Brandon Shepherd
17 lat | Grupa: Omega | Drużyna Lacrosse(kapitan)
Cóż, jego historia jest bardzo krótka. Chłopak, dziewczyna, łóżko, zbliżenie... i tak oto na świat zawitał mały Brandon. Dzieciństwo miał beztroskie, może aż za bardzo... Nie mógł powiedzieć, że mama i tata go nie kochali. Wręcz przeciwnie! Na każym kroku mu pomagali i wspierali go, jak tylko potrafili. Należeli do osób bardzo pobłażliwych. Nigdy nie szczędzili na zabawkach, gadżetach i podróżach. Zawsze kupowali mu to co chce, pod warunkiem, że chłopak będzie grzeczny. I tym sposobem Brandon już od najmłodszych lat nauczył się zwinnie zwodzić ludzi, i dostawać co tylko zapragnie. Dlatego też niemal odkąd pamięta przyjaźnił się z synem Coltonów, który był w tych właśnie aspektach, taki sam, jak on. W końcu, gdy chłopak podrósł wysłano go do Northwood. Rodzice chcieli nauczyć go odpowiedzialności i samodzielności, I tak rozpoczęły się najbardziej szalone i pełne głupich pomysłów lata jego życia.
A więc jaki jest Brandon? Sprawa z jednej strony dziecinnie prosta, a z drugiej cholernie zawiła.
![]() |
| 'Młodość wszystko wie' |
Każdy, dosłownie każdy kto go widzi, zorientuje się, że to on jest górą, że to on rządzi w tej szkole. Wysoki i wysportowany chłopak idący pewnym korkiem przez środek korytarza. Co jakiś czas podniesie swoje umięśnione dłonie by przetargać zazwyczaj postawione włosy w odcieniu ciemny blond. Nie martwi się fryzurą - wie, że jest idealna. A nawet jeśli nie... To co? I tak zauważasz, że dobrze wygląda. Często marszczy brwi, lub unosi jedną do góry mrużąc przy tym głębie morskich oczu. Wygina matowe wargi w pełnym pewności siebie, acz uroczym uśmiechu, który kieruje w stronę każdej ładnej dziewczyny. Wszyscy widzą jego dokładnie zarysowane rysy twarzy, dzięki którym wyróżnia się na tle innych uczniów. Jest przystojnym mężczyzną, z pewną dozą uroku chłopca. Nikt nie może się mu oprzeć, każdy choć przez chwilę zawiesi na nim swój wzrok, a zapamięta na dłuższy czas.
Dziennik | Powiązania | Sekrety | Telefon



witamy na blogu :)
OdpowiedzUsuń[Colton *.* Się pochwale, że to ja pomagałam Ariel tworzyć zarys pana sportowca więc żądam wątek, heheszki. Jakieś pomysły?]
OdpowiedzUsuńBethany Foster
[Witam, chęć na wątek lub powiązanie ? ^^]
OdpowiedzUsuń[ OMG! Kocham go! Musi być wątek. ]
OdpowiedzUsuńChannel
[ I tu mam pomyłkę. :D On jest z Chantal czy jak ona tam ma, a nie z Channel hehe ]
OdpowiedzUsuńChannel
[Na wątek oczywiście mam chęć. Tylko błagam, powiedz, że masz jakiś pomysł, a zacznę :D]
OdpowiedzUsuń- Courtney.
Usuń[ Nie ma za co, a no i cieszę się też, że nie jestem jedyną osobą, która mówi ,,masakra'' -_- Co za ulga! Wpadł mi do głowy tylko jeden pomysł, może ona przyjdzie na mecz i będzie, że złapie piłkę czy coś, a później się coś wymyśli. A co do tej pomyłki to ja już weszłam na Wolne postacie i sprawdziłam jak dałam chłopakowi Channel na imię i do jakiej grupy go przydzieliłam. To co zaczniesz? ]
OdpowiedzUsuńChannel
[Możemy założyć, że Chantal, której Beth przez przypadek powiedziała swój sekret, zezłościła się na swoją przyjaciółkę i powiedziała Brandonowi o tym, że dziewczyna zakochana jest w Courtney. A, że Bethany nie przepada za panem Shepherdem i się z tym nie kryje (głównie dlatego, że doskonale wie o jego romansach i nie lubi w jaki sposób traktuje Chantal) to mężczyzna może jej podokuczać, może po treningu lacrosse zahaczy o szatnie dziewczyn gdzie zostanie tylko Bethany i zacznie podsuwać jakieś sugestie co do jej orientacji seksualnej, ona będzie chciała wyjść, ale drzwi się zatrzasną i tam na trochę utkną. Później się coś wymyśli. Wybacz nie mam lepszych pomysłów :<]
OdpowiedzUsuńBethany Foster
[Okej, więc zacznę :D]
OdpowiedzUsuńSama nie wiedziała dlaczego to robi. Sama nie wie kiedy zaczynała tracić nad tym kontrolę. W pewnym momencie zorientowała się, że wszystko wylatuje jej z rąk, a sprawa wygląda gorzej niż myślała na początku. A najgorsze było w tym wszystkim to, że nie potrafiła przestać, ba, chciała więcej i więcej, jak nienajedzone dziecko. A w końcu musiała powiedzieć dość, jednak nie potrafiła powiedzieć tego na głos. I znowu się zgodziła, bo w końcu nie potrafiła odmówić, a bardzo tego pragnęła. Przeklinała pod nosem, kiedy po raz kolejny wymykała się z pokoju, gdy panowała cisza nocna. Po chwili już znalazła się na zewnątrz i skierowała się w stronę parku, gdzie umówiła się z Brandonem. Jak zwykle był przed nią i zajął miejsce na jej ulubionej ławce. Rozejrzała się dyskretnie dookoła, sprawdzając czy aby przypadkiem nikogo nie ma oprócz ich. Ale kto byłby na tyle normalny by siedzieć w parku o 3 nad ranem? Ah, no tak, tylko oni. Usiadła obok chłopaka, biorąc głęboki wdech powietrza, a po chwili wypuszczając ze świstem.
- Musimy z tym skończyć - Mruknęła, jak gdyby nigdy nic, wbijając swoje spojrzenie w bliżej nieokreślony punkt.
[ Już Cię lubię :D ]
OdpowiedzUsuńJak zwykle była na meczu, siedziała w drugim rzędzie. Znała sie dobrze na tej grze, ale nigdy nie miała zamiaru w nią grać. Każdy wzdychał, krzyczał, a ona siedziała i tylko obserwowała mecz, a dokładnie latała wzrokiem za piłką. Nigdy nie myślała, że będzie miała ,,zaszczyt'' złapać piłkę, którą oni grali. Inne dziewczyny to by się o nią pozabijały, a ona nie. Nagle piłka wpadła w jej ręce. Zobaczyła chłopaka, który szukał piłki. Widziała, że jest obolały więc podeszła do niego i podało mu piłkę.
- Proszę, a i grasz najlepiej, ale nie skupiaj się tylko na golach, nie zapomnij o zawodnikach. A i dawaj szybko tego gola, bo nudzi mi się i muszę trochę po meczu przeciwną drużynę pomęczyć. - powiedziała.
Już i tak im cos zrobiła, ale było to dla niej za bardzo genialne, nalała im kleju do butów, ale nic więcej. Sama nuda. Kto by się tym nacieszył? Na pewno nie ona.
Chann
[Hej, masz ochotę na watek, może jakieś powiązanie, co? Nawet sobie, tak myślałam że Ivy mogłaby go nakryć z inną, i zagrozić że powie jego dziewczynie, no chyba że masz lepszy pomysł :p]
OdpowiedzUsuńPokręciła delikatnie głową na boki w geście zaprzeczenia. Blondwłosa nie wiedziała kogo bardziej stara się oszukać. Ją czy chłopaka? Jednak to było bez znaczenia. Brandon miał racje, dziewczyna nie chciała tego kończyć, ale również wiedziała, że nie mogą tego ciągnąć, w końcu i tak by wyszło to na światło dzienne, a wtedy już nie będzie tak kolorowo. Była świadoma wszystkiego co ją czeka, kiedy się dowiedzą. I nie mogła do tego dopuścić. Panienkę Prosser wkurzało to, że tylko ona męczy się z wyrzutami sumienia, a jej towarzysz sprawia wrażenie obojętnego na to wszystko. To ją bardzo irytowało. Wzrokiem błądziła po okolicy, starając się nie patrzeć na niego, bowiem wiedziała, że wystarczy jedno spojrzenie by wzięła wszystko co jej zaoferuje. Oh! Dlaczego jesteś taka naiwna?
OdpowiedzUsuń- Nie chcę, ale nie ma innego wyjścia. Co będzie jak Chantal się dowie? Zabije mnie, a potem Ciebie, chcesz tego? Nie wiem jak Tobie, ale dla mnie życie jeszcze jest miłe - Mruknęła jednym tchem, bawiąc się ze zdenerwowania palcami.
Nie lubiła siedzieć, nocami w swoim pokoju. A zwłaszcza wtedy, gdy ciągnęło ją by zapalić, bądź nachodziły ją dziwne myśli. Wyszła na zewnątrz, wolnym krokiem spacerując i obserwując krajobraz. Jedyna pora, gdy mogła mieć spokój, cieszyć się tym że wszystko jak na razie jest dobrze. No prawie. I właśnie wtedy wśród ciemności dostrzegła całującą się parę. A jednak dziewczyna, nie była tą którą chłopak powinien całować. Kojarzyła go i jego dziewczynę, wielka para szkoły. A to ci dopiero zabawna historia. Bez skrępowania stała tam, dalej. Dopiero gdy nieznajoma odeszła, ta postanowiła wyjść z cienia. Trzymała ręce w kieszeni, na jej twarzy nie malowało się żadne uczucie. Dlatego nie ufała ludziom, oni potrafili tylko ranić.- Dziwne chciałam was o to zapytać...Biedna dziewczyna, oby nikt jej nie złapał, na tym spacerku.- stwierdziła prosto z mostu, dając mu do zrozumienia, że wszystko widziała.
OdpowiedzUsuń[ Oj tak! ]
OdpowiedzUsuńUśmiechnęła się do chłopaka na pożegnanie i wróciła na trybuny. Zaśmiała się gdy ten spojrzał ja nią po golu. Miała chłopaka, ale czasami miała skoki w bok. Taka już jej natura. Cóż miała zrobić? To jej kobiece hormony nią wtedy kierowały, a nie rozum. Mecz się skończył, a Channel szybko pobiegła do szatni chłopców by trochę im tam namotać. Pobawiła się przy ich szafkach, nie miała za dużo czasu więc efektem byłby tylko okropny smród, ale przynajmniej był jeszcze ten klej w butach. Wyszła z szatni przeciwników i udała się na trybuny jakby nigdy nic. Przeciwnicy udali się do szatni i po chwili z niej wybiegli krzycząc coś niezrozumiałego, a Channel nie mogła powstrzymać śmiechu. Po prostu nie mogła.
Channel
Blondwłosa przez dłuższą chwilę milczała, starając się wszystko uporządkować w swojej głowie, co było zadaniem niemożliwym. Miała cholerną ochotę uciec stąd byle by nie dać się oprzeć pokusie, a mimo to jej nogi odmówiły jej jakiegokolwiek posłuszeństwa. Przymrużyła powieki, a po chwili z powrotem je otworzyła by spojrzeć na Brandona. Jego czułe gesty wcale, a wcale nie pomagały jej się skoncentrować, ale wiedziała, że chłopak robi to celowo. Była jak marionetka w jego rękach; zdolna do wszystkiego.
OdpowiedzUsuń- I tak to cały czas będzie wyglądać? Będziemy się spotykać po kryjomu w nocy, a w dzień będziemy udawać, że nic się nie stało? - Zapytała, wpatrując się w niego wyczekująco. Courtney w porównaniu do Brandona lubiła mieć wszystko poukładane, posiadać plan. Nie przywykła do tego by żyć chwilą i nie myśleć o jutrze. Nie zdobyła takiej zdolności przez co może i była irytująca.
Większość dziewczyn nie była przekonana do brązowowłosej, pewnie dlatego, że dziewczyna nie przywiązywała uwagi do tego jak wygląda, przynajmniej się z tym nie obchodziła. W rzeczywistości wcale nie była taką chłopczycą, o czym świadczyło sporadyczne prezentowanie krągłości znajdujących się na wszystkich właściwych miejscach. Następną potencjalną przyczyną niechęci jaką darzyła ją płeć żeńska była jej szczerość, dziewczyna często nie potrafiła ugryźć się w język przez co rozmowa z większością dziewczyn ze szkoły kończyła się nieporozumieniem albo nieświadomym zranieniem uczuć. Dziewczyna sama się dziwiła dlaczego zwykłe nieporozumienie z sympatycznie wyglądającą nastolatką skłoniło ją do tych przemyśleń. Być może znów próbowała uciec w zamyślenie, z dala od przytłaczającej ją rzeczywistości, było jej obojętne z czym związane będą jej przemyślenia, chodziło tylko i wyłącznie o wspominaną wcześniej ucieczkę. Dopiero teraz zorientowała się, że wszystkie dziewczyny wyszły. Właśnie zamierzała wstać kiedy to usłyszała znajomy głos. Lekko drgnęła, wlepiając czekoladowe tęczówki w mężczyznę, musiała przyznać, że jego słowa rozbrzmiewały w jej głowie jeszcze przez mniej więcej trzydzieści sekund. Postanowiła zignorować jego wypowiedź, z jednej strony podejrzewała, że znów próbuje wyprowadzić ją z równowagi co graniczyło z cudem, lecz z drugiej strony narastała w niej obawa o tym, że chłopak poznał jej sekret. Postanowiła postawić na swoją teatralność, wywróciła oczyma po czym wzięła w dłoń torbę w międzyczasie rozpuszczając włosy, które kaskadą opadły na jej smukłe ramiona. – Gdzie się podział twój wrodzony urok Brandon? Ach tak zapomniałam, ty takowego nie posiadasz. – Uśmiechnęła się, odgarniając niesforny kosmyk ciemnych włosów z twarzy. – No cóż, wspaniała pogawędka. Musimy to powtórzyć albo wiesz co, lepiej nie. – Pomachała mężczyźnie z wyraźnie udawanym podekscytowaniem, kierując się w stronę wyjścia. Chwyciła za klamkę jednak drzwi za żadne skarby nie chciały się otworzyć. – Co do cholery? – Spróbowała raz jeszcze, ale i tym razem bez najmniejszego powodzenia. Z niechęcią odwróciła się w stronę chłopaka z obojętnym wyrazem twarzy. – Może ty spróbuj, z tego co wiem, wszystko co dotykasz samo się otwiera. – Dodała z nutą sarkazmu rozbrzmiewającą w jej głosie.
