sobota, 27 października 2012

Żyj tak, żebyś po latach mógł powiedzieć- przynajmniej się nie nudziłem

Johny Rolston || Shadow ||17 lat || 06.07.1995
Sigma || Pan podrywacz || Chłopak z sąsiedztwa
heteroseksualny || do wzięcia

Opowieść o młodym Rolstonie będzie zapewne dla was historią niezwykle nudną, gdyż nie znajdziecie w niej żadnych rodzinnych dramatów, żadnych przesłodzonych faktów o bogatym dzieciaku, które zawsze miało wszystko.
Będzie to historia taka, jak zapewne 3/4 takich opowieści na świecie, jednak różniąca się od innych w kilku aspektach. No, ale zacznijmy od początku...  
Historia, którą chciałabym wam opowiedzieć wzięła swój początek jakieś dwadzieścia lat temu, kiedy to w pewien gorący dzień, na jednej z londyńskich ulic wpadli na siebie dwudziestopięcio letni wówczas Anthony Rolston- przystojny młody pan adwokat o oczach błękitnych jak bezchmurne letnie niebo, oraz dwudziestotrzy letnia świeżo upieczona pani architekt- Mary Thompson- piękna ciemnowłosa kobieta o przenikliwych obsydianowych oczach.  Od słowa do słowa nasza dwójka przypadała sobie do gustu. Było kilka romantycznych randek, szybkie i niespodziewane zaręczyny, huczne wesele oraz zakup pięknego i okazałego domu na przedmieściach Londynu, w którym wraz z nimi zamieszkała matka Anthony'ego- przemiła staruszku- Nathalie.  Młodzi małżonkowie zaczęli spólne życie; każde starało się osiągnąć jak najwięcej, wspiąć się na jak najwyższy szczebel kariery zanim w ich rodzinie pojawią się dzieci.  Niestety w dziesięć miesięcy po ślubie na świecie pojawiła się słodziutka ciemnowłosa dziewczynka, której niezbyt szczęśliwi rodzice nadali imię Anna i powierzyli opiece Nathalie zaś sami rzucili się  w wir pracy. 
W dwa lata po narodzinach panienki Rolston na świecie pojawił się kolejny i zarazem ostatni członek rodziny Rolstonów- upragniony wnuczek- Johny. I tak jak dwa lata wcześniej, Anthony i Mary powierzyli opiekę nad dzieckiem babci Nathalie, która choć nie pochwalała poczynań młodego małżeństwa to jednak cieszyła się, że może brać udział w wychowaniu dwójki swoich przeuroczych wnucząt.
Od razu jednak starsza pani zażyła, że rodzeństwo całkowicie się od siebie różniło. Ciemnowłosa i ciemnooka Anna wdała się całkowicie we własną matkę odziedziczając po niej nie tylko urodę, ale także nieco wybuchowy oraz nieznoszący sprzeciwu charakter. Johny, natomiast odziedziczył wszystkie cechy po swoim ojcu, począwszy od przecudnych blond włosów oraz jasnoniebieskich oczu, a skończywszy na spokojnym, zrównoważonym charakterze oraz rodzonej aurze uwodziciela. Mimo tych wszystkich różnic dzieci bardzo się kochały i wspierały nawzajem.
Gdy Anna wyjechała do szkoły  z internatem Johny został sam z babcią w wielkim domu. Rodziców widywał tylko od czasu do czasu, gdy zmęczeni powłócząc nogami zamykali się w swoich pokojach zirytowanym machnięciem ręki odganiając od siebie blondwłosego berbecia. Wychowaniem chłopca od początku do końca zajęła się, więc babcia Nathalie. To dzięki niej Johny stał się taką osobą, jaką wszyscy znają.
To dzięki babci młody Rolston stał się prawdziwym dżentelmenem oraz niepopranym romantykiem, za którym wzdychała większość dziewcząt w szkole.  To dzięki Nathalie Johny zrozumiał, że miłość, prawdziwa miłość, jest przepisem na udane życie. 
Obecnie Johny uczy się w Northwood School- szkole z internatem- gdzie wysłali go jego rodzice byleby tylko chłopak nie kręcił im się non stop pod nogami.
Młody Rolston nie potrafił i nadal nie potrafi pogodzić się z tym, że jego rodzice nie zwracają na niego najmniejszej uwagi bardziej przejmując się rozwijaniem swoich świetnych karier. Jedyne oparcie chłopak zawsze miał w babcie oraz w starszej siostrze, z którą widuje się niestety tylko podczas wakacji i ferii. 
