Charles Quentin Hell
Urodzony 11 kwietnia 1994 roku w Sydney, Australia
Syn znanego producenta muzycznego
ateista
biseksualny
wolny
Czy wiecie jak to jest, gdy starsze rodzeństwo odbiera wam miłość rodziców ? Czy wiecie jak to jest żyć w ich cieniu ? Czy wiecie jak to jest, gdy rodzina non stop mówi o twej siostrze, bądź bracie jaki to On lub Ona nie jest w spaniały, a o tobie nie napomknąć nawet małego słówka, mimo że osiągacie swoje życiowe cele i ciągle dążycie by zdobyć więcej ? Ja wiem. Znam ten ból. Jestem czarną owcą w rodzinie. Z jednej strony jestem z tego dumny, lecz przychodzą momenty, gdy rzeczywiście odczuwam ten cholerny brak... Brak miłości, brak akceptacji, brak zrozumienia...
ROZDZIAŁ I - Przeszłość
Od małego robił rzeczy, których nikt nie tolerował w jego domu. Bogata rodzina wymagała od chłopca posłuszeństwa, dobrego zachowania i choćby krzty godności. On natomiast wielbił stawiać się im w choćby najdrobniejszych sprawach. Był zakałą rodziny, przynosił wstyd sławnemu ojcu, a w późniejszym czasie również i swojej starszej siostrze, która wybiła się w branży muzycznej. Jego najwyraźniejszym wspomnieniem z dzieciństwa są oczy rodziców na wskroś przepełnione złością, kiedy po raz kolejny odbierali go z komisariatu za wandalizm i bójki. Ciągłe imprezy, szlajanie się z jakimiś podejrzanymi typkami, wydawanie rodzinnej fortuny na narkotyki sprawiło, że rodzice odwracali się od niego. Na początku zakazali mu pojawiania się na bankietach, później przestali się odzywać, na sam koniec wysłali go do szkoły z internatem, wierząc że tam się nawróci. Na początku stawiał bunt, lecz na ostatnim roku cudownie się nawrócił, stał się świętym dzieckiem państwa Hell. Uwierzyli, mieli nadzieję na dobre zakończenie tej nie miłej historii. Ojciec chciał, by coś z chłopaka wyrosło, dlatego też uważał go za swego rodzaju asystenta. Planem Pana Hell było, by wytwórnia została w rodzinie, dlatego widząc poprawy w zachowaniu Charlesa, od razu "kół żelazo, puki gorące". Mimo, iż chłopak był młody, był wręcz idealny do takiej "pracy". Miał potencjał, zaczął się świetnie uczyć, był błyskotliwy i inteligentny w rozmowach ze sławami, którzy byli częstymi gośćmi ojca. Przykładał się do swego "stanowiska". Zrobił z siebie dobrego synka, który jest chlubą rodziny. Jednakże jego dobra strona nie miała zbyt wiele czasu na popisy. Znów wkręcił się w nielegalny świat, ponownie zasmakował zakazanego owocu i zanim się zorientował znów stał się... sobą. Stwierdził, że niezależność jest lepsza od uznania rodziny. Zażądał wysłania go do szkoły za granice. Ojciec nie nalegał zbyt długo, by zmienił zdanie. Znalazł mu najlepszą szkołę i wysłał swego jedynego syna w świat.
ROZDZIAŁ II - Teraźniejszość
Teraz stara się nie być na ciągłym utrzymaniu ojca. Utrzymuję siebie, oraz swojego ukochanego kota Izaaka za własne pieniądze. Zarabia w warsztacie samochodowym, a czasem koncertuje w jakich malutkich barach, czy pubach. Jego cudowna gra na gitarze, połączona z głębokim, lekko zachrypniętym głosem sprawia, że piękna część publiczności jest zachwycona.
