnego losu i póki żyje, nikomu nie da sobą kierować. Stanowcza i uparta. Odpuszcza tylko wtedy, gdy widzi w tym słuszność. Inaczej nie podziałają na nią żadne argumenty.
Nigdy nie była zakochana, ponieważ raczej unika zobowiązań. Boi się bycia z kimś, wierząc podświadomie we własny brak zdolności do dawania drugiej osobie, tego czego ta najbardziej potrzebuje. Obarcza za to winą ojca oraz wszystkich tych, którzy kiedykolwiek angażowali się w jej wychowywanie. Na każdym kroku odczuwa brak matki. Ale osobiście i tak twierdzi, że jest jeszcze za młoda. Za młoda, a może psychicznie niedojrzała, gdyż pod maską pewnej siebie i niezależnej dziewczyny skrywa się krucha i nawiedzona romantyczka. W dodatku podatna na wszelkiego rodzaju zranienia i mimowolnie nieprzygotowana na ich tępy ból. Obdarzona empatią oraz pewną subtelnością. Umie wczuwać się idealnie w sytuacje, lecz nie potrafi utrzymać przy sobie ludzi na dłużej, co skutkuje ciągłym poczuciem samotności pośród tłumu.

III: Na końcu jesteś kim jesteś. I to prawdopodobnie jest ten, kim byłeś zawsze.

Płomiennorude włosy. Jasna karnacja. Niesforne piegi. Oczy w odcieniu mlecznej czekolady. Sto sześćdziesiąt centymetrów wzrostu. Szeroki uśmiech. Pełne wargi. Lekko odstające uszy. Mały nosek. Drobne ciało. I cała masa ukrytych kompleksów.

Ciekawostki:
  • Kocha ludzi, kocha świat, kocha również przyrodę. Więc jedną z jej największych pasji jest fotografia. Nic oprócz pisania nie sprawia jej większej przyjemności niż uchwycenie niezapomnianej i niepowtarzalnej chwili w przeciągu kilku sekund starym poczciwym aparatem. 
  • Tak jak zostało już wyżej wspomniane, Livi to także zapalona pisarka, choć do swoich prac nie ma przekonania i cierpliwości, dlatego gdy cokolwiek napisze, to zaraz wyrzuca to do kosza. W szufladzie ma jednak kilka zakamuflowanych opowiadań, których jeszcze nikomu nie pokazała.
  • Nienawidzi zajęć sportowych(ze względu na niezbyt dobrą koordynacje ruchową). Na basen zapisała się tylko po to, żeby pozbyć się lęku przed wodą. Wiąże się z tym niezbyt przyjemna historia z dzieciństwa.
  • Najczęściej można spotkać ją w parku, gdzie w spokoju dokonuje przeróżnych obserwacji, czasem błąka się także po dziedzińcu, szkolnych korytarzach, momentami czyta książki w bibliotece. Lubi także od czasu do czasu wymknąć się do granic miasteczka na dłuższy spacer, a ciemną nocą wskoczyć na dach. Przeważnie robi wszystkie niedozwolone rzeczy. W ten sposób dodaje sobie pewności siebie.
  • Mówi płynnie po francusku. Ma słabość do jedzenia. W pokoju trzyma węża - Ginę
  • Livi bez problemu zawiera nowe znajomości i nawiązuje kontakty. Jest bardzo towarzyską osobą, jednak doskonale wie, kiedy należy zachować umiar i zwyczajnie usunąć się w kąt. Niezależna, uparta, ale i sympatyczna. Swoim uśmiechem zarazi każdego ponuraka. 
  • Jest zaangażowana w akcje charytatywne.
**
Witam! Cytaty pochodzą z serialu One Tree Hill. Za ewentualne błędy w tekście powyżej przepraszam, podobnie jak za czcionkę, która postanowiła zrobić mi na złość i całkowicie się zbuntowała. Oprócz tego tradycyjnie zapraszam do wątków. Ja i Livi nie gryziemy :)