To typowy szkolny przystojniak, któremu nie potrafi się oprzeć każda dziewczyna w szkole. Do tej pory chłopak wszystko to wykorzystywał umawiając się z niemal każdą dziewczyną ze szkoły. Wszystko uległo zmianie, a jego świat przewrócił się niemal do góry nogami, kiedy pewnego dnia jego jasnoniebieskie tęczówki ujrzały na szkolnym korytarzu ciemnowłosą dziewczynę. Ivy Morris. Zaintrygowała go. Sprawiła, że na jej widok jego serce zaczęło wrzucać piąty bieg, ręce zaczynały się pocić, a mętlik jakie powstawał w jego głowie gdy miał cokolwiek powiedzieć niemal go przerażał. Chciał ją poznać jak najlepiej, poznać każdą jej tajemnicę, zbliżyć się do niej, zaprzyjaźnić, a może i w sobie rozkochać. 
Nie ma chyba osoby, która by go nie znała i nie ma się czemu dziwić. W końcu to Pan Uwodziciel. Przystojniak jakich mało. 
Zbytnio umięśniony to on nie jest, ale też żadne z niego chucherko co by je silniejszy podmuch wiatru miał z ziemi porwać. Ot, taki z niego zwyczajny chłopaczek mierzący te swoje sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu. Jakieś tam śladowe ilości mięśni pod koszulką też zarysowane ma; na szczęście jego brzuchowi bliżej z wyglądu do kaloryferka tudzież sześciopaka niż do mięśnia piwnego. Rolston bowiem dba o kondycję. Biega po pobliskim szkolnym parku i  od czasu do czasu lubi pouderzać w worek treningowy.
Pytając go o to, dlaczego jego osoba wywołuje wśród płci pięknej istne szaleństwo, które objawia się palpitacjami, chichotami czy lataniem za nim całymi stadami po szkolnych korytarzach, biedak nie jest w stanie na nie odpowiedzieć.
Johny zdaje sobie sprawę z tego, że jest przystojny. W końcu ojciec przekazał mu w genach te cudne blond włosy, które w przypadku młodego Rolstona  są nieco dłuższe i układają się   jakiś taki artystyczny nieład na tej jego łepetynie. Chłopak nawet się nie trudzi żeby coś z nimi zrobić, no bo po co ma marnować czas na tak przyziemną kwestię  jak włosy. A niech tam one sobie żyją swoim własnym życiem, a jak mu do oczu wejdą to tylko je ręką zmierzwi sprawiając, że wyglądają na jeszcze bardziej zwichrzone. 
Po tatusiu chłoptaś nasz odziedziczył jeszcze te piękne jasnoniebieskie oczy,które swoim kolorem przypominają letnie bezchmurne niebo, i  w których głębi już nie jedna utonęła.  Co one tak naprawdę w sobie miały? Nawet sam zainteresowany tego nie wiedział. No, bo tak naprawdę wystarczyło by tylko na którąś spojrzał, a ta wzdychała głośno i jak się domyślał miała już kisiel w majtkach. Nie żeby robił to specjalnie było tak i koniec tematu. Będąc przy tych jego błękitnych oczyskach warto wspomnieć  że w ich głębi widać jakąś melancholię i tęsknotę. Za czym? To wie tylko on.
Natomiast po mamusi Johny odziedziczył prosty nos oraz jasnoróżowe wargi, z których dolna jest nieco bardziej pełna. Te swoje usteczka, które niejedna chciałaby pocałować zawsze układają się w lekko tajemniczym uśmieszku; wydatne kości policzkowe też dostał po Mary. Zaś na jego twarzy nie uświadczysz ani jednej oznaki zarostu, który w ostatnim czasie stał się bardzo popularny wśród młodych mężczyzn. 
Jak się ubiera? W szkolny mundurek, tak jak nakazuje szkolny regulamin, jednak wiele razy dostawał naganę, a to za brak marynarki, a to za niezawiązany krawat albo za wyciągniętą ze spodni koszulę. 
Teraz wypadałoby opowiedzieć trochę osobowości naszego drogiego Johny'ego. Otóż młody Rolston na pierwszy rzut oka jest osobą przesympatyczną, wesołą i spokojną. Nie jest to wrażenie mylne jednak to tylko maska, pod którą dość często kryje się pewna doza nieufności. Johny jest bardzo ambitny i ciężko pracuje, aby osiągnąć założone sobie cele. Jednym z nich są studia prawnicze na Harvardzie, ale choć nigdy się do tego głośno nie przyzna pragnie by jego rodzice choć raz byli z niego dumni.  