ROZDZIAŁ III - Przyszłość
Młody pan Hell mimo, że pogrążony w wariackim świecie imprez, pragnie osiągnąć coś z czego będzie na starość dumny. Posiada talent muzyczny, dlatego też poszukuje zaufanych muzyków, z którymi mógłby stworzyć jakąś kapelę rockową. Gdyby plan nie wypalił, a w tym przypadku jest o to bardzo łatwo, zamierza wybrać się na uczelnię, a kierunek studiów, który sobie obrał to nic innego, jak patomorfologia.
ROZDZIAŁ IV - Charakter
Charles jest człowiekiem, który uparcie dąży do wyznaczonego celu. Lubi, gdy wszystko idzie po jego myśli i gdy nikt się nie wtrąca ze swoimi "trzema groszami". Jest wredny w stosunku do ludzi, którzy zagrażają jego niezależności, a ponad to może czasem posunąć się do nie konwencjonalnych rozwiązań w tej sprawie. Agresywność, jak również i buntowniczość nie zniknęły, mimo iż Charles dawno pożegnał się z wiekiem nastoletnim. W codziennym życiu wykazuję się odwagą, stawia na rzeczy mało znane i zazwyczaj dobrze trafia. Wielbi adrenalinę, to dlatego czasem robi coś, czego rzeczywiście nie powinien. Należy do wyluzowanej grupy społeczeństwa, więc nigdy nie przejmuję się drobnostkami. Czasem bywa chaotyczny, gubi milion rzeczy w swoim apartamencie. Lubi się zabawić, pośmiać ze znajomymi. Drażnienie najbliższych to zdecydowanie jego ulubione hobby. Stara się być miły w rozmowie, aczkolwiek czasem wypłynie z jego ust coś kąśliwego. Jak każdy, On też miewa kiepskie dni. Szczery w swoich intencjach, niczego nie ukrywa. Jest jaki jest i się tego nie wstydzi. A właśnie wstyd... Ten dziwak chyba zagubił go gdzieś po drodze, kiedy to wpadał w różne nieuczciwe zakłady, czasem jakieś nieco zboczone szajki. Można chyba rzec, że jest w jakimś tam stopniu, może niewielkim ale jednak, kobieciarzem. W stosunku do płci przeciwnej jest zawsze szarmancki, chętny do rozmowy, bądź jakiś tam poświęceń, byle by tylko zdobyć swojej pięknej towarzyszki zaufanie. Charles jest ciekawym świata człowiekiem. Może czasem zbyt ciekawym... Lubi wtykać nosa w nie swoje sprawy, by zaspokoić swój "głód". Sam czasem miewa zwariowane pomysły, które niekiedy przenosi do realnego świata. Chłopak jest posiadaczem niebywałej inteligencji, ponad to jest bystrym i oczytanym człowiekiem. Nie pogardzi rozmową na odpowiednim poziomie, lecz wariactwa słowne również mu nie przeszkadzają.
ROZDZIAŁ V - Wygląd
Mierzy równe dwa metry, więc należy do rosłych i nie przeciętnych chłopaków. Jest stałym bywalcom siłowni, czego wynikiem jest jego idealnie wyrzeźbione ciało. Ubiera się schludnie i w swoim stylu, nie bacząc na to, co mówią inni. Jego szafa jest przepełniona koszulkami z rockowymi zespołami, skórzanymi kurtkami, oraz spodniami z milionem łańcuchów. Do tego wszystkiego nosi glany, bądź czarne trampki. Jest wielbicielem tego cudownego koloru, jednakże stara się przestrzegać jako tako regulaminu szkoły i zakłada na siebie obrzydliwy mundurek prywatnej szkoły.
W jego niebieskich tęczówkach kryją się wesołe ogniki, które w niektórych przypadkach bywają niebezpieczne. Na bladej twarzy wije się przebiegły uśmieszek. Jego gęste, ciemne włosy często są roztrzepane na wszystkie strony.
ROZDZIAŁ VI - Ciekawostki
- Jest zagorzałym wielbicielem zwierząt, dlatego też często udziela się w miejscowym schronisku. Sam też pod swoimi skrzydłami ma ukochanego kota Izaaka.