OdpowiedzUsuńBethany Foster
Prychnęła cicho pod nosem. Czemu właściwie tam, stała? Mogła zawsze odejść, dać mu spokój i zapomnieć, jednak nie. Ona nie lubiła takich ludzi, to przez nich, była tym kim była, oni nie przejmowali się innymi i dopóki się nie sparzą, nie zobaczą co to znaczy cierpieć.- Przyjacielski sex co?- zapytała, choć nie oczekiwała odpowiedzi. Boże, czy on naprawdę myślał że ona to łyknie.-Cos mi się zdaje że twoja dziewczyna o tym nie wie, prawda?- zapytała, lekko przekręcając głowę w bok. Dręczyła go i naprawdę nie obchodziło jej to, no może trochę.- Wymyśl coś lepszego, to może uwierzę.- jej głos przepełniony był zimnem i rozbawieniem, pomieszanym z ironią.
OdpowiedzUsuń- Spoko, nikt mnie nie pozna dzięki mojej czapeczce i okularkom no i jeśli mnie wsypiesz. - spojrzała na niego i uśmiechnęła się.
OdpowiedzUsuń- A no i gratuluje wygranej. - powiedziała i odgarnęła włosy za ucho.
To nie był już jej pierwszy wybryk na meczach i do tej pory nikt jej jeszcze nie złapał. No raz, ale poflirtowała trochę z chłopcami i się na tym skończyło. Byli jak marionetki, którymi dziewczyna uwielbiała się bawić. Wstała z krzesła, na którym siedziała i spojrzała na przeciwną drużynę, która się wykłócała. Po chwili odeszli, a ta wywróciła tylko oczami, że tak szybko sie skończyło.
Channel
Nadal pełna wątpliwości i z głową pełną myśli, przytaknęła delikatnie, zmuszając się by jej wargi uformowały się w ciepły uśmiech. Wierzyła, a raczej chciała wierzyć chłopakowi, ale znała go doskonale, dlatego też cały czas miała te pieprzone wątpliwości. Splotła ich palce w jedność, a kciukiem gładziła zewnętrzną część jego dłoni.
OdpowiedzUsuń- Trzymam Cię za słowo, Brandon - Powiedziała cicho, opierając czoło o jego. Nie miała siły na dalszą dyskusję, jednak niewątpliwie, była pewna, że jeszcze do tego wróci. Może nie dzisiaj, ale za jakiś czas.
- Nie wiedziałam, że jesteś konfidentem. Ale jeśli tak to słuchaj. Nie martw się. Nie powiedziałabym osobie, na którą nic nie mam, że robię jakiś wybryk. Mam dwa nagrania z twoimi wybrykami. To robimy tak, ty nie mówisz, a ja Ci je oddam. Mogę Ci je nawet pokazać. - uśmiechnęła się łobuzersko. Wiedziała, że chłopak i tak nie powie, ale lubiła szantażyki. Nie było w nich nic złego. Z jej punktu widzenia oczywiście.
OdpowiedzUsuń[ Odpiszę Ci już jutro, bo teraz już muszę lecieć i odpisałam na szybko. Branoc! ]
Channel
Uśmiechnęła się szerzej pod nosem, czując jak delikatnie muska jej wargi. Starała się stłamsić szybsze bicie serca, które dawało wrażenie, jakby zaraz miało wyskoczyć z piersi. Przez to czuła się jeszcze bardziej onieśmielona. Czasami Courtney zastanawiała się czy również działa tak na Brandona, tak ja on na nią? A może jest tylko kolejną przygodą? Nie chciała teraz o tym myśleć. Również delikatnie musnęła jego wargi, przygryzając jego dolną wargę, po chwili ją puściła i odsunęła się od chłopaka.
OdpowiedzUsuń- Ufam Ci. Jednak nie wiem czy sobie ufam - Powiedziała pół szeptem, opuszkami palców przejeżdżając po jego policzku.
- Chodźmy już, zanim ktoś nas przyłapie - Dodała, odgarniając niesforny kosmyk włosów za ucho.
Bethany zastanawiało, co takiego dziewczyny na czele z jej przyjaciółką, widziały w mężczyźnie. Najchętniej nie przyznawałaby tego nawet we własnych myślach, ale do brzydkich osób to on nie należał wręcz przeciwnie, lecz według niej, charakter chłopaka sprawiał, że całość traciła na wartości. Normalnie typek wyjęty prosto z maszyny do tworzenia aroganckich kobieciarzy. Właśnie dlatego każda sekunda spędzona z mężczyzną była dla niej wyzwaniem, musiała powstrzymywać się od ciętych komentarzy gdyż nie chciała żeby nieprzyjazne nastawienie, rzecz jasna, zarówno ze strony brązowowłosej jak i blondyna, ochłodziło jej kontakty z Chantal. Co prawda, Bethany nie zawsze darzyła chłopaka niechęcią dopiero kiedy dowiedziała się o jego przelotnych romansach z niemal każdą dziewczyną w szkole, zraziła się do Brandona. Z przemyśleń wyrwał ją kolejny komentarz chłopaka. Chantal i ten jej niewyparzony język. Dopiero po chwili doszedł do niej sens jego słów, prychnęła pod nosem. No cóż, zaprzeczanie tylko ją pogrąży więc nie zamierzała więcej się z tym kryć choć czuła jakby ktoś wsadził jej nóż w plecy. Mogła się spodziewać, że prędzej czy później blondynka się wygada jednak najbardziej zabolał ją fakt, że pierwszy dowiedział się o tym on. Ten przeklęty arogant śmiał szydzić z niej, bez chociażby stosownych ograniczeń. Przygryzła wewnętrzną część wargi żeby nie palnąć głupoty, co w jej przypadku było bardzo prawdopodobne. Podeszła do mężczyzny pewnym krokiem, w jej oczach ujawnił się niebezpieczny błysk. - Tylko spróbuj się wygadać. Obiecuję, że nie ujdzie ci to na sucho, Shepherd. - Powstrzymywała napływające łzy żeby nie pokazać się w gorszej formie. Czuła się upokorzona, ale nie zamierzała dawać za wygraną. - Po pierwsze nie jestem lesbijką, interesuje mnie tylko jedna dziewczyna. Co do drzwi, nawet nie masz pojęcia jak bardzo chciałabym stąd wyjść, ale zatrzasnęły się. - Oznajmiła po czym wyminęła go i szybkim krokiem udała się na drugi koniec szatni.
OdpowiedzUsuńBethany Foster
Jedynie wywróciła oczyma usłyszawszy odpowiedź chłopaka. Z nieokreśloną emocją emanującą z czekoladowych tęczówek, brązowowłosa przysiadła na ławce po czym przyciągnęła kolana do klatki piersiowej, opierając na nich brodę. Bethany nie potrafiła zapanować nad uczuciem jakim darzyła swoją przyjaciółkę, wielokrotnie próbowała, ale graniczyło to z cudem. Najchętniej zapadłaby się pod ziemie, jeszcze nigdy nie czuła takiego upokorzenia. Dlaczego właśnie ten palant musiał dowiedzieć się o jej sekrecie? Czyżby kara boska za grzechy? Zaraz, zaraz przecież ona nie wierzyła w Boga. Wlepiła wzrok w chłopaka z obojętnym wyrazem malującym się na jej twarzy. - Wiesz, nie uważam się za święcącą przykładem, ale ty chyba naprawdę jesteś z siebie zadowolony co? Cieszysz się, że poznałeś mój sekret, że w każdej chwili możesz mnie pogrążyć podczas gdy ja nic złego ci nie zrobiłam. Gdyby nie fakt, że umawiasz się z Chantal, jedną z moich najlepszych przyjaciółek i rzecz jasna ciągle ją zdradzasz, pewnie nie zamienilibyśmy ze sobą ani jednego słowa. - Oznajmiła, po czym prychając pod nosem odwróciła wzrok. Momentalnie na jej ustach uformował się przesłodzony uśmieszek. - Kto Cię skrzywdził, że taki z ciebie wrzód na tyłku? - Jej ton głosu zdecydowanie nie zgrywał się z uśmiechem, był mieszkanką obojętności i wyraźnego sarkazmu.
OdpowiedzUsuńSpojrzała na niego i uśmiechnęła się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Dobra. - powiedziała i wyciągnęła z torebki kamerkę bez, której się nie rusza, właśnie na niej były dwa filmiki.
- Dobra, to najpierw ten za, który mogą Ci coś zrobić. - powiedziała i ,,pogrzebała'' trochę w kamerce po czym puściła chłopakowi filmik. Nie pokazałaby tego, nie była kapusiem, ale w końcu za te numery mogliby ją wylać, a wtedy to dopiero, by miała masakrę w domu. Miała nadzieję, że to go przekona, a jeśli nie musiałaby użyć środków radykalnych, wiedziała, że to by się jej chłopakowi nie spodobało, ale wybaczył jej już tyle zdrad więc jeszcze jednej, by nie mógł?
[ Dzieńdoberek! ]
Channel
[To ja wybieram to pierwsze, bo to najbardziej pasuje do Sky ^^ I tak wgl to ja ciebie chyba znam...:) Dobra, whatever, ja zaczynam czy ty? :>]
OdpowiedzUsuń[Pewnie, jak najbardziej :) Masz może jakiś pomysł? W moim przypadku na chwile obecną zasób kreatywnych pomysłów wynosi zero, niestety.]
OdpowiedzUsuń[Może być to i to. Tylko rzuć pomysłem, a zacznę wątek :D]
OdpowiedzUsuńZaśmiała się.
OdpowiedzUsuń- Nie pochlebiaj sobie, mam inne zajęcia. Ale tak naprawdę to zrobiłam je przypadkowo, instynkt kobiety, ale mniejsza o to. Masz. -powiedziała i skasowała na jego oczach filmik.
- Co mam jeszcze zrobić? - zapytała uśmiechając się. Chłopak wydawał jej się fajny. Takich właśnie lubiła. Byli dla niej wyzwaniem, a nie, że tylko pstryknęła, a im już ślinka leciała. Byli tacy łatwi! Jak małe dzieci. Ona takich nie cierpiała, ale musiała się i tym zadowolić.
Channel
Courtney z niechęcią wstała z ławki, kierując się powolnym krokiem w stronę szkoły. Najchętniej poszłaby w przeciwną stronę, albo spakowała walizki i wyjechała gdzieś daleko. Wydawało się to takie proste. Zostawić wszelkie obawy za sobą i brać to co wiatr przyniesie. Jednak blondwłosa nie była do tego zdolna. Chłodny wiatr owiewał jej drobną posturę, przez co dziewczyna pożałowała, że nie zdecydowała się na coś cieplejszego. Słysząc głos Brandona, momentalnie na niego spojrzała, nie mogąc się powstrzymać od uśmiechu.
OdpowiedzUsuń- Sama nie wiem.. Mam teraz tyle na głowie - Powiedziała, wzruszając delikatnie ramionami, chcąc się z nim trochę podroczyć. Choć po części to było prawdą. Courtney cały czas siedziała z nosem w książkach i czasami zdawała się nie widzieć świata, który ją otacza.
Na wypowiedź chłopaka zareagowała niestandardowo, otóż zamiast odpłacić się podobnym komentarzem, roześmiała się, kręcąc z niedowierzaniem głową. - Tylko widzisz Brandon, moje i twoje podejście do zauroczenia różni się niesamowicie. Zauroczyłam się, bo zakochać to się nie zakochałam i wątpię czy kiedykolwiek na to pozwolę, nie w jej aparycji, ale w tym jak się ze sobą obchodzi, szanuje ją i nigdy nie pozwoliłabym aby ktoś ją skrzywdził jednak nie mam o niej żadnych fantazji erotycznych. W przeciwieństwie do ciebie, moje wyobrażenie o miłości nie opiera się wyłącznie na kontaktach seksualnych, przynajmniej nie w tym przypadku. Nie jestem taka niewyżyta jak ty. Ponadto wypowiadanie się na temat o którym nie masz zielonego pojęcia oraz nie doświadczyłeś na własnej skórze jest naprawdę żałosne. - Wstała, zakładając ręce na klatce piersiowej. W międzyczasie oparła się o szafkę, nie zrywając kontaktu wzrokowego z chłopakiem, jej czekoladowe tęczówki emanowały niechęcią. - Wiesz co jest żałosne? Ty. Wyśmiewanie się z kogoś personalnych spraw nie robi z ciebie lepszego, mądrzejszego i ważniejszego wręcz przeciwnie. Wiesz, że Chantal ewentualnie dowie się o twoich zdradach? Wiesz jak ona się poczuje? Wiesz co mam tego serdecznie dosyć, Ciebie i tych wszystkich cholernych sekretów. - Szybkim krokiem skierowała się do wyjścia, próbowała je otworzyć, ale bez najmniejszego powodzenia. Bez wcześniejszych przemyśleń, kopnęła w drzwi w tym samym momencie zdając sobie sprawę, że to fatalny pomysł. Poczuła straszny ból w kostce i zaciskając powieki, zsunęła się po ścianie. Przeklęła pod nosem.
OdpowiedzUsuńBethany Foster
Fakt, dziewczyna nie różniła się od większości zwykłych zakochanych nastolatek, ale w tym przypadku znaczącą rolę nie odgrywał pociąg fizyczny tylko wzajemny szacunek oraz przyjaźń, która, brązowowłosa wciąż nie wiedziała dokładnie kiedy ewoluowała w głębokie zauroczenie mniej więcej tym jak blondynka obchodzi się ze sobą oraz jak traktuje Bethany. Dziewczyna ponownie zareagowałaby śmiechem na jego komentarz, zwłaszcza ten w którym upierał się, że nie zdradzał jej przyjaciółki, ale ból dawał się we znaki przez co ciemnowłosą było stać wyłącznie na krótką odpowiedź. - Myślałam, że stać Cię na odrobinę szczerości, ale ty nadal będziesz zgrywać świętego. Och tak, pewnie uderzyłeś się w głowę i straciłeś pamięć, biedaczek z Ciebie. - Teatralnie wywróciła oczyma po czym przymknęła powieki. Z minuty na minutę palący ból w kostce narastał. Kiedy mężczyzna pochylił się nad Beth, dziewczyna zerknęła na niego z grymasem malującym się na jej twarzyczce. - Prędzej wydłubie sobie oczy, Shepherd. - Odpowiedziała po czym odwróciła wzrok. Kątem oka zauważyła, że chłopak kieruje się w stronę okna, jej usta ułożyły się w cienką kreskę, zerkała raz na okno, raz na bolącą nogę. Po chwili westchnęła ciężko, wypuszczając powietrze z płuc ze świstem. Pieprzony dzień.
OdpowiedzUsuń- Zaczekaj... - Zaczęła niechętnie, próbując wstać, ale bez najmniejszego powodzenia. - Pomożesz? - Za wszelką cenę nie chciała utrzymać kontaktu wzrokowego, po tym wszystkim najchętniej zepchnęłaby go z trybun, ale potrzebowała pomocy żeby się stąd wydostać.