Wszędzie go pełno; angażuje się we wszelkie akcje organizowane w szkole i poza nią. Wystarczy, że go poprosisz,a  z uśmiechem na tych swoich ślicznych usteczkach ci pomoże. 
Rolston  uwielbia towarzystwo innych ludzi, więc nie zdziw się, że kiedy poczuje się samotny to pojawi się na progu twojego dormitorium  z butelką wina, whiskey czy czego tam innego bylebyś spędził/ła z nim trochę czasu. nie ma co się dziwić. W końcu człowiek to zwierze stadne, a Johny jak najbardziej do tego określenia pasuje. W otoczeniu innych osób czuje się jak ryba w wodzie. Jest zawsze uśmiechnięty, a i każdą, nawet drętwą imprezę potrafi zamienić w dzikie rave.
Gaduła z niego niemiłosierna. Gdyby mógł gadał by i gadał przez dwadzieścia cztery godziny na dobę byleby tylko miał obok siebie choć jednego wiernego słuchacza. Ma zdanie na wiele tematów  bo o dziwo, interesuje się tym co się dzieje na świecie. Ogląda wiadomości, dużo czyta( i to nie tylko dodatek sportowy do gazety codziennej). Uwielbia długie debaty na wiele ciekawy tematów, podczas których przytacza dość logiczne argumenty. Niestety cechuje się tym, że nie potrafi przyznać racji komuś innego, ponieważ uważa się za jednostkę nieomylną przez co podczas takich konwersacji dochodzi do wielu konfliktów i awantur.
Po kilku dniach jednak, kiedy emocje już opadną, a on po raz setny przemyśli w domu swoje zachowanie i przedmiot konfliktu, z podkulonym ogonem pójdzie do tej drugiej osoby  by z cierpiętniczą miną przeprosić grzecznie za swoje zachowanie godne dupka.
Szczery jest aż do bólu. Zawsze palnie coś głupiego, a potem zachodzi w głowę czemu nie ugryzł się w język albo najpierw nie zastanowił się nad tym co chce powiedzieć.
Wredny i złośliwy też jest. Wystarczy, że zajdziesz mu za skórę. Będzie się mściła tak długo aż stwierdzi, że już ci wystarczy, i że zapłaciłeś za to co mu zrobiłeś.
Johny mimo swojej popularności ma tylko nieliczne grono przyjaciół, jednak wie, że są oni tymi prawdziwymi, za którymi w ogień by skoczył. Rolston zawsze wychodzi z założenia, że lepiej mieć garstkę prawdziwych znajomych niż masę ludzi, którzy tylko czekają aż noga ci się powinie by z  chytrym uśmieszkiem na ustach zająć twoje miejsce.
Nigdy nie robi tego, czego inni po nim oczekują. Uwielbia robić to, na co ma w danym momencie ochotę, więc nie zdziw się kiedy powie ci, że ci pomoże, ale później, bo teraz ma inne ważniejsze rzeczy do zrobienia.
W całej jego szkolnej historii nie było chyba dnia żeby choć raz nie spóźnił się na lekcje. Zawsze się spóźnia i zdyszany wpada do klasy z rozwianymi włosami mamrocząc nauczycielowi jakieś tam przeprosiny o wyprowadzaniu psu na spacer czy czymś jeszcze bardziej nieprawdopodobnym.