- Jest uczulony na trawę, Jednakże jego alergia nie jest na tyle zaawansowana, by chłopak musiał stronić od pikników. Wystarczy, że przyjmie leki i posmaruję się odpowiednim preparatem tak na wszelki wypadek.
- Prócz grania na gitarze, oraz śpiewu, Charles często siada prze fortepianem. Granie na nim nie idzie mu tak dobrze, jak na gitarze, lecz powoli robi postępy.
- Czasem, gdy nie może spać zajmuję się... origami. Tak, zdecydowanie uwielbia swoje papierowe zwierzątka. Całe ZOO znajduję się na parapecie w jego pokoju.
- Jest wybredny żywieniowo, co stwarza z niego lekkiego dziwaka. Nie jada pomidorów, cebuli, ani papryki. Nigdy nie miał tych warzyw w ustach i nadal jakoś boi się ich spróbować.
- Wielbi gorącą czekoladę, oraz kawę, Tak, kawa na początek dnia to bardzo dobry pomysł.
pamiętnik
galeria
powiązania
telefon
(w budowie)
------------------------------------------------------------------------------------------------------------Witam serdecznie : )
Karta jest jaka jest, wszelkie uwagi co do niej proszę śmiało wygłaszać w komentarzach. Zachęcam do wątków z moim Charlesem. Zasada jest taka: ja daje pomysł na wątek - Ty zaczynasz, i odwrotnie. Powiązania bardzo chętnie, aczkolwiek mam co do nich słabą głowę, więc... no.
Ach, no i wizerunek: Luke Pasqualino






[Witam, witam serdecznie nowego autora :) Prawdę mówiąc zaczęłabym wątek, ale brak mi sensownych pomysłów, ponieważ chyba wszystkie na razie wyczerpałam. Czy mogłabym zatem liczyć na małą pomoc?
OdpowiedzUsuńSwoją drogą trafny wybór z doborem wizerunku. Poza tym Charles wydaje się być ciekawą postacią. Zastanawiam się czy razem z Livi złapali by odrobinę wspólnego języka :)]
[ Pomysł masz? ]
OdpowiedzUsuńChannel
[Witamy na blogu! Charles zostaje przydzielony do omegi. Życzę miłej zabawy na blogu. No i standardowe pytanie, skusisz się na wątek albo lepiej, ciekawe powiązanie z Beth? :)]
OdpowiedzUsuńBethany Foster
[Hej! A ja chcę wątek! :P]
OdpowiedzUsuń- Courtney.
[Witam :) Po pierwsze: Luke - uwielbiam tego faceta! Po drugie: karta świetna, postać także, dlatego pojawia się moje pytanie, czy masz może jakiś pomysł na wątek, ewentualnie powiązanie? :)]
OdpowiedzUsuń[Nikt by nawet nie próbował wyśmiewać się z Bethany zwłaszcza prosto w jej twarz, bo marnie by skończył :D Może podczas wolnego okienka, większość ludzi wyszłoby na zewnątrz. Bethany siedziałaby sama przy stoliku, reszta dziewczyn usadowiłaby się z dala od niej i plotkowałaby między sobą o brązowowłosej, dziewczyna początkowo traktowałaby je jak powietrze, ale w końcu plotkary przekroczyłby granice. Beth zapytałaby czy mają jakiś problem, jedna odpowiedziałaby, że niestety nie mają tyle wolnego czasu jak ojciec Foster. Byłaby gotowa żeby ją uderzyć, ale w ostatniej chwili opamiętałaby się i odeszłaby w ustronne miejsce. Wszystkiemu przyglądałby się chłopak, poszedłby za brunetką żeby się upewnić, że wszystko w porządku. Zastałby dziewczynę, palącą papierosa przy murku odgradzającym teren szkoły od świata zewnętrznego :3 Co ty na to?]