Bethany Foster
Wpatrywała się w swoją nogę tylko żeby nie natknąć się na wzrok chłopaka. Podejrzewała, że on tylko czekał aż brązowowłosa się odezwie, wiedział, że bez jego pomocy nie wydostanie się stąd. Jej przemyślenia związane z postawą chłopaka potwierdził jego śmiech. Nagle nie siedziała już na chłodnej posadzce, myślała, że mężczyzna będzie przedłużał jej męczarnie tylko żeby poprawić swój nastrój i udowodnić jej, że wygrał ten pojedynek, ale on rzucił tylko typowy dla siebie komentarz po czym skierował się w stronę okna. Poczuła ulgę, że nie musi wysłuchiwać jego ciętych dogryzek, jednak nie trwało to długo. Niechętnie wlepiła w niego czekoladowe ślepia z obojętnym uśmieszkiem formującym się na jej pąsowych ustach. - Abrakadabra? -
OdpowiedzUsuńTo dziwne z jaką łatwością udaje nam się uzależnić od drugiej osoby. Nagle zdajemy sobie sprawę, że brakuje nam czegoś, a konkretniej kogoś i nie potrafimy normalnie funkcjonować bo nie wiem, jak bardzo byśmy pragnęli, nasze myśli ciągle będą skupione są na tej jednej osobie. Uniosła wzrok ku górze przyglądając się granatowej przestrzeni ozdobionej białymi punkcikami. Mimowolnie po jej ciele przeszedł dziwny dreszcz, kiedy Brandon ją objął, jednak nie protestowała, wręcz przeciwnie, napawała się tą chwilą, która nie była taka częsta, jakby chciała.
OdpowiedzUsuń- Z tego co pamiętam to obiecałam Ethanowi, że razem pouczymy się na egzamin.. - Powiedziała, uśmiechając się zadziornie. Wzrokiem powędrowała za spojrzeniem chłopaka, a kiedy jej oczy napotkały się na, jak zawsze, śpiącego strażnika, zaśmiała się cicho pod nosem, zakrywając machinalnie usta dłonią, nie chcąc przypadkiem obudzić mężczyzny.
[Jak ja coś wymyśle, toto nie będzie miało sensu. Ale skoro tak prosisz, mogę coś zaproponować :D Otóż Livi w pewnym sensie zna prawdę o Brandonie, Courtney i Chantal(bo ona wie wszystko). I może w końcu panicz Shepherd zacznie ją czymś zaszantażować, gdy sobie to uświadomi? Zwłaszcza, że rudowłosa może być potencjalnym zagrożeniem dla tej całej pokręconej sytuacji. Powiedzmy, kiedyś w dalekiej przeszłości wydarzyło się coś, co doprowadziło do wzajemnej niechęci między tą dwójką i teraz ich stosunki są dosyć napięte?
OdpowiedzUsuńOczywiście niczego nie narzucam. Jeśli wolisz coś innego - pisz ^^]
Myślała, że mężczyzna nie powstrzyma się od następnego złośliwego komentarza, ale wyglądało na to, że skończył jej dogryzać, przynajmniej na razie. Dziewczyna nie zamierzała powierzać swojego losu w jego ręce więc poza tym, że trzymała się kurczowo materiału zakrywającego jego tors to drugą dłoń zacisnęła na wystającej rurze przebiegającej przez ścianę. Wywróciła oczyma kiedy chłopak zmagał się z otwarciem okna, otwierała usta aby coś powiedzieć co zwiastowało wyłącznie kłopoty, ale w ostatniej chwili przygryzła wewnętrzną część dolnej wargi aby nie palnąć głupoty i nie zrujnować swojej szansy na wydostanie się z tego przeklętego miejsca. Nagle chłopak stracił równowagę, brązowowłosa próbowała przytrzymać się ściany, ale runęła wprost na niego. Kiedy jęknął, uśmiechnęła się triumfalnie. W końcu nagroda za jej męczarnie. Usłyszawszy jego komentarz, teatralnie wywróciła oczyma. - Wybacz, że przygniotłam Cię swoją nadwagą. - Oznajmiła z nutą wyraźnego sarkazmu oraz rzecz jasna pozorowanej oczywistości rozbrzmiewających w jej głosie. Dziewczyna prócz krągłości znajdujących się we wszystkich właściwych miejscach była koścista w czym zasługa szybkiej przemiany materii. - Jeśli już biseksualistko, panie palancie. - Podobnie jak chłopak zaakcentowała ostatnie słowo, uśmiechając się słodko. Czekała aż Brandon przeciśnie się przez podłużne okno, wyraźnie zniecierpliwiona, kiedy znalazł się na zewnątrz i z tym irytującym uśmieszkiem rzucił kolejny typowy dla siebie komentarz wlepiła w chłopaka czekoladowe ślepia. - Przezabawne, Shepherd. Nie za dobrze się bawisz? -
OdpowiedzUsuń[Och, ja też uwielbiam Demi. Masz jakieś konkretne życzenia, co do okoliczności, czy to bez różnicy? W każdym razie ja mogę zacząć wątek (:]
OdpowiedzUsuńChantal Meredith
[ No i zostałam pominięta! Czuję się urażona. ]
OdpowiedzUsuńZaśmiała się.
- Nie pochlebiaj sobie, mam inne zajęcia. Ale tak naprawdę to zrobiłam je przypadkowo, instynkt kobiety, ale mniejsza o to. Masz. -powiedziała i skasowała na jego oczach filmik.
- Co mam jeszcze zrobić? - zapytała uśmiechając się. Chłopak wydawał jej się fajny. Takich właśnie lubiła. Byli dla niej wyzwaniem, a nie, że tylko pstryknęła, a im już ślinka leciała. Byli tacy łatwi! Jak małe dzieci. Ona takich nie cierpiała, ale musiała się i tym zadowolić.
Channel
[Dobra, mam pewien pomysł, ale nie jestem pewna czy ci się spodoba. Będę potrzebowała tylko małej pomocy w dopracowaniu szczegółów. Okej? :)
OdpowiedzUsuńOtóż tak sobie pomyślałam, że mogli kiedyś się przyjaźnić, w sensie, że Livi po prostu bardzo lubiła Brandona, ufała mu i oprócz tego wiedziała, że w każdej chwili może na niego liczyć(jeśli masz jeszcze coś ciekawego - dopisz). Aż tu nagle stała się rzecz straszna, która kompletnie zrujnowała ich wzajemne relacje. Mianowicie rudowłosa oskarżyła Shepherda o zrobienie, czegoś, co w jej mniemaniu było niewybaczalne i bardzo ją dotknęło, a on nie próbował tego nawet sprostować, ponieważ miał ten sam problem w odniesieniu do niej. Zakładając oczywiście, że ktoś chciał ich wzajemnie poróżnić i świetnie mu się tu udało, co ty na to? Jeszcze nie wiem, jaki byłby powód tego stanu rzeczy, ale ciągle nad tym pracuje :D]
[W takim razie zacznę (:]
OdpowiedzUsuńWydawało się, iż Chantal jest coraz bardziej zdesperowana. Doskonale zdawała sobie sprawę z faktu, jakim dupkiem jest Brandon, jednak im bardziej chciała go unikać, tym bardziej odczuwała potrzebę jego bliskości. To było całkowicie irracjonalne, ale cóż mogła poradzić, była bezradna wobec swoich uczuć względem chłopaka. Była zakochana po uszy i właśnie z tego powodu przymykała oczy na jego skoki w bok. Nie zamierzała jednak się poddawać i bez walki oddać chłopaka, choćby swojej przyjaciółce. Skoro dwa lata temu potrafił się w niej zakochać, zapewne mógłby to zrobić jeszcze raz. Z pewnością nie zaszkodziło spróbować, a że panna Meredith słynęła ze swej upartości, można było się spodziewać użycia przez nią wszelkich środków, zbliżających ją do osiągnięcia wyznaczonego celu. Czasu też nie zamierzała marnować, więc pewnego popołudnia zupełnie nie zwracając uwagi na padający deszcz po prostu zjawiła się na treningu lacrosse’a. Stanęła za linią boczną boiska i przez moment tylko przystępowała z nogi na nogę, bacznie obserwując ćwiczącą drużynę. Powstrzymała się od wykrzyczenia kilku zwrotów, dopingujących chłopaka, jednak po chwili, co by nie stać kompletnie bez ruchu pomachała w jego kierunku i posłała mu całusa. I to byłoby na tyle, bo potem ponownie jedynie stała, drepcząc w miejscu i moknąc coraz bardziej.
Chantal Meredith
[Może Brandon założył się z tym swoim najlepszym przyjacielem o coś, co dotyczyło Livi. Skoro oboje są takimi samymi krętaczami, pewnie w ogóle nie przejmowali się jej uczuciami. Aczkolwiek Joshua mógł to w pewien sposób wyolbrzymić i naopowiadać jej jeszcze większych bzdur w efekcie czego w jej oczach Shepherd stał się potworem bez serca?
OdpowiedzUsuńA czego nienawidzi Livi?
Nienawidzi przede wszystkim kłamstwa i obłudy. Nienawidzi być również traktowana przedmiotowo. Nienawidzi wszelkich idiotyzmów przekraczających ludzkie granice. No i jeszcze wiele innych rzeczy. Generalnie reszta mogłaby wyjść w praniu. Prawda? :D]
[Livi czasem wymyka się na nocne spacerki w trakcie których różne dziwne rzeczy przychodzą jej do głowy. Albo myszkuje w gabinetach nauczycieli, albo robi zdjęcia. Wiadomo. Tym razem jednak mogłaby przez przypadek wpaść na Brandona. Powiedzmy zza budynku. I tak by się zaczęło :)]
OdpowiedzUsuńCourtney zdawała sobie sprawę, że chłopak nie potrafi rozmawiać otwarcie o uczuciach, toteż nie naciskała na niego. Nie chciała niczego wymuszać, w jej mniemaniu, byłoby to trochę sztuczne. Choć nie przeczyła, gdzieś w głębi duszy miała nadzieje, że Brandon w końcu wykrztusi z siebie co tak naprawdę czuje do niej. Była niezwykle cierpliwą istotą, więc czekanie nie sprawiało jej większego problemu. Oczywiście, zdarzały się sytuacje, kiedy traciła cierpliwość i wychodziła z siebie, stawała obok i stawała się nie tą uroczą blondyneczką, którą wszyscy znali. Stanąwszy przy drzwiach swoich czterech ścian, blado różowe usta dziewczyny wygięły się w podkówkę. Jasne, gdyby mogła wciągnęłaby chłopaka do środka..
OdpowiedzUsuńAle nie mogła. Westchnęła cicho.
- Yhym, tam gdzie zawsze - zawtórowała, a na jej bladej twarzy pojawił się uroczy uśmieszek. Mimowolnie musnęła wargami policzek chłopaka.
-Nie wiem, co mnie bardziej śmieszy, twoje tłumaczenie, czy fakt iż plotki okazały się prawdziwe.- stwierdziła, niezbyt przejęta jego wcześniejszymi słowami. Tłumaczył się jak, jakiś dzieciak, choć mogła z tego skorzystać, może coś za coś.- Zastanawiam się co twoja dziewczyna by na to powiedziała.- stwierdziła spokojnie, odwracając od niego wzrok, jakby nigdy nic. Jakby jej to nie robiło. Tacy, jak on myśleli że mogą wszystko, dzięki oczkom i kasie. Żałosne.
OdpowiedzUsuńZauważywszy wyraz twarzy chłopaka, teatralnie wywróciła oczyma. No proszę, znowu się zaczęło. Czy ten chłopak nie potrafił choć na moment odrzucić wszelkiej niechęci na bok i ją wyciągnąć? Zmarszczyła lekko zadarty nos, przez co wyglądała jak naburmuszona mała dziewczynka co wcale nie było jej zamiarem więc natychmiast odwróciła wzrok żeby chłopak nie dostrzegł jej twarzyczki. - Jestem zaszczycona, że przysporzyłam Ci trochę rozrywki, Brandon. A teraz... - W jej głosie cały czas rozbrzmiewała nuta sarkazmu oraz oczywistej słodkości, lecz swoją wypowiedź kontynuowała podenerwowanym głosem. - Rusz ten wielki tyłek i pomóż. - Usłyszawszy jego komentarz, wlepiła w chłopaka czekoladowe tęczówki z których emanowała niechęć, wiedziała, że on nie odpuści, ale ona również nie zamierzała się poddać, nie leżało to w jej naturze. - Shepherd nie wygłupiaj się, no dalej, wyciągnij mnie. - Dziewczyna czuła palący ból w kostce, teraz już z trudem powstrzymując się od łez jednak nie zamierzała rozkleić się przed mężczyzną, co to to nie. Musiała przełknąć dumę i zrobić co należy aby się stąd wydostać. Odwróciła wzrok od chłopaka, mamrocząc pod nosem. - Proszę? -
OdpowiedzUsuń- Niespodzianka – mruknęła radośnie, podskakując w miejscu i już wyciągnęła rękę, by lekko musnąć opuszkami palców jego policzek, jednak widocznie się rozmyśliła i jedynie założyła kosmyk swoich mokrych włosów za ucho. Kiedy znajdowała się tak blisko niego, wewnętrzna walka, którą ze sobą toczyła, jeszcze bardziej przybierała na sile. Bo z jednej strony mogłaby w obecności jego kolegów na niego nakrzyczeć, uderzyć i po prostu zerwać, pokazując tym samym, iż również ona nie zawaha się go poniżyć, tak jak on robił to z nią od kilku miesięcy, spotykając się z jej najlepszą przyjaciółką. Z drugiej jednak strony potrafiła jedynie dusić to wszystko w sobie i dawać mu tym samym nieme przyzwolenie, z jednego prostego powodu – nie chciała zostać sama.
OdpowiedzUsuń- Pomyślałam, że moglibyśmy spędzić trochę czasu razem – zwróciła się ponownie do chłopaka, unosząc prawą brew ku górze. Uwielbiała towarzystwo swoich przyjaciółek, ale czasami po prostu bywały chwile, kiedy obecność przyjaciółek nie wystarczała i Chantal potrzebowała jedynie bliskości Brandona. W końcu byli razem, a ostatnio naprawdę niewiele czasu poświęcali sobie.
- Jeśli oczywiście nie masz innych planów – dodała po chwili całkowicie swobodnie, a do jej głowy mimowolnie nasunęły się obrazy dziewczyn, z którymi mógłby być już umówiony. Nie powinna cały czas o tym rozmyślać, ale trudno było zapomnieć, kiedy już raz usłyszało się o jego niewierności. Wbrew temu, co myślała, posłała w jego stronę jeden ze swoich uroczych uśmiechów. Niech będzie przekonany, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.
Chantal Meredith
Gdyby nie stał tak blisko niej pewnie odetchnęłaby z ulgą, słysząc jego odpowiedź. Jeśli wcześniejszy uśmiech mógł być nieco wymuszony, to ten, który aktualnie widniał na jej twarzy był całkowicie szczery. Cieszyła się, że będzie mogła spędzić kilka chwil ze swoim chłopakiem, jakby co najmniej jego towarzystwo było równoznaczne z towarzystwem Królowej Elżbiety. Nieznacznie wspięła się na palce, ujęła jego twarz w swoje mokre dłonie i delikatnie musnęła jego usta. Zdecydowanie, za tym tęskniła.