33 komentarze:

  1. [ witamy na blogu jak i w Omedze nową autorkę :) ]

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Cholera, ale z niej słodziak :D nie wiem nawet co mogłabym zaproponować, skoro Ariel to taki tyran XD ]

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Niech będzie :D W takim razie rzuć okoliczności i miejsce spotkania a ja zacznę ]

    OdpowiedzUsuń
  4. [Hej! Chętna na wątek z Courtney? :))]

    OdpowiedzUsuń
  5. [Jaka ładna karta *.* Skusisz się na wątek albo lepiej, ciekawe powiązanie z Beth?]

    Bethany Foster

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Wąciak/powiązanie?;D]

    Brandon

    OdpowiedzUsuń
  7. [Proponuję zrobić burze mózgów, może razem na coś wpadniemy. No chyba, że ty masz jakiś pomysł. Ja właśnie wróciłam od lekarza i wolałabym samodzielnie niczego nie wymyślać, bo obecnie jedyne co mogę zaproponować to zwyczajne powiązanie (typu znajomość z widzenia). Sama preferuję skomplikowane relacje, lubię utrudniać życie moim postaciom więc trzeba coś epickiego wymyślić :D]

    Bethany Foster

    OdpowiedzUsuń
  8. [Pomysł jak najbardziej mi odpowiada. Możemy założyć, że dziewczyny często rzucają sobie ukradkowe spojrzenia podczas lekcji, mogło się zacząć od zwykłej rozmowy kiedy jednorazowo złączono dodatkowe zajęcia z fotografii i plastyki żeby zapoznać ze sobą uczniów, taki sposób dyrekcji na zacieśnienie relacji. I teraz, raz jeszcze złączono zajęcia i każdy musi znaleźć partnera do projektu, który polega na tym, że przez tydzień poznaje się nawzajem i pod koniec trzeba napisać coś o drugiej osobie. Przez ten czas mogą poznać swoją przeszłość, marzenia itp. Bethany może wprowadzić ją w swój "biseksualny" świat xD Co o tym myślisz? Nie za dużo kombinuję? Jakby co krzycz, bo czasem po antybiotykach piszę, nie myśląc o końcowym efekcie.]

    Bethany Foster

    OdpowiedzUsuń
  9. [Ja jestem za. A jeżeli chcesz Twoja postać może się domyślać i dyskretnie podpytać Courtney o jej sekrety, co może nieco oburzyć panienkę Prosser. Z mojej strony nie ma sprzeciwu :D]


    Już nie od dziś wiadomo iż Courtney zajmuje się wszystkim i niczym jednocześnie, a jej podzielność uwagi może zazdrościć niejeden osobnik stąpający po tej planecie. Blondwłosa, po mimo brakiem czasu, uwielbiała się we wszystko angażować co na dłuższą metę dla niektórych mogło się stawać irytujące, ale kto miałby śmiałość to powiedzieć tej drobnej istotce prosto w oczy? Courtney czuła, że ten dzień przyniesie wiele pozytywnych wibracji, czego jej niezwykle brakowało przez jej problemy, z którymi miała zwyczaj chować się po kątach. W końcu panienka Prosser nie była z tych, którzy lubią dzielić się ze swoimi sekretami. A funkcję udawania, że wszystko jest w porządku opanowała już do perfekcji. Czasami udawało jej się samą siebie nabrać na to. Skończywszy wszystkie zajęcia, dziewczyna powędrowała w stronę biblioteki, w której przesiadywała nad swoimi ulubionymi książkami. Jednak nie tym razem. Weszła do pomieszczenia, w którym jak zwykle panowała błoga cisza i swoimi lazurowymi tęczówkami odszukała dziewczyny, z którą miała popracować nad materiałem do gazetki. Nie trwało to długo. Już po chwili zauważyła Livie siedzącą przy jednym ze stolików. Pomaszerowała do niej, uśmiechając się przyjaźnie.
    - Cześć, Livia. Chcesz siedzieć tutaj czy może wolisz przejść się gdzieś? - Zapytała Courtney, unosząc jedną brew ku górze w geście pytającym.