Gdyby zapytać kogokolwiek, kogo znajdziesz na szkolnym korytarzu, o to czym głównie interesuje się Rolston , możesz być pewien, ze ten bez mrugnięcia okiem odpowie, że Johny spędza niemal całe dnie na uganianiu się za dziewczynami.
Nic bardziej mylnego. To one wszędzie za nim biegają; to one wyciągają go na randki, spacery, do kina czy gdziekolwiek indziej, a on z grzeczności im nie odmawia. Później trudno się dziwić, że takie a nie inne legendy po szkole krążą na jego temat.
Christian oczywiście nie narzeka na to, że tak działa na dziewczyny. Ma pewne cechy osobowości narcystycznej, jest świadomy tego, że podoba się dziewczynom, jednak ich nachalność ostatnimi czasy daje mu się we znaki.
Niby spotyka się z nimi, niby nawet z jedną czy drugą spotykał się naprawdę długo, ale on marzy o prawdziwej miłości. Nikomu się do tego rzecz jasna nie przyzna, bo to by mu reputacje na kolejnych milion lat zniszczyło, jednak chciałby poznać dziewczynę, która była by dla niego wyzwaniem; którą to on by zdobywał; która nie była by jak cała reszta podobnych do siebie dziewczyn, które spotykał w szkole czy na ulicach rodzinnego miasteczka; która nie wzdychałaby na jego widok. Chciałby o nią zawalczyć, przekonać do siebie swoim prawdziwym 'ja'. Chciałby się tak naprawdę po raz pierwszy zakochać, poświęcić swój cały wolny czas tej jedynej, wyśnionej i upragnionej dziewczynie, która ( jak myślał) zmieniłaby go na lepsze. Chciał dawać nie brać. Chciał kochać. Czy to tak wiele?

Garstka dodatkowych informacji:
-> ma kota Lucyfera. To taki wredny dwunastokilogramowy Main Cone o szarawej sierści, który wraz z nim mieszka w dormitorium, i który potrafi nieźle zaleźć Johnowi  za skórę, kiedy ten nie poświęca mu wystarczającej uwagi. Leniwy futrzak, który by tylko spał, jadł i znów spał i chciałby żeby w trakcie tych czynności go głaskać, drapać i w ogóle się nim zajmować. Zazdrosny o każdą dziewczynę, z którą spotyka się Rolston. Nie jedna z płaczem uciekała, bo to monstrum ją podrapało albo, o zgrozo, podarło jej rajstopy.
-> Na przekór panującej teraz modzie, że każdy chłopak brzdąka sobie na gitarze podrywając w ten sposób panienki Johny postanowił, że nie będzie trendy tak jak wszyscy i zamiast gitary wybrał sobie klawisze, na  których całkiem sprawnie gra. Zdarza mu się też komponować jakieś piosenki  ale zazdrośnie ukrywa je w czeluściach swojego biurka  w zamykanym na kłódeczkę pamiętniczku, do którego kluczyk zawsze nosi na srebrnym łańcuszku wiszącym mu na szyi.
-> Po skończeniu szkoły ma zamiar wyjechać na studia prawnicze lub medyczne do Cambridge lub na Harvard ( marząc by rodzice docenili go za jego ambicję oraz ciężką pracę). 
-> Pali, a może lepsze byłoby stwierdzenie, że recha niczym smok wawelski. Nie wyobraża sobie początku dnia bez wypalenia choćby jednego papierosa i wlania w siebie choć małego kubka kawy. Choć w szkole panuje zakaz palenia to jemu jakimś cudem udaje mu się nieść do szkoły ulubione papierosy, które potem namiętnie pali wychylając się ze swojego okna w dormitorium. 
-> Tak, kawa kolejny nałóg Johny'ego bez niego biedak byłby nieprzytomny, więc codziennie rano przez pojawieniem się w szkole wpada do pewnej przytulnej kawiarenki po kubek swojego ulubionego napoju kofeinowego.
-> Każde kieszonkowe oraz każde pieniądze z prac dorywczych odkłada na swojego wymarzonego mustanga. Na kołpaki już uzbierał, ale do końca jeszcze daleko.
-> Zajęcia dodatkowe jakie wybrał to: gazetka szkolna, kółko czytelnicze oraz basen.
-> Johny to wielki pasjonata pisarstwa i trzeba przyznać, że ma chłopak w tym talent. Pisze dla siebie wiele opowiadań, których nikomu nie pokazuje uważając, że to tylko taka sobie nic nieznacząca pisanina. 