OdpowiedzUsuńLivi nigdy nie potrafiła opędzić się od zwierzaków, dlatego w trakcie swojego siedemnastoletniego życia miała już kota, psa, chomika, a nawet i węża. W pewnym sensie opieka nad owymi stworzeniami sprawiała jej niewypowiedzianą przyjemność oraz radość, zaś świadomość robienia czegoś dobrego naprawdę wpływała kojąco na jej psychikę. W końcu w ten sposób mogła przelewać bez skrępowania swoje uczucia, wiedząc, że w odpowiedzi nie zostanie po stokroć zraniona, jak to się działo w przypadku bliskiej rodziny czy przyjaciół. Miała nawet taki okres, kiedy pracowała na stanowisku wolontariuszki w schronisku, lecz później z braku czasu porzuciła to zajęcie. W zamian regularnie zaczęła angażować się w akcje charytatywne. Cóż, zawsze słynęła z miękkiego serca, zwłaszcza, jeśli chodziło o istoty słabsze i zależne od innych.
OdpowiedzUsuńW ostatniej chwili zgodziła się na zrobienie sesji zdjęciowej dla nowej kampanii adopcyjnej, tyle że oczywiście nie spodziewała się na miejscu takiego zamieszania. Panował totalny chaos, który tworzyło głośne miauczenie, szczekanie oraz mruczenie. W tło wplatały się jeszcze podniesione głosy ludzi.
Rudowłosa z rozbawieniem pokręciła głową, przepychając się do osób odpowiedzialnych za akcję, a gdy ustaliła szczegóły, naturalnie udała się, aby wykonywać swoje obowiązki.
Okiełznanie całego towarzystwa miłych sierściuchów sprawiło jej nie lada kłopot. Z aparatem przewieszonym na szyi przemieszczała się z jednego miejsca na drugie, wpadając powoli w cichy obłęd. Żadne sposoby, bowiem nie skutkowały.
- Hej - w pewnym momencie zwróciła się do ciemnowłosego chłopaka, stojącego nieopodal. Posłała mu lekki, trochę nieporadny uśmiech, starając się nie dać po sobie poznać oznak zmieszania - Mógłbyś mi pomóc? Wcale się nie słuchają. Są dzisiaj jakieś wyjątkowo rozdrażnione. Naprawdę nie poradzę sobie sama - bezradnie rozłożyła ręce.
[O, dziękuje za miłą opinię. Z góry przepraszam za tego tasiemca i ogólnie za jakość. Mam nadzieje, że ci nie przeszkadza ^^]
[Cóż, mówiąc szczerze, jakoś nigdy nie miałam okazji dotrzeć do tego momentu, a serial oglądałam tak piąte przez dziesiąte, ale to nie zmienia faktu, że jest moim ulubieńcem :) Pomysł super, chociaż z góry zastrzegam, Charles będzie musiał się sporo nagimnastykować, żeby cokolwiek z Nell na ten temat wyciągnąć :) Zaczniesz czy ja mam obudzić szare komórki do życia? ;)]
OdpowiedzUsuń[A mogłabyś zacząć? Ja dzisiaj nie mam głowy do zaczynania, choroba wyssała ze mnie resztki energii. A no i wcześniej pisało "kółko plastyczne", ale przez przypadek musiałam usunąć. Dzięki, że dałaś znać o tym niedociągnięciu :D]
OdpowiedzUsuń[W takim razie chyba faktycznie będę musiała w najbliższym czasie nadrobić zaległości :) W porządku, nie ma sprawy, postaram się coś tam wymyślić. Z góry przepraszam za to, co mi tam wyjdzie.]
OdpowiedzUsuńMalowanie było dla Jeanelle czymś w rodzaju zapomnienia, mentalnej ucieczki daleko od rzeczywistości, od problemów, w miejsce, gdzie codzienny koszmar znikał, a wspomnienia, szczególnie te złe, w jakiś magiczny sposób blakły, zacierały się, stawały bardziej znośne i nie przynosiły aż tyle bólu. Powolne pociągnięcia pędzlem na płótnie, wyrazisty zapach farb i rozpuszczalników, co mogło brzmieć nieco idiotycznie, najzwyczajniej w świecie odprężały brunetkę i pozwalały całkowicie skupić się na tworzeniu.