    OdpowiedzUsuń
  10. [Zaczęłabyś? Bo znając życie jak dzisiaj swoim rozpoczęciem zepsułabym cały efekt :3]

    Bethany Foster

    OdpowiedzUsuń
  11. [ Aaa, cierpię na brak pomysłow :(. Proszę wymyśl coś! :D]

    Brandon

    OdpowiedzUsuń
  12. [Cześć, jestem jak najbardziej na tak, jeśli chodzi o ten pomysł. Zaczniesz, czy ja mam to zrobić? (:]

    Chantal Meredith

    OdpowiedzUsuń
  13. [Dobra, fajny pomysł :D. Ale tak bardziej to sprecyzować trzeba żeby potem nie było niedomówień :D. To może ustalmy co się tam stało itd etc. Ale dzis mam wyprany mózg, i zero pomysłów :(. Jak ty nie masz nic, to mogę później coś wymyślić ;>]

    Brandon

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Dobra, to moze... jego najlepszy przyjaciel? W końcu on jest takim samym krętaczem, jak Brandon. W sumie Brandon jest jego jedynym przyjacielem, to nie chciał go 'stracić' no nie wiem? Oczywiście, jeśli autorka jego się na to zgodzi, choć w sumie nie wiem czy opłaca się czekać. A co to juz nie wiem... Czego nienawidzi Livi? xD]

    Brandon

    OdpowiedzUsuń
  15. [ Dobra :D. To teraz pomysł na pierwsze spotkanie i zacznę :D. Wiem, że cię męczę, ale lubię mieć wszystko czarno na miałym ;>]

    Brandon

    OdpowiedzUsuń
  16. Courtney pokiwała entuzjastycznie głową, a następnie wyszła z pomieszczenia tak szybko, jak się pojawiła. Ku zdziwieniu blondynka również nie miała ochoty siedzieć w bibliotece co u niej było niemalże świętem. Skierowała się w stronę wyjścia, miała ochotę pooddychać świeżym powietrzem, a także wykorzystać ostatnie promienie słońca, które z każdym kolejnym dniem było coraz mniej. Słysząc pytanie Livi, dziewczyna nie zastanawiała się długo nad odpowiedzią.
    - Wszystko po staremu. Wiesz, nauka, nauka i nauka.. Standard - Mruknęła, wzruszając delikatnie ramionami, a swoje błękitne spojrzenie przeniosła na koleżankę.
    - A u Ciebie? - Zapytała, odgarniając pukiel jasnych włosów za ucho. Zmarszczyła nieznacznie czoło.

    OdpowiedzUsuń
  17. Mróz dawał w kość niemiłosiernie, ale i to nie zatrzymało Brandona przed nocnym spacerem w okół placówki. Oczywiście było już po ciszy nocnej, ale czasem wydawałoby się, że ona jego zupełnie nie dotyczyła. Znał dokładny rozkład strażników, zmian, wyjść... I tak oto często znajdował się na dworze bez pozwolenia. Po prostu miał takie chwilę, gdy potrzebował spokoju. Szedł sobie spokojnym krokiem koło róznych, i już opustoszałych budynków szkoły, gdy nagle poczuł dosyć mocne pchnięcie w klatkę piersiową. Podskoczył z wrażenia. Jego pierwsza myśl - strażnik. O dziwo, to nie był on, tylko dobrze znana mu dziewczyna. Nawet w mroku pozna te jej rude włosy.
    - Nie za późno na wyprawy, Livi? - mruknął tylko zachrypniętym głosem patrząc na zszokowaną stłuczką dziewczynę. Nie rozmawiał z nią.... nawet sam dokładnie nie wiedział ile. Cóż oboje mieli ku temu dobre powody.