OdpowiedzUsuń- Idź już, bo jeszcze bardziej przemokniesz – lekko popchnęła go w kierunku szatni, jakby obawiała się, że jeśli to ona miałaby wykonać pierwszy krok, to za nic w świecie, by go nie opuściła.
- A ja będę czekać w środku – mruknęła, kątem oka zerkając na jego kolegów. Chyba chciałaby żyć w takiej nieświadomości jak oni. Uważać, iż są dla siebie perfekcyjną parą, a jakiekolwiek kłopoty omijają ich szerokim łukiem. Tak byłoby prościej. Nie musiałaby zbyt dużo myśleć o innych dziewczynach, nie musiałaby stać w deszczu, chcąc zrobić niespodziankę swojemu chłopakowi i nieco bardziej zwrócić na siebie jego uwagę. Ale wszystkowiedząca Chantal i jej zamiłowanie do wszelkich plotek musiała w końcu dowiedzieć się prawdy. Ruszając się wreszcie z miejsca i idąc w kierunku budynku, miało jedno postanowienie. By już o tym tego dnia nie myśleć i analizować tego, na co właściwie nie miała większego wpływu.
Chantal Meredith
Nienawidziła Brandona. Nienawidziła go całym sercem za to, co jej zrobił. Zresztą od ponad pół roku usilnie starała się unikać jego towarzystwa i całkiem nieźle jej to wychodziło, nie licząc oczywiście tych godzin, w których mieli wspólne lekcje. Wtedy zazwyczaj uparcie go ignorowała, bo nie miała siły na kolejne kłótnie i potyczki słowne. Dziwiła się samej sobie, że była tak tolerancyjna. Niestety tylko do czasu…
OdpowiedzUsuńOd kilku dni kotłował się w jej głowie pewien pomysł. Miała w końcu świetny plan. Oprócz tego znała jedną z najbardziej krępujących tajemnic chłopaka. Dlaczego miałaby z niej nie skorzystać? Mimo to nadal nie poczyniła żadnych konkretnych kroków, zastanawiała się czy wszelka zemsta ma jakikolwiek sens i czy chce się zniżać do tego poziomu, aby dokopać swojemu byłemu przyjacielowi. Cóż, dobre pytanie, chociaż tajemnicą nie jest, że w jego rękach stanowiła tylko zwykłą zabawkę, element durnego zakładu. W rzeczywistości nie powinna się nad tym zastanawiać tylko najlepiej zacząć działać. Problem jednak polegał na tym, iż za nim w najzwyczajniejszy na świecie sposób tęskniła.
- O to samo mogłabym zapytać Ciebie - mruknęła cicho, rozmasowując obolałe ramię, które przed chwilą ucierpiało w wypadku. Dopiero, kiedy ból odrobinę ustał skierowała ciemne tęczówki na dobrze znaną twarz - Wybacz, śpieszę się - owszem, zamierzała go teraz wyminąć i po prostu odejść. Najlepiej od razu jak najdalej.
Wyglądała tak śmiesznie próbując zgrywać pewną siebie dziewczynę. Szczególnie z tymi dwoma rumieńcami na policzkach, niskim wzrostem i drżącymi ramionami.
W towarzystwie Brandona nie zachowywała się jak typowa Chantal, który wszyscy kojarzyli ze szkolnych korytarzy – nie była przepełnioną wrogością i nie rzucała pełnych nienawiści spojrzeń. Przy nim była nieco łagodniejszą wersją osoby, którą codziennie wszystkim prezentowała. Czasami wydawało jej się, że ta miła Chantal jest jej znacznie bliższa. Ale nawet przy nim, nie zapominała o tym, by wśród ludzi zawsze mieć nienaganny wygląd. A teraz… Jej włosy były przemoknięte, na dodatek posklejane kosmyki lepiły się do jej twarzy i szyi. Na dodatek zimne krople wody zdążyły również spłynąć na jej ubranie, tworząc gdzieniegdzie mokre plamy. Mogła pomyśleć o tym wcześniej i coś zrobić zanim chłopak wrócił z szatni, ale teraz było już po prostu za późno. Więc kawiarnia odpadała.
OdpowiedzUsuń- Chodźmy do Ciebie – odparła, wzruszając nieznacznie ramionami. Rzeczywiście opcji nie mieli zbyt wielu, ale ta która im pozostała wcale nie wydawała się być aż taka zła. Trochę chwil w samotności dobrze im zrobi, przynajmniej panna Meredith miała taką nadzieję. Kiedy jego palce splotły się z jej, chyba poczuła się nieco pewniej. Tak, jakby w niedalekiej przyszłości wszystko miało się jakoś ułożyć, bez względu na okoliczności.
Chantal Meredith
Livi była niesamowicie uparta i wielu spraw w zwyczajny sposób nie potrafiła sobie przetłumaczyć do rozsądku. Ponadto podobnie, jak Brandon posiadała zdolność manipulacji innymi ludźmi, w efekcie, czego, gdy doszło już do tej nieszczęsnej rozmowy, potrafiła swoim zawiłym monologiem bezceremonialnie zrzucić winę na chłopaka, po czym to odwróciwszy się napięcie - odejść. Ostatnie słowo wówczas zawsze należało do niej. Ale postępowała głupio i zdawała sobie z tego sprawę, co oczywiście nie zmieniało faktu, że nie zamierzała go teraz błagać o przebaczenie, bo aż taka głupia to na pewno nie była. Miała swój honor.
OdpowiedzUsuńGdy się zaśmiał, parsknęła cicho. Może i faktycznie nie posiadał więcej przyjaciółek płci żeńskiej, i może jego męska duma faktycznie ucierpiała w trakcie tamtych wydarzeń, lecz rudowłosa nie wydawała się tym zbytnio przejęta.
- Na spacer - odparła krótko beznamiętnym tonem głosu, krzyżując ręce na klatce piersiowej - i lepiej będzie, kiedy się tutaj rozstaniemy za nim Twoja dziewczyna oskarży mnie o coś, czego nie zrobiłam - Statham mimowolnie wygięła wargi w swoim charakterystycznym uśmieszku, mówiąc coraz szybciej i coraz bardziej nerwowo - Wcale nie musisz się o mnie martwić. Świetnie radze sobie sama, a teraz, jeśli możesz, to zejdź mi z drogi - kontynuując, podjęła kolejną próbę wyminięcia chłopaka z zamiarem odepchnięcia go drobną dłonią.
- Dobrze wiesz, co mam na myśli - skwitowała spokojnie Livi, zaciskając swoje pełne wargi w prostą kreskę. W każdym razie nie zamierzała już pisnąć ani jednego słówka więcej. Brandon był z całą pewnością wystarczająco bystry, aby domyślić się, że przed jej czujnym okiem nie ukryje się nawet najgorsza prawda.
OdpowiedzUsuńChciała odejść, to prawda. Najlepiej, jak najszybciej. Jeszcze w tym momencie. Toteż nawet nie patrząc na byłego przyjaciela, zrobiła kilka kroków do przodu w kierunku wydeptanej ścieżki. Mimo to odwróciła się po kilku sekundach z zawahaniem - Ty się nigdy nie zmienisz, prawda? - uniosła nieznacznie kąciki ust ku górze, pozwalając, aby mroźny wiatr smagał jej policzki i niespokojnie rozwiewał rude włosy. Po chwili dłuższej ciszy skinęła niespiesznie głową - Tak myślałam, szkoda.
- Jasne, czemu nie – po raz kolejny tego dnia wzruszyła ramionami, wyrażający tym samym aprobatę dla jego pomysłu. Zapewne gdyby zaproponował siedzenie w milczeniu też, by się zgodziła, byleby tylko spędzić z nim trochę czasu.
OdpowiedzUsuńRozejrzała się dyskretnie po pokoju, jakby czegoś usilnie szukając, ale zaraz potem pokręciła nieznacznie głową i skupiła swój wzrok na widoku za oknem. Odbijające się od parapetu krople deszczu, chyba jej o czymś przypomniały i niedbale przeczesała palcami mokre kosmyki włosów i zsunęła z ramion nieco przemoczony sweterek. Wzięła do ręki jedną z jego koszulek i rzuciła ją na stojące w rogu krzesło, sama zajmując miejsce na łóżku. Skupiła swój wzrok na poruszającym się po pokoju chłopaku, a dopiero później zerknęła na swoje skrzyżowane palce. Coś ją wyraźnie gryzło i nie dawało jej spokoju, a że Chantal nie potrafiła utrzymać języka za zębami, to można było być pewnym, że w końcu przemówi, dając upust swoim myślom. To była jedna z tych panny Meredith, za którą ona sama nie przepadała. Naprawdę trudno jej było utrzymać cokolwiek w tajemnicy, czy to sekret powierzony przez przyjaciółkę, czy to jej osobiste spostrzeżenia.
- Dziwnie się układa ostatnio między nami, nie sądzisz? – Odezwała się, utkwiwszy wzrok w Brandonie. Chciała zabrzmieć jak najbardziej naturalnie, jakby niczego konkretnego nie miała na myśli.
- Może to przez ten natłok obowiązków – wymamrotała po chwili, nie chcąc doprowadzić do jakiejś większej konfrontacji pomiędzy nimi. Blondynka i tak miała dość kłótni z innymi uczniami tej szkoły.
Chantal Meredith
Może rzeczywiście miał rację. Może w ostatnim czasie za dużo o tym myślała i stąd tak trudno było jej czerpać radość z ich krótkich spotkań, a jej głowa wręcz pękała od nadmiaru wątpliwości i wyobrażeń o tym, z kim to jej chłopak akurat przebywa. Czasami miała wrażenie, że jeśli tego w porę w nie zakończy, lub nie wyjawi mu, iż o wszystkim wie, to po prostu któregoś dnia popadanie w jakąś obsesję. Ale jak na razie zamierzała jeszcze trochę posiedzieć cicho, a potem może rozpęta jakieś piekło godne Chantal Meredith.
OdpowiedzUsuń- Przebrniemy przez to razem? – Spytała i przez moment poczuła się jak prawdziwa desperatka, chcąca za wszelką cenę zatrzymać go przy sobie i łaknącą przede wszystkim jego obecności. Ale już po chwili samej sobie przyznała rację, iż jest to całkiem normalne, biorąc pod uwagę fakt, że jest się zakochaną dziewczyną.
Uśmiechnęła się pod nosem, kiedy jego wargi zetknęły się z jej szyją, po czym odwróciła się w jego stronę, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- To jaki film możesz nam zaproponować? – Uniosła brwi ku górze i nieco bardziej wsunęła się na łóżko, czując się coraz bardziej pewnie. Ta niezręczność i niepewność, które towarzyszyły jej, kiedy obserwowała go na boisku, gdzieś się zniknęły i teraz znów było jak na początku ich znajomości. Całkowicie swobodnie. I co najważniejsze nie było już tej gęstej atmosfery pomiędzy nimi.
Chantal Meredith
Chantal pewnie zgodziłaby się obejrzeć nawet jakiś western, jeśli tylko miałaby zapewnione jego towarzystwo. Dla najbliższych była skłonna na wiele poświęceń, nawet jeśli wiedziała, iż dany wybór niekoniecznie będzie odpowiadał jej upodobaniom. Więc jako, że naprawdę było jej wszystko jedno, po prostu przymknęła powieki i powoli, delikatnie zaczęła przesuwać palcami po zawartości pudełka. Minęło może dziesięć sekund lub dwadzieścia nim panna Meredith zdecydowała się wyciągnąć jakieś opakowania.
OdpowiedzUsuń- Co ty na to? – Spytała, niemalże podtykając mu okładkę pod nos. Była pewna, że nie zakwestionuje jej wyboru. Ludzie rzadko odmawiali Chantal, sama nie wiedziała, czy to kwestia jej uroku, czy może strachu przed jej osobą. Za moment sama przyjrzała się wybranemu filmowi, ale jak na złość tytuł nic jej nie mówił. Okładka jednak nie pozostawiała złudzeń, jakaś wyjątkowo wykrzywiona twarz wlepiała w nią swe straszne oczy. A więc, horror. Blondynka nie należała do strachliwych osób. Już jako dziecko szybko przestała bać się ciemności, a jakiekolwiek opowieści od potworze, czyhającym pod łóżkiem lub w szafie kwitowała głośnym śmiechem. Również straszne filmy nie powodowały u niej niekontrolowanego napadu strachu. Zapowiadał się więc całkiem przyjemny seans. Na dodatek wcale nie musiała afiszować się ze swoją odwagą i od czasu do czasu mogła po prostu wtulić się w ciało swojego chłopaka.
Chantal Meredith
Miał, rację kto by jej uwierzył. Jej słowo, nie znanej nikomu dziewczyny, przeciw niemu, słynnemu chłopakowi. Była w patowej sytuacji, w którą nawet nie powinna się pakować. Czemu to zrobiła, nie wiedziała. Chyba z nudów. A jednak nie zamierzała sobie od tak odejść, jako przegrana.- W sumie, masz rację, a jednak, można by było się przekonać.- stwierdziła wyciągając z kieszeni, paczkę fajek i jedną zapalając.- Palisz?- zapytała wyciągając w jego kierunku papierosy. Dziwne, najpierw go szantażuje, a teraz częstuje papierosami, a jednak gdzieś tam w jej główce były jeszcze jakieś oznaki, uprzejmości.- Szkoda, mi twojej dziewczyny, głupia nie widzi, że ją zdradzasz...Żałosne.
OdpowiedzUsuń- Och, żebyś to ty nie okazał się większym tchórzem – odparła zadziornie, sunąc wzrokiem za jego sylwetką. Niemalże pochłaniała swoim spojrzeniem każdy jego ruch, a kiedy odwrócił się, chcąc wrócić na poprzednie miejsce, po prostu zatrzymała wzrok na czymś innym. Nie chcąc, by przypadkiem przyłapał ją na wlepianiu w niego oczu.
OdpowiedzUsuńUsiadła obok niego, również opierając plecy o ścianę. Splotła palce i ułożyła dłonie na swoich udach i zerknęła w stronę telewizora. Niedługo trwało jej siedzenie w bezruchu, bo już po chwili nieznacznie się poruszyła i jeszcze bardziej (o ile to możliwe) zsunęła się po ścianie. Za moment znów okazało się, że ta pozycja nie była całkiem wygodna, bo Chantal ponownie się uniosła i zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu.
- Mogę, prawda? – Mruknęła, wskazując palcem na jego osobę i tym samym odwracając uwagę od lecącego filmu. Nie czekając na zgodę, przybliżyła się do niego i położyła głowę na jego klatce piersiowej, a palcami zaczęła kreślić jakieś bliżej nieokreślone kształty na jego koszulce. Teraz, w końcu było idealnie i panna Meredith mogła w spokoju skupić się na oglądaniu filmu.