Była tego popołudnia jedyną osobą, która została w sali do zajęć plastycznych, by malować. Przez ostatnie dni brakowało jej czasu, by narysować chociażby jeden szkic, nie wspominając już o kolejnym obrazie, dlatego kiedy tylko nadarzyła się taka okazja, chciała ją w pełni wykorzystać.
Ubrana w biały, umazany kolorowymi mazami fartuch wiązany na szyi i w talii, Jeanelle siedziała na taborecie przed sztalugą, z pełną gamą kolorowych słoiczków z farbami ustawionymi na blacie obok, i zręcznie operowała nadgarstkiem, pozostawiając na płótnie coraz to nowe smugi pędzlem. Co jakiś czas zdmuchując z czoła luźne kosmyki włosów, które wysunęły się z niedbałego koka u czubka głowy, całkowicie oddała się temu, co kochała. Na tyle, że wszystko dokoła przestało się dla niej liczyć – nie słyszała już deszczu padającego za oknem, ani cicho płynącej z radia w rogu sali muzyki klasycznej. I nie usłyszała także cichego skrzypnięcia drzwi, kiedy ktoś wszedł do pomieszczenia.
O ile rudowłosa miała naturalny dar wywierania wpływu na ludzi, o tyle nie tyczyło się to niesfornych zwierząt, postępujących przeważnie według własnego widzimisię i mających głęboko w poważaniu umizgi biednych opiekunów. Naturalnie schemat ten powtarzał się z reguły średnio za każdym razem, do czego zresztą Livi w końcu zdążyła przywyknąć, ponieważ jej niecierpliwa natura szybko ustępowała miejsca naturalnemu rozbawieniu. Jednak przy utemperowaniu tego towarzystwa musiała się okropnie namęczyć. Często nie dawała rady sama. Tak jak dzisiejszego, sobotniego przedpołudnia. Pięć psów na nią jedną - zdecydowanie ciężka sztuka do zgryzienia.
OdpowiedzUsuńOdłożywszy aparat na pomocniczy stolik, przykucnęła na obu kolanach i przywołała do siebie z uśmiechem małego, kulejącego kundelka. Ten natomiast zwinnie wskoczył jej na kolana, po czym wesoło zamerdał ogonkiem. Trzeba przyznać, że to właśnie on był najgłośniejszym z całej grupy, więc w związku z tym w pomieszczeniu zrobiło się odrobinę spokojniej, kiedy odpowiednio się wyciszył.
- Widzę, że Tobie również dały się we znaki - zauważyła wcale nie zgryźliwe, a uprzejmie, jak to miała w zwyczaju, odnosząc się do obcych sobie ludzi. Ukradkowo rozbawionym spojrzeniem ciemnych oczu obdarzyła mokrą koszulkę nieznajomego, a następnie jego lekko umęczoną twarz - Przepraszam, chciałam poradzić sobie bez niczyjej pomocy, ale chyba się przeliczyłam. Jeśli się nie uspokoją, nigdy nie zrobię im tych zdjęć - mówiła dalej, nie przejmując się kompletnie brakiem reakcji z drugiej strony. Jednocześnie delikatnie drapała pupila za uszkiem. Gdy w końcu stwierdziła, iż pora wziąć się do dalszej roboty, podniosła się powoli z miejsca i wydała komendę. Bez skutku. Zrezygnowana westchnęła cicho - Mógłbyś je trzymać po kolei w trakcie robienia zdjęć?
[To mi ulżyło, bo z tego co wiem, nie każdy je lubi :D]
[ Dzięki! Może być, ale zaczniesz bo ja nie mam siły. :D ]
OdpowiedzUsuńChannel
[Cześć! Może jakiś wątek lub powiązanie? ^^]
OdpowiedzUsuń[Przepraszam, nie chce ten pan wokalistki do zespołu z cholernie mocnym głosem? Z którą mógłby się żreć ile wlezie (na tyle oczywiście, na ile pozwala umiejętność mowy panienki Sherbourne. Powiedzmy, gdzieś tam przypadkiem usłyszałby, jak Charity śpiewa jakąś Metallicę albo inny Stone Sour czy Linkin Park, i jakoś tak by ją zechciał mieć ją przy sobie. Co Ty na to, hm?]