    Brandon

    OdpowiedzUsuń
  18. Temat orientacji seksualnej w dzisiejszych czasach, zwłaszcza przez ostatni rok poruszany był wielokrotnie, przeważnie przez ludzi walczących o prawo do małżeństw homoseksualnych oraz polityków próbujących „wkupić” się w łaski mniejszości społecznych. To wszystko ociekało pozerstwem, sprawiało, że dziewczyna traciła wiarę w to, że walka o wolność seksualną toczona była ze wszystkich właściwych powodów. Los przeciętnego nastolatka, który kłopotał się ze swoją orientacją, choć trafniejszym określeniem byłoby, wyjściem na jaw jego preferencji seksualnych, rzadko kogo obchodził. Do przemyśleń związanych z tym tematem skłonił ją referat napisany przez pewną dziewczynę, dodajmy homoseksualną, która nie zamierzała ukrywać się ze swoją orientacją, co Bethany podziwiała gdyż sama nie potrafiła przyznać się do tego, że pociągała ją zarówno płeć przeciwna jak i żeńska. Z przemyśleń wyrwał ją dźwięk dzwonka rozbrzmiewającego w klasie. Brązowowłosa chwyciła za swój zeszyt po czym przycisnęła go do klatki piersiowej, kierując się w stronę wyjścia. Raz jeszcze rzuciła ukradkowe spojrzenie w stronę rudowłosej dziewczyny. Bethany nie wiedziała co sprawiało, że nie potrafiła powstrzymać się od zerkania w jej stronę. Rzecz jasna, najwłaściwszym wyjaśnieniem był zwykły pociąg fizyczny, którego nie mogła zaprzeczyć, ale czuła, że to nie tylko to powodowało jej fascynację rudowłosą. Wiedziała, że prędzej czy później będzie musiała stawić czoło swojej obawie przed nawiązaniem kontaktu z dziewczyną, która najprościej w świecie jej się podoba. I teraz kiedy nadarzyła się okazja, nie zamierzała jej zmarnować. Zwłaszcza, że czy chciała czy nie, musiała wziąć udział w projekcie do którego przydzielono ją z Livi. Oczywiście nie miała nic przeciwko aby poznać się lepiej z dziewczyną, cieszyła się, że otrzymała taką szansę. (...) Wzięła głębszy wdech po czym wypuściła powietrze z płuc ze świstem. Podeszła do dziewczyny z delikatnym uśmiechem formującym się na jej pąsowych ustach, chwyciła za zeszyt rudowłosej i skrzyżowała dłonie na klatce piersiowej. - To nie będzie ci potrzebne. Chcesz naprawdę poznać Bethany Foster? To chodź. - Wyciągnęła w jej stronę dłoń, czekając na reakcje dziewczyny.

    [Nie mam za co wybaczać. Przecież rozpoczęcie jak najbardziej w porządku. To ja przepraszam za tą odpowiedź, jestem wykończona, choroba wyssała ze mnie resztki energii i kreatywności :<]

    Bethany Foster

    OdpowiedzUsuń
  19. [ Witam, witam ^^ Oczywiście, że pomysł na wątek podrzucę, bo nawet kilka mi się ich nawinęło w czasie czytania twojej karty (Szczerze, świetna robota. Przypadł mi do gustu język, jakim się posługujesz ), ale takim najbardziej sensownym, który pokazał się na samym końcu jest... Akcja charytatywna! Charles udziela się w schronisku, Livi uwielbia fotografować, może by to jakoś połączyć? Pomyślałam, że może Livi robiłaby zdjęcia psom w schronisku na wystawę, która odbyłaby się na rynku miasta i miała na celu promowanie adopcji. Charles, oczywiście, jako wolontariusz pomagałby jej okiełznać zwierzaki, a przy okazji coś by zaczęli ze sobą rozmawiać.Co Ty na to? ^^ ]