Chantal Meredith
Gdyby nagle ktoś ją zapytał, co wydarzyło się w pierwszych minutach filmu, Chantal pewnie nie potrafiłaby na to pytanie odpowiedzieć. Spoglądała na ekran, ale chyba nie robiła tego zbyt uważnie, ponieważ kolejne obrazy szybko znikały z jej pamięci, o słowach wypowiadanych przez bohaterów tym bardziej nie miała większego pojęcia.
OdpowiedzUsuńUniosła głowę nieco ku górze, słysząc pytanie Brandona. Przez chwilę wpatrywała się w niego, milcząc.
- Jest całkiem… - zawahała się, marszcząc lekko nosek. Nie wiedziała, jakby był, skoro nie była nim prawie w ogóle zainteresowana. – Przyjemny – wymamrotała w końcu, z braku jakiegokolwiek innego określenia. Nie była pewna, czy to, które użyła było odpowiednie do tego typu filmu, ale żeby nieco ukryć swoją niewiedzę, postanowiła przenieść myśli chłopaka na inne tory. Chantal więc uniosła się nieznacznie, musnęła lekko jego usta i nie czekając na jakąkolwiek reakcję z jego strony, po prostu na powrót położyła głowę na jego klatce piersiowej i ponownie powróciła do oglądania filmu lub tak na dobrą sprawę, wpatrywania się w ekran.
- A ty co o nim myślisz? – Odezwała się, jednak nie zaszczyciła go nawet krótkim spojrzeniem. Jakby seans nagle w zupełności ją pochłonął.
Chantal Meredith
[Hej, a ja mam ochotę na wątek z tym panem i nawet mam pomysł, co ty na to by on zdradzał z nią, swoją dziewczynę, albo coś w tym guście? :p]
OdpowiedzUsuńNatasha
- No i dobrze! - powiedziała i schowała kamerę do torebki.
OdpowiedzUsuńChannel nie miała zamiaru całego dnia przesiedzieć na trybunach i rozmawiać z chłopakiem.
- Lea jestem. - przedstawiła się i odgarnęła kosmyk włosów za ucho po czym wstała zakładając na ramie torebkę. Na boisku, ani na trybunach nie było nikogo. Pusto. Jedni poszli do szatni a inni się rozeszli. Co mieli robić? Mecz się skończył i fajnie. Dziewczyna trochę się smuciła, że chłopcy tak szybko poszli, ale cóż. Trudno się mówi. Miała w zanadrzu jeszcze dużo numerów więc co tam.
Channel
Spojrzała na niego i na jego łobuzerski uśmieszek.
OdpowiedzUsuń- Że co?! Ja jestem infantylna? Fajnie, że użyłeś ,,profesjonalnego'' określenia. Może od razu powiedz, że jestem dziecinna. Ja przynajmniej nie podchodzę do lasek i osądzam je o coś. - powiedziała po czym splunęła na podłogę, mało brakowała, a na chłopaka po czym skierowała się ku bramie wyjściowej. Od dawna nikt jej tak nie zdenerwował. Nie miała nawet siły się z kimś takim kłócić.
Channel
Gdy zrozumiała, że chłopak za nią idzie nic sobie z tego nie zrobiła. Nawet nie przyśpieszyła kroku, ale gdy chłopak zarzucił jej, że zachowuje się dziecinnie wtedy do niego podeszła.
OdpowiedzUsuń- Posłuchaj mnie, nie obchodzi mnie co o mnie myślisz. Dla mnie możesz nawet uważać, że zachowuje się jak goryl czy coś w tym stylu. A i to, że odchodzę bardziej zalicza się do rozwagi, a nie dziecinady. Chyba, że chodzi o to z tą kamerą. To przyznam, że to było trochę dziecinne, ale nie chcę żeby mnie wylali czy coś w tym stylu. No to wszystko. - powiedziała i spojrzała na niego wyczekująco. Wtedy przeleciała jej przez głowę myśl, że zazwyczaj w takich chwilach ktoś kogoś pocałuje. Ta myśl ją rozbawiła, ale tylko można powiedzieć, że w wyobraźni.
Channel
Słysząc jego słowa, z niemalże niedosłyszalnym westchnięciem Chantal uniosła się i usiadła tak, by móc na niego swobodnie spoglądać. Już chyba nawet nie zaprzątała sobie głowy filmem, bo znajdowała się tyłem do telewizora i jedynie raz, słysząc jakiś przeraźliwy krzyk odwróciła się, ale za moment znów spoglądała na Brandona.
OdpowiedzUsuń- Przecież nie masz czym się denerwować. Widziałam wasz trening, pewnie będziecie najlepsi. – Blondynka położyła dłonie na jego ramionach i uśmiechnęła się pokrzepiająco, choć była niemal pewna, że akurat jemu żadne tego typu zapewnienia wcale nie są potrzebne. Był pewny siebie i zdawał sobie sprawę ze swojej wartości, a to czy potwierdzała to jego dziewczyna, która w lacrosse najlepsza nie była, chyba nie miało dla niego większego znaczenia.
- W każdym razie, zawsze możesz liczyć na moje wsparcie – dodała, przenosząc jedną z dłoni na jego policzek, który zaraz potem delikatnie pogładziła. Przynajmniej teraz w jakiś inny racjonalny sposób (oprócz zdrady) mogła wytłumaczyć jego ciągłą nieobecność lub brak zainteresowania jej osobą. Powinna o tym pamiętać, nim następnym razem pomyśli o swojej przyjaciółce, znajdującej się w ramionach jej chłopaka.
Chantal Meredith
W tym momencie chłopak już przesadził. Channel podeszła do niego bliżej.
OdpowiedzUsuń-Posłuchaj szczeniaku. Wracaj do tej swojej omegi i zostaw mnie w spokoju, bo zacznę się bawić inaczej. Więc jednym słowem spierdalaj. - powiedziała po czym odwróciła się i ponownie skierowała się w stronę wyjścia.
Channel
Rzeczywiście to mogło wydawać się dziwne. Chantal doskonale zdawała sobie sprawę z sekretnego romansu swojego chłopaka, ale nie mogła się powstrzymać, by nie zaoferować mu swojej pomocy i wsparcia. Nie mogłaby ot tak, po prostu zacząć go unikać lub co gorsza rozstać się z nim. To było silniejsze nawet od zachowania twarzy w całej tej farsie. Nie mogła postąpić inaczej, ponieważ najzwyczajniej w świecie go kochała. A zakochana dziewczyna z pewnością nie zachowuje się racjonalnie, no przynajmniej blondynka tego nie potrafiła.
OdpowiedzUsuńWzruszyła nieznacznie ramionami w pierwszym odruchu po usłyszeniu jego pytania. Odwróciła się na moment, zerkając na telewizor i nagle zdając sobie sprawę, że nawet nie kojarzy akurat pojawiającej się na ekranie twarzy aktorki. Oglądanie filmu chyba nie było dobrym pomysłem, oboje widocznie nie mieli dzisiaj do tego głowy i kompletnie nie wiedzieli, co się tam dzieje.
- Jedyne na co mam ochotę, to spędzenie czasu z tobą – odpowiedziała po chwili milczenia. Jak słodko to zabrzmiało? Chyba zbyt bardzo, bo nawet Chantal zdawała sobie z tego sprawę. Czasami zdarzało jej się zachowywać jak początkująca niedoświadczona dziewczyna, która w głowie ma jeden cel. Za wszelką cenę zatrzymać swojego chłopaka.
Chantal Meredith
- Uuu mamy tu typ, który ma rozbudowane ego. - powiedziała podchodząc do chłopaka.
OdpowiedzUsuń- To ja nie będę psuć twojego świata. Tak chciałam Cie pocałować. - powiedziała.
Wiedziała, że ten miał zamiar tylko działać jej na nerwach więc zrozumiała, że to już na nią nie działa wcale, a wcale. Tym razem nie odeszła tylko patrzyła mu w oczy czekając na odpowiedź.Chodź wiedziała, że będzie ona ,,denerwująca''.
Chann
Jej odpowiedź chyba wytrąciła nieco z równowagi chłopaka, bo zaczął się zachowywać co najmniej dziwnie. Nie użyła tych słów umyślnie i wcale nie chciała wprowadzić go w taki stan, ale w pewnej chwili poczuła chyba coś na kształt satysfakcji. W końcu udało jej złamać (w pewnym stopniu oczywiście) Brandona i nie był już tym pewnym siebie dupkiem.
OdpowiedzUsuń- Coś cię zdenerwowało? – Spytała, widząc jego rozbiegany wzrok. Wpatrywał się we wszystko, tylko nie w nią. Czyli jednak czasami mówienie tego, co ślina na język przyniesie bez wcześniejszego przemyślenia wcale nie jest takie złe, przynajmniej można zaobserwować kilka ciekawych reakcji. I zapewne pogratulowałaby sobie w myślach udanej akcji, gdyby nie kolejne zaskoczenie ze strony Brandona.
- Straszna fajtłapa z ciebie – mruknęła rozbawiona, widząc nieporadność chłopaka. Zachichotała cicho pod nosem, nie mogąc się powstrzymać. Jednak po chwili wstała i ponownie wróciła na łóżko z paczką chusteczek. Powoli zaczęła ścierać wodę z jego koszulki, ale już po kilku ruchach zdała sobie sprawę, że owa czynność jest całkowicie pozbawiona sensu. Na szczęście była to tylko woda, szybko wyschnie.
- Najlepiej będziesz jeśli się przebierzesz – zasugerowała, nadal uśmiechając się nieznacznie. Tak na dobrą sprawę, Chantal powstrzymywała się, by nie wybuchnąć głośnym śmiechem, ale przez wzgląd na to, jak i tak już dziś namieszała w jego głowie, postanowiła się powstrzymać.
Chantal Meredith
Podparła łokcie na kolanach i ułożyła głowę na dłoniach, czerpiąc przyjemność z wpatrywania się w nieogarniętego Brandona. Choćby bardzo chciała, nie potrafiła powstrzymać cichego chichotu, który co chwilę wydostawał się z jej lekko uchylonych warg. Miała niezłą zabawę, czego chyba nie można było powiedzieć o chłopaku. Nie dało się nie zauważyć jego nerwowych ruchów, które z każdą chwilą jedynie coraz bardziej poprawiały humor Chantal.
OdpowiedzUsuńPo pewnym czasie dziewczyna zdecydowała się jednak mu pomóc. Przedstawienie jakie dla niej zaserwował było warte uwagi, ale chyba nie mogła się już nad nim więcej znęcać.
- Pomogę ci – mruknęła, kładąc dłoń na jego ramieniu i podchodząc do szafy. Był mężczyzną, ale bałagan jaki w niej zobaczyła nieco ją zszokował. Panna Meredith nie była pedantką, ale zawsze starała się utrzymać w miarę porządek, jak choćby poprzez segregowanie ubrań według koloru. Wsunęła się przed niego, by mieć doskonały widok na wnętrze szafy. Zaczęła wyciągać kolejne ubrania, robiąc jeszcze większy rozgardiasz wokół nich, ale w końcu udało jej się znaleźć czystą koszulkę i spodnie.
- To chyba się nadaje, prawda? – Spytała, odwracając głowę ku niemu i trzymając w dłoni znalezione rzeczy. Zdecydowanie powinien tu posprzątać, ale nie była pewna, czy sugerowanie mu tego w tym momencie, byłoby dobrym posunięciem. Chyba był już wystarczająco bardzo zirytowany.
Chantal Meredith
[Witam.]
OdpowiedzUsuńPiątkowe popołudnie spędzała w szkolnej bibliotece, korzystając ze swoich dobrych układów z bibliotekarką. Dzięki temu mogła samotnie siedzieć pomiędzy regałami z ulubioną książką z działu fantastyki i z termosem gorącej herbaty tuż obok. Nie dziwne więc było, że przyjaciół zbyt wielu nie miała, gdy zamiast zawiązywać znajomości z innymi każdą wolną chwilę przesiadywała w zacisznym sanktuarium książek. Wielu kpiło i żartowało, że jeśli cokolwiek lub ktokolwiek rozdziewiczy kiedyś Lenę Ask, to będzie to właśnie książka.
Wbrew powszechnej opinii wcale się nie uczyła, a pożerała kolejne lektury ulubionych pisarzy i poetów. Odnajdowywała w nich pocieszenie oraz dobrą radę, co o wiele bardziej pożyteczne dla niej było, niż spędzanie popołudni i wieczorów na zabawach z rówieśnikami. Nie zdała sobie nawet sprawy kiedy minęło popołudnie, bibliotekarka zostawiłą jej dodatkowy klucz i wróciła do domu, a Madlena siedziała w bibliotece nawet wtedy, gdy nastał wieczór i zbliżała się późna pora. Wciągnęły ją opowieści o przygodach Krogulca, znamienitego czarnoksiężnika z Gont. Tyłek bolał od siedzenia na twardej podłodze, kręgosłup chrupotał przy każdym poruszeniu i nawet herbata w termosie już wystygła. I to właśnie wtedy cicho skrzypnęły drzwi od biblioteki, choć dziewczyna nie wciągnięta w lekturę książki nie zwróciła na to najmniejszej uwagi.
Madlena Flaming-Ask
Raz jeszcze wlepiła w chłopaka wzrok z co prawda mniejszą niechęcią emanującą z jej czekoladowych tęczówek. Gdyby tylko mogła sama wydostałaby się z tego przeklętego miejsca, ale przez swoją głupotę była skazana na jego pomoc z czego chłopak, rzecz jasna, korzystał jak tylko mógł, dogryzając jej na każdym kroku. Kiedy wreszcie się doczekała aż mężczyzna wyciągnie ją z okna, westchnęła z ulgą. Mało brakowało i posunęłaby się do gróźb karalnych, czuła rwący ból w kostce sprawiający, że w jej oczach gromadziły się łzy. Choć nie przyznałaby tego na głos to była wdzięczna, że chłopak nie okazał się być kompletnym palantem i nie zostawił ją samą, z bolącą nogą w opustoszałej szatni. Może wcale nie był taki zły? Z przemyśleń wyrwał ją jego komentarz. No i wracamy do samego początku. Teatralnie wywróciła oczyma.
OdpowiedzUsuń- Jakiego mężczyzny? - Zaczęła rozglądać się dookoła, śmiejąc się pod nosem, zakryła usta zorientowawszy się, że kontakty z chłopakiem nieznacznie się ociepliły. Znów powrócił jej naturalny wyraz twarzy, wtem poczuła ostry ból w kostce, zamknęła szybko oczy. W międzyczasie jej usta uformowały się w cienką kreskę. - Cholerna noga! - Brązowowłosa mimowolnie ścisnęła skrawek materiału koszulki Brandona aby wyładować cały ból umiejscowiony w nodze. Przeszło, na jakiś czas, otworzyła oczy i zauważyła, że chłopak skierował swój wzrok wprost na jej osobę. Dobra, dasz radę, Bethany. Nagle coś mruknęła pod nosem, odwracając wzrok.