OdpowiedzUsuńCharity Sherbourne
[Jajej, cóż za entuzjazm. ;) Hm, powiedz Ty mi, jeśli miałabym zaczynać... W którym momencie ich znajomości mielibyśmy ruszyć?]
OdpowiedzUsuńCharity Sherbourne
[Nie, nie, nie zrozumiałyśmy się. Ja nie o to pytałam. ;) Z Charity nie da się choćby kumplować, nie mówiąc już o rzyjaźni. Chodziło mi bardziej o to, w związku z tym, co zarzuciłam wcześniej, czy mają już ten zespół, dopiero go zbierają, czy Charles dopiero "odkrywa", że to właśnie kogoś takiego w zespole potrzebuje. W sensie, w którym momencie w wątku ruszamy. Czy Sherbourne ma sobie siedzieć i śpiewać, a Hell ją przypadkiem usłyszy, czy już ją wcześniej usłyszał, a jeśli tak, to co teraz?]
OdpowiedzUsuńCharity Sherbourne
[Nie no, jeśli o sprawy zawodowe chodzi, to oni nawet nie tyle co chcą, co będą zwyczajnie musieli się dogadać. Ja to proponuję, żeby się trochę żarli, ale jednak nie żarli tak trochę, ale Charles nie chciał jej wywalić z zespołu, bo ma dziewczyna świetny, mocny głos i wie, że nigdzie indziej to on takiej nie znajdzie.]
OdpowiedzUsuńCharity Sherbourne
Livi miała dziwne wrażenie, że dzwoni jej już w uszach od tego nieszczęsnego ujadania; skomlenia, szczekania. W pewnym sensie nawet rozumiała rozdrażnienie tych biednych zwierzaków, ponieważ ona na ich miejscu zachowywałaby się dokładnie tak samo, co nie zmieniało jednak faktu, iż każdemu porządnemu człowiekowi już dawno skończyłaby się cierpliwość do pięciu nierozgarniętych piesków. Dlatego zamierzała, jak najszybciej wykonać sesje, po czym się stąd zmyć. I nie chodziło tu bynajmniej o brak cierpliwości do małych, kochanych pupili, skądże, przecież uwielbiała ja całym sercem, była skłonna do wielu poświęceń, byleby tylko poprawić ich warunki życia. Ale nie dzisiaj.
OdpowiedzUsuńKiedy już żadne sposoby doprowadzenia towarzystwa do porządku nie pomogły, należało przejść do konkretów. Rudowłosa z uśmiechem oddała kundelka w ręce swojego pomocnika i chwyciła za aparat. Wierzyła, że nie zajmie im to zbyt dużo czasu. Praca powinna pójść w miarę sprawnie(…).
Skończyła. Chciała jeszcze podziękować nieznajomemu za pomoc, bo szczerze mówiąc, należała mu się pewna rekompensata za to wszystko, co robił jedynie z własnej woli, aczkolwiek nie mogła go nigdzie dojrzeć. Zdecydowanie za szybko zniknął. Z lekkim niezadowoleniem stwierdziła, że będzie musiała się obejść i bez tego, lecz w ostatnim momencie ujrzała go z powrotem.
- Świetnie sobie poradziłeś. Muszę przyznać, że nadajesz się na modela - stwierdziła z ciepłym uśmiechem - A tak na poważnie, jestem Livi - dodała machinalnie po chwili konsternacji, wyciągając w jego kierunku drobną dłoń - Cóż, powinnam ci się odwdzięczyć, ale nie mam żadnego pomysłu. Może gorąca czekolada albo kawa? - panienka Statham zawsze była bezpośrednia i nie zawracała sobie głowy żadnymi podchodami, a jemu w końcu się należało.