    OdpowiedzUsuń
  20. [Hm, z zaczynaniem różnie bywa u mnie, ale coś zaproponuję, jak będziesz chciała to zaczniesz, jak nie to daj znać ja spróbuję. Wątek może taki, że zajęcia wf będą całkiem fajne, proste i przyjemne zwłaszcza dla Gabriela bo niewiele wysiłku w nie włoży, jakieś tam prymitywne ćwiczenia, ale na koniec będzie rzut piłką d celu... i niestety Livi idealnie trafi w niego, chociaż celem nie będzie, a wcześniej też może coś w trakcie zajęć odwalić. Na wesoło zacznijmy. :D]

    OdpowiedzUsuń
  21. Nowa szkoła, nowe miejsca, nowi ludzie. Normalną rzeczą było, że chłopak czuł się nieco nieswojo, będąc obserwowanym ze wszystkich stron na przerwie, jak i na lekcji. Jakoś nawiązał kontakt z rówieśnikami i po dwóch dniach zaczął z nimi normalnie przebywać i rozmawiać. Z dnia na dzień było coraz lepiej, lecz mimo wszystko chłopak niebywale cieszył się z faktu, iż ten tydzień dobiegł końca.

    Sobota. Pozornie dzień wolny, pełen lenistwa i relaksu. Niestety nie dla niego. Akurat na dzisiejszą sobotę przypadała akcja charytatywna w schronisku, w którą oczywiście pan Hell był wmieszany. Uwielbiał zwierzęta. Były istotami, które kochały mimo wszystko całym sercem i nie odrzucały przy pierwszym lepszym potknięciu swego właściciela. Od małego przynosił do domu różne przybłędy wymagające natychmiastowej pomocy. Oczywiście, robił to nielegalnie, tak by mama się nie dowiedziała. Nienawidziła zwierząt. Twierdziła, że to są nic nie warte istoty, które jedynie nabrudzą w jej pięknym domu. Dobrze, że Charles nie wrodził się w tą okropną kobietę.
    Chłopak stawił się o godzinie dziesiątej w głównym budynku schroniska, gdzie miały się odbyć wstępne przygotowania do wystawy, mającej na celu promowanie adopcji wśród tutejszych mieszkańców. Pierwszy punkt na planie - wykąpanie i przygotowanie zwierzaczków do sesji. Chłopak narobił się przy tym jak głupi, bo nie każde zwierzątko lubiło wodę. Było nieco zabawnie, trochę mokro, gdy psy wyrywały się z uścisku chłopaka i próbowały nawiać, ochlapując go przy okazji. Drugi punkt na planie - przyprowadzenie modeli do pracowni. Z tym akurat chłopakowi poszło gładko, bo pieski, mimo iż miały dużo siły, dały się jakoś okiełznać. Gdy swoich podopiecznych oddał pod skrzydła niczego sobie dziewczyny, usiadł sobie w kącie i westchnął głęboko, zerkając w stronę swojej mokrej koszulki. Przez materiał dało się zauważyć zarysy jego umięśnionego torsu.
    - Pomógłbyś mi ? - usłyszał nagle. Rozejrzał się i z goryczą stwierdził, że to do niego i z odpoczynku nici. Cóż, był zbyt dobroduszny i pokiwał twierdząco głową, wstając z miejsca. Podszedł do psiaków i wydał komendę "spokój". Cóż, na daremno... W tym gwarze jego głos był ledwo słyszalny...