Bethany Foster
- Może to ja tak na ciebie działam, może to moja obecność tak cię denerwuje – mruknęła pod nosem, nawet nie odwracając się, by na niego spojrzeć. Chyba miała cichą nadzieję, że tego nie usłyszał. Naprawdę nie chciała wprowadzać jeszcze bardziej napiętej atmosfery pomiędzy nimi, ale nie potrafiła ugryźć się w język. Wszystko zdecydowanie byłoby łatwiejsze, gdyby każdego było stać na wypowiedzenie swoich myśli, a nie tłumienie ich w sobie i ukrywanie przed najbliższą osobą. To, aż dziwne, iż jeszcze nie podzieliła się z nim wiedzą o jego sekretnym romansie. Chantal doprawdy dobrze się trzymała i gdyby posiadane informacje dotyczyły czegoś innego, mogłaby być nawet z siebie dumna. Ale w tym przypadku mogła jedynie gratulować sobie głupoty, tkwiąc nadal w tym dziwnym układzie.
OdpowiedzUsuń- Posprzątam tu – dodała po chwili, chcąc czymś się zająć, by znów zbyt szybko nie powiedzieć czegoś, czego potem mogłaby żałować. Zaczęła więc segregować jego ubrania, a te które według niej były czyste, powoli wkładała do szafy. To nie była komfortowa sytuacja, z pewnością. Spędzali razem czas, a tak na dobrą sprawę blondynka czuła, jakby byli osobno. Miała wrażenie, że owe oddzielenie towarzyszy im już od jakiegoś czasu i mogli świetnie się bawić, będąc w swoim towarzystwie, a i tak wyczuwało się swego rodzaju separację.
Spojrzała na niego dopiero, kiedy do jej uszu dotarł jego głos. Uniosła kąciki ust nieznacznie ku górze i przecząco pokiwała głową, by po chwili spytać:
- A co dobrego masz? – Podeszła bliżej niego, całkowicie spontanicznie splotła obie ręce wokół jego pasa i stanęła na palcach, by zajrzeć mu przez ramię.
Chantal Meredith
- Pewnie – odparła radośnie, jakby nagle perspektywa jedzenia lodów nieco ją ożywiła. Chantal była strasznym łasuchem, aż dziwne, iż nadal posiadała w miarę zgrabną sylwetkę, biorąc pod uwagę to ile czasami potrafiła zjeść. Wszelkie batoniki, ciasteczka, cukierki z pewnością nie były bezpieczne w pobliżu blondynki. Nie potrafiła odmawiać słodkości i zapewne gdyby nie regularne ćwiczenia, w tej chwili nie mogłaby się zmieścić w parę swoich ulubionych spodni. Ta wizja była dla niej na tyle przerażająca, że ilekroć nie chciało jej się wstać rano, by pobiegać, od razu przywoływała ten obraz do swojej głowy. To było doprawdy motywujące.
OdpowiedzUsuń- Tak dawno nie jadłam lodów – wymamrotała, wzdychając. Już otwierała usta, by powiedzieć mu jak bardzo ją rozpieszcza, ale poza cichym mruknięciem nie wydobyło się z nich ani jedno słowo. Nie, wcale nie musiał o tym wiedzieć.
Nim odsunęła się od chłopaka zdążyła jeszcze złożyć pocałunek na jego szyi. Czasami brakowało jej bliskości pomiędzy nimi, takiej z początków ich znajomości. Wtedy wszystko było takie swobodne i naturalne, a teraz czasami miała wrażenie, że ich kolejne ruchy są wymuszone. Jakby koniecznie musieli pokazać wszystkim wokół, iż nadal są idealną parą, a wszelkie niesnaski między nimi to jedynie wymysł zazdrosnych rówieśników.
Chantal Meredith
[ Emma jest nieśmiała, ale może uda się wymyślić jakiś punkt zaczepienia? Jak dasz pomysł to mogę zacząć :) ]
OdpowiedzUsuńEmma Ames
Wzięła od niego łyżeczkę i szybko zanurzyła ją w zawartości pudełka. Westchnęła z przyjemnością, kiedy poczuła w ustach słodki smak lodów, dla takich chwil zdecydowanie warto było żyć.
OdpowiedzUsuń- Tak, chyba tak – odparła niezbyt pewnie, nagle zdając sobie sprawę, że kompletnie zapomniała o imprezie. Jej, wiecznie poinformowanej Chantal wyleciała z głowy tak ważna wiadomość o imprezie. Wytłumaczyła sobie, iż to przez to, że ostatnio za dużo miała na głowie. Kłopoty w związku, treningi, dużo nauki i jeszcze na dodatek zupełny brak kontaktu ze strony rodziców. To nie pomagało skupić się na czymś tak przyziemnym jak kolejna impreza. Ale panna Meredith lubiła być w centrum uwagi i choćby dowiedziała się o istnieniu jakiegoś spotkania godzinę przed jego rozpoczęciem to i tak, by się pojawiła, nie mogąc przegapić takiej okazji.
- Muszę się zastanowić w co się ubiorę – mruknęła już jak typowa Chantal i uśmiechnęła się pod nosem, wyciągając z pudełka kolejną porcję lodów. Nie włożyła jednak smakołyku do ust tylko z lekko złośliwym uśmieszkiem, przysunęła łyżeczkę do twarzy chłopaka, by już po chwili wysmarować lodem koniuszek nosa Brandona.
- Do twarzy ci z tym – odezwała się, pomiędzy kolejnymi chichotami.
Chantal Meredith
[Waham się pomiędzy pierwszą a drugą propozycją :D Ja zaraz muszę zejść, jak wejdę później to zacznę. Może na coś już zdecyduję ]
OdpowiedzUsuńDiana
[Racja, pokręcone xd Ciężko będzie mi to jakoś obmyślić, ale chyba dam rade, czyli zacznę, od próby uwodzenia xd]
OdpowiedzUsuńLubiła mieć władzę, lubiła i już. Była jak skała której nie dało się pokonać, ona osiągała to czego chciała i mogła pokonać, tych którzy się jej narazili. Jedną z takich osób była właśnie Chantal. Słodka, Chantal, która widziała w Tashy, jedynie konkurencję i przez to jedynie, podsyłała jej świnie. Nie ugięta, nie dawała się wrabiać, jednak miała owy pomysł, na swoją prywatna zemstę. A jakże by inaczej. A głównym pionkiem był, jej chłopak, jakże seksowny i przystojny Brandon. Mieli wolne, a ona od jakiegoś czasu stała, na chodniku i mu się przyglądała. Gdy tylko został, sam wolnym, nieco zachęcającym krokiem do niego podeszła, uśmiechając się. Nie udawała, nie zgrywała słodkiej panienki. Była bezpośrednia i cięta i kochała mężczyzn.- Hej, Brandon, co u ciebie słychać?- zapytał stając przed nim, w jak zawsze nieco rozpiętej kurtce, ukazującej jej biust.
Weszła na stołówkę jako osoba jedna z ostatnich. Ciekawe co by było gdyby się spóźniła. Nie dostałaby śniadania? Pff, też mi coś. Od czegoś są jakieś organizacje, napisałaby dwa, no góra trzy listy o tym, że głodzą światowej klasy modelkę i byłoby po szkole. A ona nie musiałaby więcej nosić tego mundurka, który wyglądem przypominał worek ziemniaków.
OdpowiedzUsuńZdecydowanie nie jej fason.
Stanęła na końcu kolejki , nerwowo przeskakując z nogi na nogę. W ogóle jak ci wszyscy pożal się Boże faceci pozwalali jej stać na szary końcu? Patologia. Przecież już dawno powinni przepuścić ją by mogła w spokoju wybrać najlepsze dania, a nie..czekać i w ostateczności zjeść jakieś pomyje.
W celu zabicia czasu zakręcała na palcu lok, który wypadł spod jej idealnie ułożonej fryzury. Brandon Shepherd. Kapitan szkolnej drużyn. Znała go aż za dobrze, w sumie jakby się bliżej zastanowić on też poznał ją...od środka.
Przygryzła wargę i przesłała mu uśmiech typu: "I tak jeszcze do mnie wrócisz. I to na kolanach." Jednak nie było w nim jakiejś chorej zazdrości. Przyjaźnili się, kiedyś byli w jeszcze bliższych kontaktach, a Dixon jest zboczona to wszystko wyjaśnia.
Gdy doszła kolejka do niej wzięła jakąś kanapkę nie wiadomo z czym i sok pomarańczowy. Usiadła w rogu, by móc nawiązać kontakt wzrokowy z Brandonem. Taa, ona uwielbiała te ich stołówkowe zaczepianki.
Założyła nogę na nogę, podwijając delikatnie spódniczkę tak aby wszyscy mogli podziwiać jej nowe pończochy. Marynarkę również rozpięła, bo na sali zrobiło się momentalnie duszno. Oczywiście to była wymówka gdyby ktoś zapytał się dlaczego tak bardzo eksponuje swoje ciało.
Jedno wiedziała.
Że ktoś się przed nią nie ugnie.
[Dobra, zrobiłam losowanie wypadło drugie to zaczęłam. Jeśli nie pasuje to krzycz. Poprawię.]
[ Tak sobie pomyślałam, że skoro Lacey trenuje siatkówkę, drużyna Lacrosse mogłaby się wtarabanić na salę gimnastyczną i przeszkodzić. Jeśli masz coś lepszego, wal! ]
OdpowiedzUsuńKiwnęła głową, nieco się uśmiechając i marszcząc oczy. No, musiała przyznać, jedynie że ta Chantal miała gust, w końcu nie od dziś było wiadomo, że na chłopaka, leciała połowa szkoły.- Nie będzie ci przeszkadzać, jeśli po odpoczywam razem z tobą?- zapytała i nie czekając na odpowiedź, usiadła obok niego na murku. Od tak, nieco za blisko i niechcący przerzucając włosy na jedną stronę ramienia. Nawet nie musiała silić się na swoje ruchy, miała to zaprogramowane, od urodzenia. Mała kusząca suka. No, co poradzić.- Wiesz, doszłam do wniosku że nigdy nie miałam okazji z tobą dłużej pogadać...A to ogromna strata.- stwierdziła zerkając na niego i unosząc jedną brew do góry, w nieco filuternym gescie.
OdpowiedzUsuńLacey podczas grania była szczęśliwa. Mimo tylu lat swojego życia do tej pory nie potrafiła rozgryźć, co sprawia, że bycie śmierdzącym, spoconym i zmęczonym daje tyle uciechy.
OdpowiedzUsuńZałożyli się dziś z przeciwną drużyną o picie na środku korytarza. Grała więc dziś z podwójnym zawzięciem.
Któraś z dziewczyn z tyłu miała właśnie przyjąć, kiedy nastała cisza. Po chwili dziewczyny na sali zaczęły mamrotać do siebie. Lacey odwróciła się, ocierając czoło.
Ach tak, pomyślała, pan Wielkie Ego nadszedł.
- Chyba kpisz - przybliżyła się o parę kroków - Tak się składa, że sala gimnastyczna jest dzisiaj nasza - rzekła, pochylając się do przodu, żeby odpocząć.
Zasłoniła usta dłonią widząc jak o mało co nie przewrócił się, gdy zmierzał w jej kierunku. Ciekawa była gdzie podziała się ta blond wydra, przy której musiała udawać, że jest cholernie dla niej miła i, że przecież jest najlepszą z cheerleaderką. W ogóle to sie naj. Ojejuś, takie to słodkie jak przesłodzona kawa dyrektora.
OdpowiedzUsuńNieważne skąd wie jak smakuje kawa dyrektora.
Początkowo udawała, że nie zwraca na niego uwagi. Początkowo...
- Kocie, wiesz że nie lubię wstępów. - Mruknęła, odwracając głowę w jego kierunku. - Więc czego chcesz? Pieniędzy? Ogrzać się w blasku mojej sławy? - Przybliżyła się do niego, żeby przypadkiem jakieś ciekawskie ucho nie wyłapało jej słów. - Pomacać tu i ówdzie, bo blond wydra ci nie daje? - Odsunęła się od niego z miną: "tu cie mam". Nie mając kompletnie pojęcia jakie relacje są pomiędzy nim i tą pożal się Boże dzieciną.
- No to słucham, czego chcesz od najlepszej modelki po słońcem? - Przesłała przelotny uśmiech przechodzącego przed nią kujonowi z równoległej klasy. - Słodziak. - Mruknęła. - Właśnie, pokazywałam ci? Zdjęcie z mojej nowej sesji? - Wyciągnęła portfolio z torebki. - Masz, nie musisz oddawać. Same Aniołki Victoria's Secret, w bieliźnie, żeby nie było. - Ugryzła kanapkę, która okazała się być wypełniona tuńczykiem. - Okropne.
Poprawiła sukienkę i założyła marynarkę, bo na horyzoncie pojawiła się blond wydra. Co jak co, nie chciała kolejnej awantury typu "ty stara k***o". Skoro do niej tak w domu mówili to już nie problem Dixon. Poza tym menadżerka zabroniła jej wdawania się w jakiekolwiek awantury, za dużo już tego było.
OdpowiedzUsuń- No wiesz, bardzo bym chciała, ale ty jesteś cały czas monitorowany więc z pewnością to jest niemożlwie. - Westchnęłą opierając głowę na dłoni. - A stare to są poglądy twojej laluni. W ogóle skąd ona te buty wytrzasnęła. - Wzdrygnęła się. Jednak komentować dalej nie chciała. Ludzie stoją i nadsłuchują.
- Ale naprawdę nie puści cie na jeden szybki numerek? Jedne malutki, tyciusi? - Przybliżyła się do niego tak, że stykali się czołami. - No weź bądź kumpel. Od 4 dni nikt ze mną nie chce. Zbrzydłam?
Uśmiechnęła się szeroko, pokazując zęby.
OdpowiedzUsuń- Myślisz, że jak masz ładną buźkę, to możesz wszystkimi rządzić, co? - powiedziała spokojnie, z ledwo wyczuwalnym sarkazmem - Jak skończymy udostępnimy wam miejsce.
Znów nastał szmer. Ktoś rzucił coś o oddaniu 'cholernego boiska'. Lacey zignorowała to i zaserwowała, tym samym wracając do gry.
Oparła się pokusie odwrócenia się do zawodników Lacrosse - czekała więc cierpliwie na dalszy rozwój zdarzeń. Ach, kochała małe sprzeczki.
[ No to może być ta przyjaźń z lekkim 'podkochiwaniem'. Akurat pasuje, bo Emma jest raczej cicha, a Brandon to taki macho ;> Zrobię z niej takiego dobrego duszka ;p ]
OdpowiedzUsuń[ jasne, pasuje ; )]
OdpowiedzUsuńUśmiechnęła się chytrze słysząc jego słowa wypowiedziane na odchodne. No cóż, wiedziała, że nie zostawi przyjaciółki w potrzebie , dlatego jak na skrzydłach odstawiła tacę z jedzeniem,o dziwo zamieniając kilak słów z paniami kucharkami. Pochwaliła je nawet, że było wyjątkowo pyszne. Chociaż tak naprawdę nie dało się tego przełknąć.