[Oj tam, oj tam. Czasem możliwości się wyczerpują ;]
Szafka. Musiała dotrzeć do swojej szafki, wziąć z niej potrzebne rzecz i szybko udać się na lekcje, o ile chce zdążyć na sprawdzian. Bo znając Blankę, zapewne by się spóźniła. To było normą u niej, i każdy kto ją znał, wiedział że ta pannica chyba dawno temu ostro pokłóciła się z zegarkiem i do dnia dzisiejszego nie raczyła się z nim niestety pogodzić.
OdpowiedzUsuńDotarła w końcu do swojej szafki, z której wyciągnęła kilka zeszytów, oraz książek, które to następnie schowała do torby zwisającej z ramienia i zatrzasnęła drzwiczki, odwracając się na pięcie. -Biologia- mruknęła do siebie pod nosem, po czym zwinnym krokiem ruszyła w stronę sali. Z tego co się orientowała, za kilka minut koniec przerwy. Skręciła w korytarz, wspinając się po schodach na piętro. Przywitała się z kilkoma znajomymi, po czym pobiegła truchcikiem w stronę sali sto trzy. I wtedy mignęła jej znajoma twarz. -Charlie- po raz kolejny powiedziała do siebie, po czym odwróciła głowę w tył. Chłopak jej nie zauważył, szedł przed siebie, w ogóle nie racząc nikogo spojrzeniem. Aż w końcu zatrzymał się, grzebiąc w torbie. Wystarczyła krótka chwila, by B. znalazła się tuż za jego plecami. Nie usłyszał jej, dlatego też stanęła na palcach, i zakryła mu oczy dłońmi. -Zgadnij kto,Charlie-powiedziała z uśmiechem tuż do jego ucha, drażniąc je swoim ciepłym oddechem.
[ No to mogę poczekać! Ja też jestem całkiem wysuszona. ]
OdpowiedzUsuńChannel
[Witam.]
OdpowiedzUsuńPiątkowe popołudnie spędzała w szkolnej bibliotece, korzystając ze swoich dobrych układów z bibliotekarką. Dzięki temu mogła samotnie siedzieć pomiędzy regałami z ulubioną książką z działu fantastyki i z termosem gorącej herbaty tuż obok. Nie dziwne więc było, że przyjaciół zbyt wielu nie miała, gdy zamiast zawiązywać znajomości z innymi każdą wolną chwilę przesiadywała w zacisznym sanktuarium książek. Wielu kpiło i żartowało, że jeśli cokolwiek lub ktokolwiek rozdziewiczy kiedyś Lenę Ask, to będzie to właśnie książka.
Wbrew powszechnej opinii wcale się nie uczyła, a pożerała kolejne lektury ulubionych pisarzy i poetów. Odnajdowywała w nich pocieszenie oraz dobrą radę, co o wiele bardziej pożyteczne dla niej było, niż spędzanie popołudni i wieczorów na zabawach z rówieśnikami. Nie zdała sobie nawet sprawy kiedy minęło popołudnie, bibliotekarka zostawiłą jej dodatkowy klucz i wróciła do domu, a Madlena siedziała w bibliotece nawet wtedy, gdy nastał wieczór i zbliżała się późna pora. Wciągnęły ją opowieści o przygodach Krogulca, znamienitego czarnoksiężnika z Gont. Tyłek bolał od siedzenia na twardej podłodze, kręgosłup chrupotał przy każdym poruszeniu i nawet herbata w termosie już wystygła. I to właśnie wtedy cicho skrzypnęły drzwi od biblioteki, choć dziewczyna nie wciągnięta w lekturę książki nie zwróciła na to najmniejszej uwagi.