    [Mimo wszystko, bardzo lubię tasiemce :D]

    OdpowiedzUsuń
  22. [Dla mnie żaden problem (:]

    Zadanie domowe z historii doszczętnie pochłonęło jej czas wolny tego popołudnia. Z notatkami z zajęć i kilkoma książkami siedziała przy jednym ze stolików w bibliotece i drobnym druczkiem zapełniała kolejne strony kartek. Może i Chantal czasami zachowywała się nader infantylnie, ale każdy, kto ją choć w pewnym stopniu poznał, nie mógł odmówić jej inteligencji. Choć rodzice nie poświęcali jej zbyt wiele czasu, to nie mogła im zarzucić, iż nie troszczyli się o jej edukację. Cóż, wybitni prawnicy nie mogli pozwolić na to, by ich córka zniszczyła dobry wizerunek rodziny, na który tak długo pracowali. Tak więc panna Meredith miała olej w głowie, choć czasami miast do nauki wykorzystywała swój potencjał do knucia czy manipulowania. Tego dnia jednak musiały jej wystarczyć lodowate spojrzenia rzucane przypadkowym osobom na korytarzu, ponieważ na wdawanie się w bezsensowne wymiany zdań po prostu nie miała czasu. Niedługo trwała w swoim postanowieniu. Gdy z jednego z regałów ściągała opasły tom, jej oczom ukazała się znajoma sylwetka. Uśmiechnęła się pod nosem, rozpoznając w dziewczynie Livi Statham. To, że obie się nie lubiły było niedopowiedzeniem, one otwarcie demonstrowały, jak bardzo za sobą nie przepadają. Na drewnianym stoliku czekał esej do napisania, ale Chantal jakby już o nim zapomniała, chcąc wykorzystać możliwość niespodziewanej konfrontacji z nastolatką. Podeszła powoli do dziewczyny i oparła dłonie na leżącej przed nią książce.
    - Cóż za miłe spotkanie – syknęła, patrząc jej prosto w oczy i uroczo się uśmiechając. Na pierwszy rzut oka blondynka wcale nie sprawiała negatywnego pierwszego wrażenia, czar pryskał, kiedy tylko się odzywała.
    - Witaj Livi – dodała również szeptem, nie chcąc zwracać na siebie większej uwagi. Przynajmniej nie tu, w bibliotece.

    Chantal Meredith

    OdpowiedzUsuń
  23. Cała sprawa z zakładem trochę wymknęła się spod kontroli. Parę osób ją za bardzo wyolbrzymiło, i wyszło, jak wyszło. Często, jak o tym myślał, to w głębi duszy żałował, że dał się na to namówić. Choć, jak wszyscy doskonale to wiedzą - nienawidził rozmyślać za długo o swoich błędach. Oczywiście czuł też do niej żal - w końcu zamiast wysłuchać jego wersji - dokładnej, wolała wierzyć w słowa innych. Dlatego też, nie dziwna jest sytuacja, że i jej czasem podogryza. W końcu jego się nie zostawia! Livi była jego jedynym przyjacielem, który jest dziewczyną.
    Widząc jej próby pokazania swojej pewności i wyższości roześmiał się pod nosem. Znał ją - ona zupełnie taka nie była.
    - Gdzie się wybierasz? - zastąpił jej drogę tym samym zmuszając do spojrzenia na niego - Nie boisz się tak sama po nocach spacerować? - dodał zgrywając ton dodający dramaturgii w jego słowach. Raczej nie często na siebie wpadali, ale jak już do tego doszło, to chłopak nie widział innej opcji niż 'rozmowa'.

    Brandon

    OdpowiedzUsuń
  24. Popatrzył na dziewczynę spod uniesionych brwii. Badawczym wzrokiem przeszywał jej myśli, jakoby starał się odgadnąć co się roi w jej głowie. Uparcie chciała odejść, ale jakoś jej to nie wychodziło. Ciekawe dlaczego? Czyżby aż tak bardzo go nie nienawidziła? Pokręcił tylko rozbawiony głową, ale jego rysy od razu stały się ostrzejsze, gdy usłyszał jej komentarz.
    - Co masz na myśli? - spytał marszcząc czoło. ' Oskarży '? W ogóle nie rozumiał jej toku myślenia. Ominął już jakieś tam dogryzki, i tak się nie przejmował. Taki właśnie był, tak jak z łatwością przybywały do niego jakieś tam wyrzuty, to na raz odchodziły. Może i czasem brakowało mu dziewczyny do porozmawiania czy coś, ale... wlaśnie! Miał swoją dumę, i tyle.