Ci znaczący || Trochę więcej Johny'ego 

Radosna twórczość, czyli Rolston  się bierze za pisanie
[na razie brak]


[Hej:) Wiata was autorka. Karta oczywiście mi się nie podoba i będę ją zmieniać. Niektóre jej elementy skopiowałam z innej swojej karty postaci. Mam nadzieję, że nie zepsułam postaci Johny'ego. 
Na zdjęciach przecudny Greg Nawrat, a pochodzą one z weheartit i tumblra.
Na wszelkie wątki i powiązania jesteśmy z Johny'm jak najbardziej chętni. Nie gryziemy, ani nic. No, może połykamy w całości tych, co nam odpisują trzema zdaniami na krzyż.
Preferujemy komentarze średniej długości, ale i poematy są miło widziane, bo i nam się zdarza czasami rozpisywać.
Odpisuję po kolei, no chyba, że muszę się dłużej zastanowić, więc upominać się dopiero po 4-5 dniach.
Osobiście wolę zaczynać wątki niż je wymyślać.
Od czasu do czasu mogę rzadziej pojawiać się na blogu z powodu studiów, więc się nie denerwować, że nie ma odpowiedzi.
Aktualizacja karty: 27.10.2012]






20 komentarzy:

  1. [Witamy Johnego na blogu jak i w Sigmie. :)
    Wątek z niemiłą Arielką? ;p ]

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Więc. Jakieś zachcianki, pomysły, czy sama mam wymyślać? :) ]

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Hm, Arielka raczej takich podrywaczów jak on nie trawi, jednak zainteresowana charakterem Ivy pewnie do niego uderzy i zacznie wyciągać informacje na jej temat. Czy Johny ulegnie czy nie to już Twoja decyzja :) ]

    OdpowiedzUsuń
  4. [Ja koniecznie, chcę z tobą watek, tylko mam nadzieję, że charkter Ivy cię nie odstraszy xd Może masz pomysł, na ich spotkanie?]

    OdpowiedzUsuń
  5. [Całkiem fajny pomysł no to zaczynamy:)Nie wiedziałam, jaką długość lubisz, jak coś to się dopasuję :D]
    Nigdy nie przepadała za biologią, nie to żeby nie lubiła się uczyć, wręcz przeciwnie. Nauczyciele z tej szkoły lubili ją tylko wtedy gdy się uczyła, po za lekcjami, niezwykle ich denerwowała. Jednak od chwili, gdy wścibski lekarz przekazał jej informację, o jej postępującej chorobie, przestała lubić tę dziedzinę nauki. W końcu po co uczyć się czegoś, co i tak ci nie pomoże. Siedziała w drugiej ławce, tablicę widziała wyraźnie choć momentami się jej rozmywała. Na szczęście miała soczewki. I wtedy jak grom z nieba do sali, wszedł nauczyciel, biologii, jak zawsze z tym swoim brzuchem. Dość głośno oświadczył, iż tego dnia zaczną robić prace w parach. Dziewczyna niezbyt była zadowolona, w końcu zaprzyjaźnianie się i współpraca nie były jej mocną stroną. Westchnęła tylko i czekając aż nauczyciel, zacznie przydzielać pary, oparła głowę o dłoń. Strasznie chciało się jej palić, bowiem nie robiła tego od dawna. Jej wzrok, mimowolnie spoczął, na twarzy jasnowłosego chłopaka siedzącego na sali, jednak szybko go odwróciła, wbijając go w swój zeszyt, gdzie narysowane były jej inicjały i tego typu bzdety.