Wiedziała również to, że z pewnością na dzisiaj to był koniec jej edukacji. Musiała przygotować się do projektu z fizyki.
Łudziła się, chociaż i tak wiedziała, że co niczego wielkiego nie dojdzie. Ale cóż. Łudzić można się zawsze.
Przygotowania do wieczoru zajęły jej resztę dnia. Nie przejmowało ją nawet to, że wygląda jak wyuzdana dziewczyna. Ją to kręciło.
I tyle.
[ Of course :) Tylko podaj może jakieś okoliczności wątku, będzie mi łatwiej :) ]
OdpowiedzUsuńPrzygryzła wargę i wpuściła go do środka. Szczelnie zamknęła drzwi, przekręcając w nich wszystkie zamki. Oparła się o nie, kręcąc głową jak może w ogóle wyciągać te książki, ale okej. Chciał się uczyć, to będą się uczyć.
OdpowiedzUsuńPo bożemu, tak jak trzeba, fizyki, o której kompletnie nie miała pojęcia. Cóż.Znowu obejdzie się smakiem.
- Nie wiem? Temat mi przeczytaj jaki jest. - Usiadła na nim okrakiem, biorąc do ręki jakąś książkę, którą powinna mieć, ale jej nie miała. - Oo, to miałam na sprawdzianie.
Nie chciała robić żadnych gwałtownych ruchów, bo chyba po raz pierwszy nie wiedziała czego może się po nim spodziewać.
[ Ok :) Może być przerwa szkolna, tak po prostu? :D I wtedy będą o tym rozmawiać. ]
OdpowiedzUsuńZaśmiała się słysząc jego pytanie. Nie, o takich rzeczach nie zapomina jednak myślała, że ta nauka trochę dłużej potrwa, ale skoro chciał teraz to ona nie widziała w tym problemu.
OdpowiedzUsuńściągnęła bluzkę, następnie spódniczkę. Wstała i przeszła przed nim tak jak szłaby na wybiegu. Co z tego, że ta blizna prawie w ogóle nic nie zasłaniała.
- Skoro tak łatwiej będzie ci się uczyć to tak zostanę. - Usiadła na środku łóżka jak najdalej od niego. - Oo, ta książka będzie dobra. - Otworzyła i zaczęła wypisywać z niej jakieś przypadkowe zdania.
- Twoja wydra...znaczy się dziewczyna nie będzie zła, że tak przypatrujesz się innym, w dodatku w bieliźnie? - Przyciągnęła go do siebie i delikatnie musnęła jego usta.
- Dobra, a teraz fizyka.
Co jak co, ale zdawała sobie sprawę, że to zdanie właśnie skończyło ich edukację.
To była jedna z tych wolno płynących lekcji literatury. Nie żeby Emma nie lubiła tego przedmiotu, ale omawiali właśnie jakąś mniej ciekawą lekturę. Co tu robić? Przez jakiś czas notowała, później próbowała słuchać. Wszystko byłoby dobrze, gdyby po mniej więcej minucie nie odpływała myślami gdzie indziej. Jej głowa stawała się ciężka, a oczy już chciały się przymknąć. Zmiana punktu obserwacyjnego. Nauczycielka rzuciła jej spojrzenie, dziewczyna uśmiechnęła się uroczo i spuściła głowę. Koleżanka siedząca nieopodal rzuciła jej znaczące spojrzenie, ale przecież doskonale wiedziała, że Emma nie jest skłonna do rozmów na lekcji. Nie ona. Zawsze była grzeczna i poukładana. Powoli odwróciła główkę, za którą pomknęła burza blond włosów związanych w kucyk, jak nakazywał regulamin szkoły. Dzwonek. Wszyscy leniwie zabrali swoje rzeczy. Emma, z książkami pod pachą, powędrowała w kierunku swojej szafki.
OdpowiedzUsuńWbiła wzrok w jego plecy, robiąc jakieś dziwne niezidentyfikowane miny. Nie to nie, ona się starała. Tak więc aby zasygnalizować mu, że koniec psot - w jej mniemaniu - wyciągnęła spod łóżka stary, rozciągnięty dres i założyła go.
OdpowiedzUsuńNie odzywała się do niego, nie patrzyła na niego tylko robiła notatki przygotowując się do prezentacji, którą pewnie ona będzie musiała przedstawiać.
Wyglądała tak śmiesznie jak się uczyła. Związane włosy, Jeden ołówek za uchem, drugim przepisywała zdania co chwile co gryząc.
- Boże człowieku co ci szkodzi mnie przelecieć? A sorry, wydra pewnie jest lepsza.
- Cześć, Brandon.- przywitała się niezbyt głośno swoim ładnym dźwięcznym głosem, uśmiechając się delikatnie do chłopaka.- W weekend?- powtórzyła jak echo, a jej twarzyczka przybrała na chwilę zamyślony wyraz.- Wydaje mi się, że nie mam żadnych konkretnych planów.- odpowiedziała w końcu, odwracając głowę od ciekawskich spojrzeń, rzucanych jej raz po raz. Była nieśmiałą dziewczyną i nie lubiła tego, gdy akurat nie była na scenie. Ludzie nie wierzyli już w przyjaźń damsko-męską. A to dziwne, bo ona nadal tak...
OdpowiedzUsuńEmma Ames
[ Nie wiem czy to ja pominęłam Cię, czy jednak ty mnie? ]
OdpowiedzUsuń- Uuu mamy tu typ, który ma rozbudowane ego. - powiedziała podchodząc do chłopaka.
- To ja nie będę psuć twojego świata. Tak chciałam Cie pocałować. - powiedziała.
Wiedziała, że ten miał zamiar tylko działać jej na nerwach więc zrozumiała, że to już na nią nie działa wcale, a wcale. Tym razem nie odeszła tylko patrzyła mu w oczy czekając na odpowiedź.Chodź wiedziała, że będzie ona ,,denerwująca''.
Chann
- Mówisz o... imprezie?- zapytała, a jej oczy stały się nagle wielkie jak spodki. Musiała wyglądać komicznie lub po prostu słodko. Zależy jak dla kogo.- Mówisz poważnie?- ciągnęła dalej zdziwionym tonem. Pojawiło się uczucie radości, ale też zwątpienia.- Mnie?- zapytała, jakby za nią stał jeszcze ktoś inny.- Co ja tam będę robić, z kim rozmawiać?- dodała niepewnym tonem. Była nieśmiałą, spokojną dziewczyną, dlatego też już rozmyślała jak to będzie. Nie, że jej nie lubili, po prostu miała wrażenie, że jakoś do tego wszystkiego nie pasuje.
OdpowiedzUsuńEmma Ames
- Pedofilem to pewnie nie, ale podrywaczem to na pewno. - powiedziała i zbliżyła swoją twarz do jego, ale nie z zamiarem pocałowania go. Od razu skojarzyło się to z tymi filmami co w takich momentach ludzie się całują. Aż ciarki ją przeszły. Taki chłopak miałby na nią działać? No urodę miał całkiem, całkiem, ale niby miał ją owinąć sobie wokół palca? No niestety, ona taka łatwa nie była żeby nabrać się na jego szczeniackie podrywy.
OdpowiedzUsuńChannel
Rzuciła gdzieś ołówek, którym pisała, żeby przypadkiem nie zrobić jemu krzywdy. Chociaż naprawdę miała wielką ochotę na to. Przesiąkł już tą wydrą do końca.
OdpowiedzUsuńDarła się jak nawiedzona gdy ją łaskotał, przy czym śmiesznie machała nogami, więc dla osoby przyglądającej się temu z boku było to niezłą komedią.
- No nie rób - przekręciła się tak, że teraz leżała na nim. Z chytrym uśmieszkiem wyciągnęła kajdanki spod poduszki i przypięła go do łóżka - Jeden zero dla mnie. - Puściła mu oczko.
Na długi półgodziny zniknęła w łazience, zostawiając go samego z łóżkiem i fizyką.
Wyszła z niej naga, niby nieświadomie zapomniała o tym, że on tam leży. Taa, nieświadomie. Nie chciał z nią to teraz ma, niech cierpi.
- Upss, zapomniałam, że ty tutaj jesteś. - Powiedziała w ogóle nie krępując się tym, że na sobie nic nie ma. - A teraz powiedz mi jedno. Wydrę zdradzasz na prawo i lewo, a ze mną nie chcesz bo...? Bo boisz się, że się we mnie zakochasz? Że dojdziesz do wniosku, że lepszej ode mnie to nie ma? - Usiadła na nim. - No proszę..mów.
Patrzyła się na niego nie dowierzając w to co powiedział. Przecież nie mógł tak powiedzieć. To nie była jej wina, że im nie wyszło. Przecież...a może jednak była? To ona wyjechała bez słowa na sesję, na fashion week, na wszystko wyjeżdżała bez słowa, a gdy wyjeżdżała od razu pojawiały się zdjęcia i komentarze mówiące o tym, że ma innego.
OdpowiedzUsuńZawsze tak było i to raczej się nie zmieni.
Jednak nie musiał jej tego wypominać. Byli przyjaciółmi..
Albo tylko ich udawali.
- Notatkę do projektu prześlę ci na maila - mruknęła nie zatrzymując go i tak wiedziała, że jej się nie uda. - Ja naprawdę ciebie... - nigdy to słowo nie przeszło przez jej usta w stosunku co do niego. Wychodziła z założenia, że on o tym wiedział. - kochałam. - Wstała i chciała znowu zamknąć się w łazience.
- Uuu, a ja mam chłopaka, i co? To ma być taka bardzo ciekawa informacja? - oczywiście to było pytanie retoryczne. Nie miała już ochoty gadać z chłopakiem.
OdpowiedzUsuń- Na razie. - powiedziała po czym odwróciła się i skierowała ponownie w stronę wyjścia.
Channel
Zamknęła się w łazience, gdzie jak przez mgłę słyszała jego słowa. Romans, zabawa...Ona kiedyś też to tak traktowała, jednak gdy zobaczyła ich razem coś zmieniło się w jej myśleniu. Nie chciała być już zabawką, chociaż to ona sama zrobiła sobie taki wizerunek. czasami żałowała, na przykład tak jak teraz. Żałowała, że nie jest inna. Że nie jest szarą myszką, która boi się odezwać.
OdpowiedzUsuńŻałowała,że jest sobą.
- To był sarkazm -skłamała. całe życie kłamała. A od czasów Ethana tak naprawdę przed nim się tylko otworzyła. Bo wiedział o niej wszystko...jak przyjaciel. - Powiedz wydrze, że dzisiaj nie będę na treningu. - Stała przed lustrem oparta o zimny zlew. Patrzyła się na osobę, którą znała. Ale jej nie poznawała.
- Brandon – zapiszczała, czując zimną maź na swojej twarzy. Już unosiła rękę, by choć w pewnym stopniu pozbyć się lodów z policzków, ale chyba w porę się rozmyśliła i opuściła dłoń, marszcząc tylko nieznacznie nos.
OdpowiedzUsuń- Jak mogłeś? – Mruknęła z wyrzutem, choć z jej ruchów ciężko było się doszukać jakichkolwiek oznak złości. Poza kilkoma małymi incydentami świetnie się dziś bawiła w jego towarzystwie i doprawdy nie miała ochoty robić afery z tego, iż z jego winy wyglądała teraz jak małe dziecko, nie mające większego pojęcia o tym jak powinno się jeść.
Zachichotała, by po chwili umilknąć, kiedy uświadomiła sobie, iż jeśli zaraz czegoś nie zrobi to wszystko to, co znajdowało się na jej policzkach i brodzie spłynie najpierw na jej szyję, a później na koszulkę. A na to nie mogła sobie pozwolić. Oblizała więc malinowe wargi, a następnie lekko dźgnęła palcem wskazującym klatkę piersiową chłopaka.
- Chyba powinieneś mi z tym pomóc – zauważyła, nieznacznie przybliżając się do niego. Niech lepiej nie odmawia, bo wtedy zemsta Chantal z pewnością będzie słodka.
Chantal Meredith
Jeśli poprzedni pisk był w miarę cichy, to ten, który w tej chwili wydobył się z jej gardła z pewnością dotarł do większej liczby osób. Chyba nie spodziewała się takiego obrotu spraw, bo wyglądała na nieźle zaskoczoną. W głowie zaczęła zwymyślać chłopaka, spoglądając w dół na swoją brudną koszulkę. W tym momencie nie chciała wiedzieć jak wygląda jej twarz.
OdpowiedzUsuń- Oszalałeś – mruknęła pod nosem, kręcąc nieznacznie głową. I doprawdy czekała tylko na to, by móc się na nim zemścić, ale jego dotyk i pocałunki skutecznie odwracały jej uwagę od czegokolwiek innego. Skubany wiedział, co robić, by kompletnie okręcić ją sobie wokół palca.
- Spójrz tylko jak wyglądam. – Ujęła jego twarz w obie dłonie, ale niedługo pozwoliła mu oceniać skutki jego działań, bo szybko zbliżyła swoje wargi do jego, łącząc je w słodkim pocałunku. Nie czerpała jednak zbyt długo przyjemności z tej chwili, bo już za moment ponownie odsunęła się od niego, czując jak chłodna maź spływa po jej szyi.
- Jak w takim stanie mam wrócić do swojego pokoju? – Uniosła brew ku górze, wiedząc że z pewnością nie uda jej się przemknąć niezauważoną. Nie często bowiem spotyka się kogoś ubabranego lodem. Ta sytuacja nawet dla niej wydawała się komiczna.
Chantal Meredith
- Jesteś okropny – skwitowała jego słowa i cicho prychnęła pod nosem. W tej chwili nawet jego pocałunki nie podziałały na jego korzyść i choć Chantal nie była szczególnie wylewna, to w głębi duszy było jej miło.
OdpowiedzUsuńSkoro już zaproponował jej swoją koszulkę, nie pozostawało jej nic innego jak pozbyć się resztek lodów, które w kontakcie z jej skórą wcale już nie wyglądały tak apetycznie. Uniosła więc koszulkę ku górze i zaczęła powoli wycierać swoją twarz, szyje i dekolt. Ubranie i tak już do niczego się nie dawało, więc nie zaszkodziło pobrudzić je jeszcze bardziej. Czuła się co najmniej niekomfortowo, wiedząc, iż miejsca, na których znajdował się lód strasznie się lepią.
- Strzeż się, kiedyś ci się odwdzięczę. – Pogroziła mu palcem, po czym ściągnęła bluzkę i rzuciła nią w chłopaka. Chyba nie musiała mu uświadamiać tego, iż to on powinien zająć się praniem, prawda? Blondynka zeskoczyła więc z blatu, ominęła chłopaka i swe kroki skierowała do szafy. Wyciągnęła jedną z jego koszulek i zastygła, trzymając ją w dłoni.
- Nie wybaczę ci tego, moje włosy też się kleją – zwróciła się do niego, marszcząc nos i tupiąc nogą. Wyglądała właśnie jak jakieś rozkapryszone dziecko.