    Brandon

    OdpowiedzUsuń

  25. Och, Hell, uspokój się! Teraz zwierzaki są najważniejsze, a nie to, że Ty jesteś już zupełnie wykończony! Obiecałeś, więc teraz pokaż, że to nie były puste słowa i że jednak nie jesteś snobistycznym dzieciakiem, który jest pozbawiony serca! Spójrz na te cudowne psie oczka... Czyż nie są słodkie? Dają siłę, prawda ? Chcesz, by już nigdy nie były smutne. Leć na dobrej energii i ogarnij tę nieznośną sforę!
    Chłopak uśmiechnął się delikatnie w stronę dziewczyny. Oczywiście, zrozumiał, iż jej słowa nie były zgryźliwe. W sumie, na jej miejscu zapewne nie wytrzymałby z rozbawienia i już dawno wybuchnąłby śmiechem... Dać się wykiwać takim mały zwierzaczkom, a to Ci heca! Mimo, iż pierwsza próba została zrównana z ziemią, chłopak postanowił spróbować jeszcze raz, lecz tym razem czegoś innego. Włożył dwa palce w usta, po czym dmuchnął, wydobywając z siebie głośny gwizd. W studiu zapanowała cisza, zarówno ze strony ludzi, jak i zwierząt. Nikt się nie odzywał przez... dokładnie trzy sekundy. Po tym krótkim upływie czasu, ponownie rozpoczęły się rozmowy. Głośniejsze rozmowy.
    Westchnął, spoglądając na swą towarzyszkę. Pokiwał twierdząco głową, uświadamiając sobie, że to jedyne rozwiązanie, by zrobić psiakom te zdjęcia. Podszedł do niej i wziął małego kundelka z jej rąk. Podrapał go delikatnie za uchem, by uspokoił się nieco i odsunął się od młodej pani fotograf. - No cóż, nie traćmy czasu. - szepnął jakby do siebie, głaszcząc podopiecznego schroniska z czułością.
    [Cóż, szkoda tylko, że moja dzisiejsza wena nie lubi epopei... ;/ ]

    OdpowiedzUsuń
  26. [A ja mam ochotę, na wątek i tak się zastanawiam, skoro Livi, ma problem z wodą, to może mialaby jakiś wypadek, nad basenem i Ivy akurat by tam przechodziła i by jej pomogła, no chyba, że można coś na podstawie, robienia zdjęć czy cóś ;d ps, ty też zauwazyłaś, że maja podobne imiona xd]

    OdpowiedzUsuń
  27. [Antek to bardzo pocieszne stworzenie jest, woli się z ludźmi dogadywać, aniżeli kłócić. No a pomysł: skoro ojciec Livi jest z tego arystokratycznego/szlacheckiego (niepotrzebne skreślić) rodu, to mógł się znać z Wilkinsonami, którzy tego fisia na punkcie szlacheckich rodów jednak mają. I w ten sposób, mogliby się poznać, Tony z Livi. Na przykład... Ojciec Tony'ego chciałby zeswatać syna z Livi, coby mu się odwidziała jego orientacja seksualna, ale on się nie daje. Czy coś w ten deseń.]