    OdpowiedzUsuń
  6. - Brad! - Piszczałam z drugiego końca korytarza i podbiegłam do chłopaka siedzącego na parapecie, a moich cudnych czerwonych kaloszach. Przecież padał deszcz, więc w czym innym niby miałam chodzić? Oczywiście obcas w kaloszach przepisów nie łamał. Chwila, kalosze nie mają obcasów, mniejsza. Przez przesiadywanie z Chantal w jednym pokoju trochę świruje. Jak ona... Zresztą, muszę się przypodobać Johnemu. Nie mogę się zachowywać zbyt mądrze i szyderczo. Robie się naprawdę zabawna.
    - Chwila, zapomniałam twojego imienia. - Powiedziałam i wzięłam do ręki pasmo swoich długich, blond włosów.
    - Jason, tak? - Rzuciłam szczerząc do niego swoje bielutkie ząbki.
    Oczywiście udawałam...

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak, właśnie oto siedząc w ciszy i znudzeniu, do jej stolika podszedł owy jasnowłosy chłopak. Jak się spodziewała był jej partnerem do tego zadania. Cudownie, aż o mało co się nie uśmiechnęła, jednak mimo wszystko wolała go, niż jakąś słodką blondynkę. Chwyciła za swoje rzeczy, przesuwając je na jeden bok, tym samym dać mu do zrozumienia że może siadać. Zamknęła zeszyty, by zrobić więcej miejsca, po czym na niego spojrzała, szeroko otwartymi oczyma. Był wysoki i przystojny, marzenie każdej dziewczyny, tej szkoły. - Hej...- powiedziała w odpowiedzi, odwracając wzrok. Nie była dobra w tych poznaniowych gierkach, dlatego ograniczyła się jedynie do tego, bardzo krótkiego przywitania.
    - Zauważyłam.- stwierdziła nieznacznie, a kąciki jej ust na moment się podniosły, by po chwili opaść. Był to grymas niezadowolenia, pomieszanego z obojętnością. Nic do niego nie miała, w końcu to nie jego wina, że była taka a nie inna. Przez moment milczała, jednak po chwili westchnęła i ponownie na niego spojrzała.- Ivy.- powiedziała kiwając głową, jakby wykonała swoją robotę. I w tym samym momencie nauczyciel, rozdał arkusze z tematami prac, posyłając jej lekki uśmiech, który o dziwo odwzajemniła.

    OdpowiedzUsuń
  8. Znowu się do niego wyszczerzyłam. Ach to udawanie słodkiej!
    - Wiedziałam to od samego początku. Chciałam tylko, żebyś mi powtórzył swoje piękne imię. - Powiedziałam i mrugnęłam do niego. Podniosłam się delikatnie na czubkach palców, ponieważ wzrostem to nie grzeszyłam. Rzuciłam okiem na książkę czytaną przez Johnego.
    - Co tam czytasz ? - Zapytałam zaciekawiona i usiadłam obok niego.