Chantal Meredith
I cóż ta biedna zakochana Chantal miała zrobić, znajdując się tak blisko chłopaka? Zdążyła zapomnieć o klejących się włosach i policzkach, a z głowy kompletnie wypadł jej pomysł o zorganizowaniu jakiejkolwiek zemsty. Doskonale zdawał sobie sprawę, jak na działa i skrzętnie to wykorzystywał. Miała wrażenie, że i ona miała predyspozycje ku temu, by z łatwością pomieszać mu w głowie.
OdpowiedzUsuńUłożyła głowę w zagłębieniu jego szyi, a ręce położyła na jego plecach. Do takich chwil mogłaby się przyzwyczaić. Na pozór było całkiem zwyczajnie, ale blondynka czuła się nadzwyczaj szczęśliwa.
- Jeśli tak bardzo ci to przeszkadza, to już się ubieram – mruknęła, niechętnie odsuwając się od niego. Położyła ręce na jego dłoniach, delikatnie pozbywając się ich ze swojego pasa. Strzepnęła lekko należącą do niego koszulkę, po czym wsunęła ją na siebie. Może była trochę za duża, ale lepsze to niż nic.
- Teraz lepiej? – Spytała ze złośliwym uśmieszkiem, prezentując mu się w jego własnej bluzce. Zdecydowanie, nie zamierzała już go karać swoją nagością.
Chantal Meredith
Wzruszywszy ramionami, zbliżyła się do Shepherda o kilka metrów. Rozbawienie już nie było głównym uczuciem, jakie miała w tej chwili w sobie. Zmieszało się z irytacją. Pochyliła się, pokazując coś na wzór gestu przypominającego zapraszanie do środka.
OdpowiedzUsuń- Tak jest, panie i władco - mruknęła z markotną miną i pokazała ręką do reszty, że już czas się zbierać.
W przebieralni wszystkie dziewczyny kontemplowały nad urodą "tego fajniusiego, słodkiego kapitana Lacrosse". Wściekła wrzucała ubranie do torby. Co on sobie myślał? Nie powinien czerpać żadnych korzyści z bycia popularnym. Nie zasługiwał na to boisko, nie zasługiwał na nic. Piep**ony narcyz.
A jednak, w drodze do wyjścia z sali gimnastycznej, ona jedna skręciła z powrotem i stanęła przy ścianie, obserwując drużynę.
[Ojojoj. Colton :D Mimo że nie oglądam TeenWolf, to do tego pana mam słabość. Także w związku z tym, chciałabym wątek :P//Margareth]
OdpowiedzUsuń[ Hm... Ich relację są takie bardziej skomplikowane. Nie wiem może coś będzie takiego, że będą musieli się spotkać, jakiś projekt czy coś i nie wiem. Np. będą się kłócić itp. No i muszę się przyznać, że w tym momencie skojarzyły mi się te sceny z filmów. Wiesz ta kłótnia i nagle pocałunek.
OdpowiedzUsuńJa Cię polubiłam, ale jak widać z naszymi postaciami ciężko! ]
Channel
[No to ja mam pewien pomysł. Mianowicie, Brandon jest bardziej taki kobieciarz, co do niego wszystkie dziewczyny lgną, a co tyna to, by zrobić mały żarcik i żeby zarywał do Mattie, ale ona raczej nie zainteresowana, bo uważa go za takiego...Bardziej jako kumpel, niż potencjalny partner(na jedną noc) A jego to będzie wnerwiał, a ją bawiło? :P]
OdpowiedzUsuńJej, choć nie wiedziała dlaczego, nie bardzo kręcił Brandon. Oczywiście, uchodził za bożyszcza kobiet, ale cholera, ją to raczej bawiło, że tak bardzo się stara, by zabrać ją do łóżka lub gdziekolwiek, by ją bzyknąć. Bardziej traktowała go jak kumpla, lub brata, a nie jako potencjalnego partnera, ale cóż. Przynajmniej ma zabawę z jego różnorakich sposobów podrywu.
OdpowiedzUsuńSpojrzała na niego, a potem przeniosła wzrok na szklank trzymaną w ręku.
-Emm,hm.-przekrzywiła lekko głowę.-Dzisiaj piję jakąś rurę, która nie jest za dobra.-skrzywiła się i odstawiła trunek, łapiąc za najlepszą ze wszystkich wódkę i nalala sobie do kieliszka, po czym wypiła na raz.
-Co tam Brandon?-zerknęła na niego z uśmiechem i odpaliła papierosa.-Kogo dzisiaj bzykniesz?
Ciekawa lekcja- tak oczywiście mówił nauczyciel, ale Channel uważała inaczej. Profesor nawijał coś o jakimś projekcie, a dziewczyna słuchała co drugie jego zdanie. Oczywiście nauczyciel uważał się za bardzo pomysłowego i każdy miał wylosować sobie partnera tak jak on mówił ,, Z magicznej kuli''. Gdy kula doszła w końcu do Channel, dziewczyna wzięła pierwszą lepszą karteczkę. Staruszek stał nad nią, by sprawdzić kogo wylosowała. Dziewczyna miała nadzieję, że kogoś kogo lubi czy coś, ale gdy rozwinęła karteczkę jej oczom ukazał się najgorsza osoba jaką mogła wylosować. Brandon!
OdpowiedzUsuń- Brandon?! - dziewczyna spojrzała na nauczyciela, a ten tylko się uśmiechnął i poszedł dalej.
Dziewczyna w nerwach rzuciła kartką o ziemię. Nareszcie zadzwonił dzwonek, a Channel trochę się uspokoiła i podeszła do Brandona.
- Robimy razem projekt, chcę mieć to z głowy. Wpadnij do mnie wieczorem. - powiedziała i skierowała się w stronę następnej klasy.
[ Teraz dajmy, że będzie wieczór czy coś. No w sumie Channel też chce się pilnować, ale ten Colton tak kusi. Hehe! ]
Channel
[ A teraz może będzie coś później, że np. ona pokaże mu jaka jest na prawdę czy coś. Olśniło mnie. ]
OdpowiedzUsuńChannel przygotowała wszystko co potrzebowali. Większość to książki, które musieli przerobić. Znaczy bardziej główne tematy. Rozłożyła wszystko na dywanie, który był miękki jak owieczka. Gdy Channel zmywała makijaż nagle ktoś zaczął intensywnie walić w drzwi. Nie miała zamiaru krzyczeć, że już idzie tylko w ciszy podeszła do drzwi i je otworzyła.
- Hej, właź. - powiedziała, a gdy chłopak wszedł zamknęła za nim drzwi i skierowała się w stronę pokoju. Usiadła jeszcze na kilka sekund przy stoliku i zmyła raz dwa makijaż.
Nie chciała tego robić przy chłopaku, ale co miała zrobić?
Channel
-A ja tam nie wiem, co ty robisz,kiedy tej twojej dziewczyny nie ma w pobliżu. Ja się nie interesuję, a ty nie musisz mi opowiadać, bo nawet nie chcę tego słyszeć.-wzruszyła, z kpiącym uśmiechem, ramionami.
OdpowiedzUsuńWywróciła oczami, patrząc na niego pobłażliwie i dla zgrywy przybliżyła się do niego nieznacznie, wspinając się na palcach tak, że po chwili jej usta znalazły się przy jego i spojrzała mu prosto w oczy.
-Wiesz co? Jednak...jednak coś tam czuję.-mruknęła uwodzicielsko.-Mhm, jednak mnie przekonałeś...Ja tak bardzo, wiesz, tak bardzo nie chcę się z tobą przespać.-uśmiechnęła się złośliwie i odsunęła się od niego. Złapała za resztę butelki i odeszła od niego, szukając kogoś godnego jej uwagi.
[Imię Bradnon kojarzy mi się z Brandy O.o xD]
Odwróciła się do chłopaka i podeszła do niego.
OdpowiedzUsuń- Ja też. - powiedziała i wywróciła oczami po czym wzięła kilka książek i zaczęła przewracać kartki.
- Mogę zadać Ci pytanie? - zapytała nie odrywając wzroku od książek.
Channel nie miała już siły bawić się w te całe kłótnie. Znudziło jej się to. Może na początku było całkiem fajnie, ciekawie, ale nie spodobało jej się to. Wzięła kartkę i zaczęła coś na niej pisać zerkając co jakiś czas do książki.
Channel
Ina sytuacja, pff. Też mi wytłumaczenie. Zwyczajne wykręcenie się od jakiejkolwiek próby powrócenia do tego co było dawniej. Proste, logiczne.
OdpowiedzUsuńZazwyczaj z nic nieznaczących zdań robiła takie dziwne, rozbudowane domysłami. Cała Diana.
- Co masz zrobić? - mruknęła wystawiając głowę zza drzwi. - Wstydzisz się tego, ze kiedyś bez przerwy się ze mną pieprzyłeś. - Poruszyła dość śmiesznie brwiami, jednak jej do śmiechu nie było. Mówiła to na poważnie.
- Więc jeśli się wstydzisz to wyjdź. - Zniknęła znowu w łazience. Słychać było tylko huk, jak uderza nogą o szafkę. - Cholera, kto postawił to tą szafkę?! - wydarła się. - A jak nie, to zostań i...pomóż mi. - Wyszła z zakrwawioną nogą.
Diana
[Spoko, żaden problem. Doskonale cię rozumiem, bo też piszę jakoś krótko (:]
OdpowiedzUsuń- Będę ją szanować tak bardzo, jak ty szanowałeś moją, brudząc ją lodami, panie Shepherd – odpowiedziała, unosząc kąciki ust ku górze. Choć wbrew swoim słowom wiedziała, że jakakolwiek zemsta przynajmniej na razie nie wchodzi w grę. Miała już dość lepkiej substancji na swoim ciele, by kolejny raz próbować jej użyć. Miała dość lodów na następne kilka dni.
- Więc, co tym razem możesz mi zaproponować? – Spytała po chwili, mając nadzieję, iż to nie będą lody lub oglądanie filmu. Swoją drogą, biorąc pod uwagę dźwięki wydobywające się z odbiornika horror nadal trwał albo właśnie się kończył. Chantal nie była nawet na tyle zainteresowana, by zerknąć i zaspokoić swoją ciekawość.
- Jedynie, że może powinnam już sobie iść – mruknęła bez większego przekonania, nieznacznie naciągając koszulkę, którą miała na sobie. Wolała o wiele bardziej spędzić z nim czas choćby na nudzie niż wrócić do swojego pokoju i uczyć się na jutrzejsze zajęcia. Ale przecież nie chciała się narzucać.
Chantal Meredith
Miała mocną głowę, więc po paru dużych piwach wciąż myślała trzeźwo i trzymała się prosto. Wytańczyła się, a nawet złapała jakiegoś chłopaka i całowała się z nim, ale później się jej to znudziło, a kiedy wszyscy już padali jak muchy, znudzona usiadła na schodach i obserwowała całe towarzystwo.
OdpowiedzUsuńWywróciła oczami i westchnęła ciężko, odsuwając się od Brandona.
-Impreza przednia.-mruknęła i odpaliła papierosa, zaciągając się mocno.-Twój przyjaciel został zaspokojony?-spytała ze znudzeniem, nie patrząc nawet na chłopaka.
Dziewczyna nie odrywała wzroku od książki.
OdpowiedzUsuń- Dlaczego... Dlaczego tak mnie nie lubisz? - zapytała nieśmiało, ale nie oderwała wzroku od notatek. Była już tymi kłótniami na prawdę zmęczona, niektóre wychodziły z jej winy, ale miała już taki Charakter.
Channel
-Dobra już lepiej skończmy ten temat. Zróbmy ten projekt i będzie spokój. - uśmiechnęła się i przewróciła kilka kartek w książce. Spojrzała na chłopaka i uśmiechnęła się. Był całkiem ładny, ale każdy wiedział, że on ma dziewczynę, która cały czas na Chann donosi, a ona ma chłopaka. No cóż. Jedni by powiedzieli niestety, a inni, by się śmiali.
OdpowiedzUsuń-Z nudów. Nie mam co robić. Wszyscy odpadli, tylko cholera jak na złość, tylko my się tu jeszcze trzymamy.-mruknęła niezadowolona i wypuściła powoli dym z płuc.
OdpowiedzUsuńSpojrzała na niego i wywróciła oczami.
-Nie uśmiechaj się tak, bo z łatwością mogę ci ten uśmieszek zetrzeć z twarzy.-zagroziła, wypuszczając dym prosto w niego i oparła brodę od dłoń, a łokieć o kolano.
Była Dianą. Jedyną w swoim rodzaju. Marudzącą,niekiedy sztuczną rozkapryszoną, doświadczoną przez życie cholerną Dianą. A pod skorupom tych nad wyraz negatywnych słów znajdowała się mała, skulona dziewczynka, która potrzebowała zainteresowania jej osoba. Ale nie takiego medialnego. Ludzkiego.
OdpowiedzUsuń- Jakbyś nie zauważył jestem ubrana - wyciągnęła spod łóżka apteczkę, podwinęła nogawkę spodni do góry. Ich oczom ukazała się małą ranka, która nadzwyczaj silnie krwawiła.
- Zostaw, poradzę sobie. - I przynajmniej przez kolejne dwa dni w taki sposób będą wyglądać ich relacje. Ona będzie udawać, że jest obrażona, samowystarczalna, odtrącając wszystkich dookoła.Aż kiedyś skończy się to tragedią, bo dojdzie do wniosku, że nie ma po co żyć.
- Oj, no zostaw. - Opatrzyła ranę. Przyciągnęła kolana pod brodę i patrzyła się na niego. - No co?
Diana
Chantal nie miała większej ochoty, by ktoś oglądał ją z posklejanymi włosami i nielicznymi śladami jakiejś papki na policzkach, ale prawdopodobieństwo, że spotkają tłum ludzi o tej porze, było bliskie zeru. A perspektywa spędzenia czasu na świeżym powietrzu była niezwykle kusząca.
OdpowiedzUsuń- Z przyjemnością – odparła, unosząc kąciki ust ku górze. Wzrokiem zaczęła lustrować pokój w poszukiwaniu swojego swetra, który powinien gdzieś tu leżeć. W końcu znalazła go na łóżku. Ściągnięcie go od razu po przyjściu miało swoje plusy, przynajmniej teraz była tak samo czysty jak na początku.
- Będę musiała jeszcze wpaść do swojego pokoju – dodała po chwili, wiedząc, że sam sweter nie zapewni jej ciepła o tej porze. Zdecydowanie potrzebowała kurtki.
- Spotkamy się na dole? – Spytała, zbliżając się do niego. Złożyła na jego ustach pocałunek, zachowując się tak jakby mieli się już dzisiaj nie zobaczyć. A przecież rozłąka kilkunastominutowa była z pewnością do wytrzymania. Nie chcąc tracić już więcej czasu, wyminęła go, ruszając do wyjścia.
Chantal Meredith
[Oczywiście, wątek dalej ten sam! :) (najlepszy jest fakt, że nikt go nie zaczął.xD) Dobra, ja zaczyna, czy ty? :)]
OdpowiedzUsuń