    Anthony

    OdpowiedzUsuń
  28. [ Hmm chyba komentarz się nie dodał :(]

    Wywrócił oczami i westchnął przeciągle. Czasem wydawało mu się, że wszyscy wiedzą o wiele więcej o jego życiu niż on sam. Denerwowało go to, że każdy się wtrącał w jego sprawy i decyzję. Odetchnął głęboko patrząc na odchodzącą dziewczynę. Słysząć jej słowa zmarszczył brwii i zaśmiał się gardłowo.
    - Nie rozumiem cię - pokręcił głową jakby próbując wytrzepać z głowy niepotrzebne myśli - Kiedyś jakoś nie przeszkadzał ci mój charakter - dodał pewny swego przybliżając się do niej o parę kroków. Dawniej byli przyjaciółmi, bardzo bliskimi...A teraz?

    Brandon

    OdpowiedzUsuń
  29. [wybacz że dopiero teraz odpowiadam, ale jakoś nie miałam czasu tu zajrzeć. Powiem szczerze, pomysł mi się podoba, jednak moja wena strajkuje, i ogólnie nie mam siły na zaczęcie wątku, więc nie wiem kiedy to zrobię xD ]

    OdpowiedzUsuń
  30. [ To może coś z fotografią, lub może coś z basenem albo wpadną na siebie parku. ]

    Channel

    OdpowiedzUsuń
  31. Dziś był już strasznie wykończony i szczerze położyłby się już do łóżka. Niemniej jednak, nie miał zamiaru wymigać się od zadania, które dostał od prześlicznej pani fotograf. Tak, musiał przyznać, że urodę posiadała nadzwyczajną. Zwykłe spojrzenie na jej twarzyczkę dawało wiele do myślenia. W sumie, teraz tylko na takie było go stać. Nie miał czasu na dłuższe oględziny. W tym momencie jego cała uwaga musiała skupić się na włochatych stworzonkach. Biorąc kolejnego brzdąca w swoje ręce, otaczał go opieką, chcąc by czuł się pewnie i beztrosko.
    Ostatni pies pognał w stronę opiekunki, która miała go zaprowadzić do boksu. Chłopak westchnął ciężko, wstając z miejsca. Powolnym krokiem, bo na szybsze ruchy jakoś nie mógł się zdecydować, podszedł do niewielkiego stoliczka. Chwycił za swoją butelkę, w której znajdowała się woda i wypił kilka dużych łyków. Pozostałą zawartość butelki wylał na swoją twarz. Ach, takiego orzeźwienia było mu trzeba... Już czuł chłodną wodę napierającą na jego nagie ciało, kiedy to wreszcie zagości w swojej łazience... Dał się przez chwilę ponieść marzeniom, po czym szybko pożegnał się z całą ekipą i udał się w stronę wyjścia, biorąc swoją gitarę w pokrowcu na ramię. Poprzednio jednak rzucił na nią oko. Chciał być pewny, że po tym dniu przynajmniej Ona będzie cała. Poza tym, miał ją dziś pożyczyć koledze na koncert, więc dobrze by było, gdyby dobrze się prezentowała.
    Jego noga już przekraczała próg budynku, gdy ni stąd ni zowąd pojawiła się przed nim pani fotograf. Mimo wykończenia, uśmiechnął się pogodnie w jej stronę.
    - Cóż, dziękuję za miłe słowa. - powiedział, odgarniając mokre kosmyki swoich włosów z twarzy. - Charles, miło mi. - uścisnął jej drobną dłoń, która wręcz topiła się w jego potężnych łapskach. - Hmmm... Bardzo chętnie skorzystam z Twojej propozycji, jednakże myślę, że najpierw warto by było się jakoś odświeżyć... - dodał, spoglądając na siebie. Czarne spodnie były oblepione sierścią, biała koszulka była przemoczona i lepiła się do umięśnionego ciała pana Hella. Z włosów lała się woda, na prawym policzku widniało nikłe zadrapanie, które zostało zapewne zrobione przez jakiegoś pupilka. Był brudny, wykończony, a zarazem szczęśliwy. Tak, pomoc tym zwierzakom napawała go dobrymi emocjami.

    OdpowiedzUsuń