    OdpowiedzUsuń
  9. [Cześć! Chęć na wątek z Courtney się znajdzie?:D]

    OdpowiedzUsuń
  10. [ Opcja trzecia jest najlepsza, zaraz zacznę ]

    Channel

    OdpowiedzUsuń
  11. [Courtney i John chodzą na wspólne zajęcia dodatkowe, więc się znają. Może pewnego razu na zajęciach z czytelnictwa Johnemu wypadnie kartka, na której będzie znajdował się wiersz autorstwa chłopaka? Courtney się spodoba i będzie męczyć tyłek Johnemu żeby komuś to pokazał bo ma talent itp :D]

    OdpowiedzUsuń
  12. [ Bedzie krótko i mam tylko taki pomysł, ale jak chcesz to zrobimy inaczej. Mi to tam wsio rybka. Tylko moim palcom już chyba nie. xD ]

    Piątkowy wieczór, a raczej ciemna noc. Chann siedziała w akademiku i myślała co, by tu zrobić. Strasznie chciało jej się palić, ale jakby zapaliła w pokoju od razu, by miała kłopoty. Ta szkoła ją dobijała. Nic tutaj nie mogła zrobić. Ani iść kiedy jej się zechce na miasto chociaż i tak to robiła. Wzięła paczkę papierosów, którą miała schowaną w pokoju. Wzięła zapalniczkę i wyszła z pokoju. Nie robiła tego pierwszy raz. A no i miała prawie zawsze towarzysza. Mianowicie Johna. Szła cichaczem korytarzem, by dojść do pokoju chłopaka. Gdy tam doszła nie zapukała tylko wysłała mu esemesa żeby wyszedł. Nie robiła tego pierwszy raz, ale zapukać nie mogła tak czy siak, bo ktoś by usłyszał.

    Channel

    OdpowiedzUsuń
  13. I ona przeczytała owy, temat. Boże jak na nie lubiła biologii. Zwłaszcza gdy musiała robić go w parze. Zastanawiała się czego tak się szczerzy, czy z faktu iż ona odwali połowę jego roboty, czy może był kolejnym chłoptasiem, z niewiadomym zdaniem o sobie. A jednak, cała złość, na świat jej przeszła musiała się skupić, choć naprawdę nie miała ochoty.- Naprawdę nie lubię biologii.- stwierdziła, cicho, jednak dość szczerze. Przez moment zastanawiała się nad tym co mogłoby by im pomóc, chcąc nie chcąc, przysunęła się do chłopaka, nachylając nad kartką.- Może modyfikowane jedzenie, lub eksperymenty na zwierzętach.- powiedziała nieco marszcząc brwi. W pewnej chwili, gdy na nią nie patrzył, spojrzała na niego. Niebieskooki, blondyn. Miał ładne oczy, to zauważyła. Szybko jednak odwróciła wzrok od niego i powróciła do pracy.- Że akurat, zachciało mu się robić jakies prace.- powiedziała jakby pod nosem, mierząc wzrokiem nauczyciela. Te słowa nie były skierowane do chłopaka, jednak spokojnie mógł ją usłyszeć.

    OdpowiedzUsuń
  14. - Wyznam Ci w sekrecie, że jestem farbowana. - Skłamałam, żeby już nie wyjść na taką głupiutką blondyneczkę. Oj, głupiutka Arielka ze mnie.
    - W sumie nic takiego, Johny. - Powiedziałam przysuwając się do niego. Miałam w sumie ochotę rzucić się na niego i wyprzytulać, ale to byłoby niestosowne. Ech, on jest taki uroczy, sama nie wiem dlaczego.
    - W sumie... Chcę rady.

    OdpowiedzUsuń
  15. [Witam :3 Skusisz się na wątek albo jakieś ciekawe powiązanie z Beth?]

    Bethany Foster

    OdpowiedzUsuń
  16. [Dzień dobry ;) Chęć na wątek tudzież powiązanie z Livi jest?]