Madlena Flaming-Ask
Nowy początek dzięki kalendarzowi zdarza się co roku. Wystarczy nastawić terminarz na styczeń. Nagrodą za przetrwanie świąt jest Nowy Rok i związana z nim tradycja noworocznych postanowień. Rzucić przeszłość za siebie i zacząć od nowa. Trudno się oprzeć pokusie rozpoczęcia od nowa… Schowania zeszłorocznych problemów do szuflady. Dziewczyna otrzymała taką szansę. Mogła postąpić zgodnie z radą psychologa – wyjechać, z dala od bolesnych wspomnień, które nawracały każdego dnia, kiedy rzucano jej pełne pogardy spojrzenia i szeptano między sobą, ale nie zrobiła tego, nie wyjechała. Sądziła, że to byłaby zwykła ucieczka od stawienia czoła problemom. Bethany Foster można było nazwać niezręczną społecznie oraz pyskatą, ale z pewnością nie była tchórzem. Rzecz jasna, obawiała się pierwszego dnia w szkole. Kto chciałby przechodzić szkolnym korytarzem z setką osób wlepiających w nich wzrok ze wszystkich niewłaściwych powodów? Tylko, że ona wzięła się w garść i obiecała, że żadne spojrzenie czy odzywka nie wprawią ją w zakłopotanie albo gorzej w rozpacz po stracie rodzica. Bo zdaniem brązowowłosej, ojciec odszedł z jej życia tego samego dnia kiedy przełożył prace nad rodzinę. Z przemyśleń wyrwał ją umyślnie uniesiony ton głosu dziewczyny siedzącej w ławce z grupą przyjaciółek. Doskonale wiedziała, że rozmawiały o niej, konkretniej o sprawie która dotyczyła jej rodziny, specyficznie ojca. Ich buzie nie zamykały się od dobrych dwudziestu minut. To właśnie zacięta dyskusja nieznajomych skłoniła ją do wcześniejszych przemyśleń. Ciemnowłosa za wszelką cenę starała się nie reagować na nie słuszne odzywki, ale jej starania okazały się być na próżno. W końcu puściły jej nerwy. - Macie jakiś problem? – Zapytała, z wyraźnie zdenerwowanym tonem rozbrzmiewającym w jej głosie. Później wszytko potoczyło się zaskakująco szybko. Brązowowłosa usłyszawszy chamską odpowiedź jednej z dziewczyn niemal skoczyła jej do gardła. Nawet nie spodziewała się, że ktoś stanie w jej obronie gdyż pierwszego dnia w szkole postawiła sprawę jasno, nie potrzebuje żadnej pomocy, potrafi zadbać sama o siebie. Mało brakowało żeby dziewczyna znokautowała blondynkę, która była widocznie przerażona całą sytuacją jednak w towarzystwie znajomych każdy potrafił zgrywać cwaniaka. W ostatniej chwili Beth powstrzymała się od zbędnych rękoczynów, tylko pokręciła głową i żwawym krokiem udała się przed siebie. Zarzuciła obszerną, skórzaną torbę na ramię, nie zawracając sobie głowy faktem, że przy okazji poturbowała dwie czy trzy osoby przechodzące obok niej. (...)
OdpowiedzUsuńLiść w odcieniach żółtego z niewielką namiastką zgniłego zielonego przypominającego o słonecznym lecie z lekkością poruszał się na drzewie, wyglądał jakby sam wyrywał się aby zatańczyć w powietrzu albo chociażby z gracją pofrunąć w dół, znajdując ostatecznie miejsce w dużej kałuży. Dziewczyna stała przy murze dzielącym teren szkoły od świata zewnętrznego, z papierosem w dłoni, obserwując spadające z korony drzewa, różnokolorowe liście. Momentalnie zsunęła się po kamiennej ścianie, siadając na wydeptanej przez uczniów ścieżce, w jej oczach gromadziły się łzy, ale uparcie wstrzymywała się od szlochu.
Bethany Foster
[ Oooo, śpiewa! Wątek? :) Daj pomysł to zacznę. ]
OdpowiedzUsuńEmma Ames
[Dzień dobry ; ) Może wątek?
OdpowiedzUsuńDiana Dixon]