niedziela, 11 listopada 2012

Ridley Sandeer



Ridley "Rideer" Sandeer
osiemnastoletnia Amerykanka, 
wokalistka zespołu rapcore'owego,
wychowanka ...

- Zapewniam pana, że ona ma czas jeszcze czas na takie życie! - wrzasnęła niska, pulchna kobieta, patrząc z nienawiścią na rozmówcę. Znajdowali się w małym gabinecie zawalonym papiersami.
- Po pierwsze, Rideer jest brutalnie rzecz biorąc produktem i kontrakt bez niej nie będzie ważny - rzekł mężczyzna, siadając przy biurku i składając ręce - Po drugie, czy pani zdaje sobie sprawę, ile pieniędzy stracimy? Rynek muzyczny doznał objawienia, wszyscy na tym korzystamy. Czemu pani więc usilnie stara się wszystko zniszczyć?
- Ridley jest jeszcze dzieckiem. Potrzebuje szkoły, normalnych przyjaciół, trochę zdrowego stylu życia i przede wszystkim dyscypliny, PROSZĘ PANA - odwarknęła - Jedzie tam i koniec dyskusji. Do widzenia - rzuciła jeszcze na odchodne, po czym trzasnęła drzwiami. 
Menadżer zaklął kilka razy pod nosem i wyciągnął telefon.

Ridley zapukała do drzwi. Znajdowała się w obskurnym wieżowcu mieszkalnym, jednym z tych, w których zawsze śmierdzi moczem.
Usłyszała dźwięk otwieranego zamka i drzwi uchyliły się, ukazując czterech dwudziestoparolatków. 
Natychmiast każdy z nich zaczał mówić, co stworzyło bałagan nie do zniesienia. Zamilki nagle i dali brunetce przemówić - a przynajmniej chcieli, bowiem ta tylko wzruszyła ramionami i wybuchła płaczem. Natychmiast otoczyły ją zewsząd wszystkowiedzące ramiona.

- Nie dałaś mi wyboru - powiedziała Anthea, próbując przebić się przez popową piosenkę pobrzmiewającą w taksówce.
- Ah, to ja nie dałam ci wyboru? A to dobre - rzekła sarkastycznie, zapatrzona w szybę. Wiedziała, że jeśli tylko spojrzy  na matkę, rzuci się na nią i udusi gołymi rękami. Wściekłość wypełniała jej żyły. Nigdy jeszcze nie czuła się tak podle.
- Nie zaczynaj, wiesz, że chcę dobrze - powiedziała czterdziestolatka przymilnym głosem, chcąc załagodzić sytuację.
- Moje "dobrze" zostało w Los Angeles - mruknęła, wbijając paznokcie w zaciśnięte pięści - Zabrałaś mi wszystko i myślisz, że będę ci wdzięczna?
- Northwood jest dobrym wyjściem - rzuciła tonem kończącym dyskusję. Nie było sensu po raz enty zaczynać tej samej dyskusji. Nastolatki nie zrozumieją, póki same nie będą miały dzieci...


Kariera
Rideer to jej pseudonim artystyczny. Pisze teksty, śpiewa i rapuje w grupie Acidbliss, wpasowującej się w rapcore z nutą elektroniki. Jest to pierwszy taki zespół z kobietą na czele, Ameryką targają więc naprawdę skrajne odczucia.
Do zespołu należą Matt grający na perkusi, Zac na gitarze prowadzącej, Philip - spec od basu i keybordu, oraz Gregory na gitarze rytmicznej.
Zespół powstał w 2009. Po roku garażowego grania zostali zauważeni i przygarnięci do wytwórni przez Jacka Santanę, który wypromował Paramore i przyczynił się do "odnalezienia" Justina Biebera.
Acidbliss w 2010 roku nagrał pierwszą płytę, zatytuowaną "Reptile", która wtargnęła na usta Amerykanów, czy tego chcieli, czy nie. Nazwa zespołu, teksty i przesłanie uważane są za kontrowersyjne i krytycy nie potrafią jednoznacznie ocenić grupy. Mimo wszystko album osiągnął status złotej płyty w Stanach i Japonii, przynosząc zespołowi sławę.

Wygląd
Ridley jest szczupłą dziewczyną o wzroście metr sześćdziesiąt - bardzo lubi swój wzrost. Ubiera się w ciemnych kolorach, są to najczęściej koszulki z zespołami i bojówki lub dżinsy. Nie dba o ubiór, jeśli nie jest to naprawdę konieczne. Do tego nie cierpi mundurków, ponieważ są okropnie niewygodne. Nie rozstaje się ze swoimi Nike'ami - w ogóle ma sentyment do takich butów.
Twarz o wyraźnie zarysowanych kościach policzkowych zasłaniają z jednej strony ciemne włosy sięgające łopatek. Drugą połowę głowy ma ogoloną.
Dziewczyna nie rozstaje się z czerwoną szminką - przynajmniej tak było aż do wyjazdu do Northwood, ponieważ szkoła nie pozwala na takie "wybryki". Zabawna jest też wzmianka w regulaminie o związanych włosach - Rid robi z nich warkocz po prawej stronie, odsłaniając bardziej niż zwykle wygoloną część. Niesamowicie oburza nauczycieli swoją fryzurą.

 


Charakter
Ridley jest z pewnością zawzięta. Tworzy to mieszankę wybuchową z jej pewnością siebie i byciem sprośną - albo się ją za to kocha, albo nienawidzi. Zwykle ma w nosie wyszukane maniery i przesadną uprzejmość - po co komu sztuczność? Rzuca prawdą na prawo i lewo, jest raczej prostolinijna. Bezkompromisowa perfekcjonistka w każdym calu, czego nauczyła ją branża.
Wie, że wszystkie oczy są zwrócone na nią i wykorzystuje to. Kocha flirt i dobrą zabawę. Często przesadza z alkoholem i narkotykami - do jej ulubionych stanów zalicza te po ziele i LSD, skąd nazwa zespołu. Przez wielu nazywana puszczalską i nieokrzesaną, jednak Rid się tym nie przejmuje.
Kocha muzykę - do jej największych inspiracji zalicza Eminema, Limp Bizkit, P.O.D., System of a down i The Prodigy. W porównaniu do ilości utworów, które zostają w szufladzie na zawsze, bardzo mało tekstów wychodzi na światło dzienne. Wiele z nich jest po prostu zbyt osobistych dla dziewczyny, by mogła się nimi dzielić. 

Ciekawostki
- nosicielka kolczyka w karku,
- okropna palaczka, w Northwood musi robić to po kryjomu,
- nie rozumie zasad Lacrosse,
- nigdy nie była z kimś dłużej niż miesiąc,
- zakochana w serii Harry Potter,
- codziennie musi zjeść łyżeczką trochę masy krówkowej.

TELEFON

[ No cóż... To chyba wszystko. Mam nadzieję że się polubimy i chciałabym od razu uprzedzić, że w tygodniu komputer mam na średnio dwie godziny ze względu na brak laptopa, tak więc proszę nie bić. Ah, no i buźki użyczyła mi Cher Lloyd. Czekam na wątki! ]


2 komentarze:

  1. [Jeeej, jaka fajna pani! Czy byłaby ochota na wątek, lub powiązanie z Bestią? Oboje mają kontakt z muzyką, a ich charakterki razem mogą dać ciekawy efekt. (kolczyk w karku <3)]

    OdpowiedzUsuń