    OdpowiedzUsuń
  17. Przez moment nie przerwała, tego jakże dziwnego kontaktu wzrokowego, jednak przekręciła głowę zerkając na nauczyciela. Kontakt wzrokowy, był zagrożeniem, tak sobie powtarzała. Gdy usłyszała jego słowa, z początku spojrzała, na niego z lekko zmarszczonymi brwiami. Siliła się, na to żeby mu nie pokazać że to ją bawiło, w końcu nadal była Ivy, dziwna i wyobcowaną Ivy. Po chwili odwróciła wzrok, przysuwając do siebie kartę z zadaniem i właśnie wtedy się uśmiechnęła. - Całkiem nieźle.- stwierdziła, na niego nie patrząc, tak to miało by sens. Parę razy, go już widziała. Słyszała o nim plotki, jako to by był, największym podrywaczem w tej szkole. Właśnie dlatego na niego uważała, wiedziała jak tacy chłopacy, potrafią bawić się dziewczynami, a ona to znała, na własnej skórze, dlatego była ostrożna. Wtedy nauczyciel, łaskawie oświadczył iż owa praca, ma być gotowa na następne zajęcia, co nie chybnie oznaczało, że owego pana, będzie musiała spotkać po lekcjach.- Wspaniale...- dzwonek zbliżał się nie ubłaganie, dlatego na niego spojrzała.- Musimy się jakoś umówić co do robienia tej pracy.

    OdpowiedzUsuń
  18. Czekała aż chłopak wyjdzie, a gdy drzwi zaczęły się otwierać odsunęła się kawałek, by nie zostać uderzona przez drzwi.
    - Co tak długo? Dobra mniejsza o to chodź. - powiedziała do niego i skierowała się razem z nim w stronę schodów.
    - A no i hej. - dodała po chwili oczywiście szepcząc, by nikt ich nie usłyszał.
    - Tam gdzie zawsze, czy masz może nowe miejsce? - zapytała odgarniając włosy z oczów. Dziewczyna miała dość tego skrywania się. Miała na maksa dość tej szkoły. Nic co lubiła robić nie było możliwe. Wszystko było zakazane, ale i tak dla niej to nie była przeszkoda, chociaż nie chciała też zostać wylana. Wtedy to dopiero miałaby piekło w domu.

    Channel

    OdpowiedzUsuń
  19. [Witam.]

    Piątkowe popołudnie spędzała w szkolnej bibliotece, korzystając ze swoich dobrych układów z bibliotekarką. Dzięki temu mogła samotnie siedzieć pomiędzy regałami z ulubioną książką z działu fantastyki i z termosem gorącej herbaty tuż obok. Nie dziwne więc było, że przyjaciół zbyt wielu nie miała, gdy zamiast zawiązywać znajomości z innymi każdą wolną chwilę przesiadywała w zacisznym sanktuarium książek. Wielu kpiło i żartowało, że jeśli cokolwiek lub ktokolwiek rozdziewiczy kiedyś Lenę Ask, to będzie to właśnie książka.
    Wbrew powszechnej opinii wcale się nie uczyła, a pożerała kolejne lektury ulubionych pisarzy i poetów. Odnajdowywała w nich pocieszenie oraz dobrą radę, co o wiele bardziej pożyteczne dla niej było, niż spędzanie popołudni i wieczorów na zabawach z rówieśnikami. Nie zdała sobie nawet sprawy kiedy minęło popołudnie, bibliotekarka zostawiłą jej dodatkowy klucz i wróciła do domu, a Madlena siedziała w bibliotece nawet wtedy, gdy nastał wieczór i zbliżała się późna pora. Wciągnęły ją opowieści o przygodach Krogulca, znamienitego czarnoksiężnika z Gont. Tyłek bolał od siedzenia na twardej podłodze, kręgosłup chrupotał przy każdym poruszeniu i nawet herbata w termosie już wystygła. I to właśnie wtedy cicho skrzypnęły drzwi od biblioteki, choć dziewczyna nie wciągnięta w lekturę książki nie zwróciła na to najmniejszej uwagi.

    Madlena Flaming-Ask

    OdpowiedzUsuń
  20. [Uu, Pan Przystojny :D Przyszłam z pomysłem na powiązanie i już mówię, że nie będzie to żadne romantic, czy coś(że kiedyś byli razem, ale się rozstali, że ona się za nim ugania itp) Bardziej mi się widzi, żeby byli przyjaciółmi, takimi najlepszymi, znającymi się od podszewki i w ogóle(pomimo że są w konkurencyjnych dormitoriach xd)Co ty na to? :D//Margareth]

    OdpowiedzUsuń