Lacey "L" Briarfield
osiemnastoletnia obywatelka Irlandii Północnej
wychowanka Omegi
- Rezydencja Briarfieldów, słucham?
- Witam, z tej strony dyrekcja Northwood School. Pańska
propozycja została rozpatrzona pomyślnie.
- ŻARTUJECIE?! Poważnie?
- Słucham?
1994
osiemnastoletnia obywatelka Irlandii Północnej
wychowanka Omegi
- Rezydencja Briarfieldów, słucham?
- Witam, z tej strony dyrekcja Northwood School. Pańska
propozycja została rozpatrzona pomyślnie.
- ŻARTUJECIE?! Poważnie?
- Słucham?
1994
Piętnastego marca przyszła na świat okrągła, różowa istotka. Jej pierwszy oddech nastąpił w małym, przytulnym pokoju o różowych ścianach w prywatnym, Irlandzkim szpitalu Cork. Rodzice i dwójka rodzeństwa nie posiadała się z radości na wieść, że to pierwsza dziewczynka w całej trójce potomków.
- Lacey, masz być blondynką - szepnęła Ruth, karmiąc niemowlę.
2000
Złote włosy leżały rozsypane na satynowej poduszce wokół głowy sześciolatki.
- Zostanę aktorką - rzekła, przerywając starszemu bratu bajkę.
- Wiem, L. Śpij już.
2006
- George Briarfield, w czym mogę pomóc?
- Pragnę donieść, że pańska córka została dziś przyłapana na bójce z inną uczennicą.
jak ktoś, kto pyta wyłącznie z troski.
- Nazwała mnie szmatą - burknęła bez zająknięcia.
Państwo Briarfield wymienili zaniepokojone spojrzenia.
Dziewczyna jest ekstrawertykiem. Lubi być w centrum uwagi. Elokwentna, szczera i uparta do bólu. Jako osoba otwarta, pewna siebie i raczej pogodna, znajdzie wspólny język ze wszystkimi. Chyba, że zajdą jej za skórę... Wtedy dochodzi do głębokiej urazy, często bójek. Jest naprawdę dobra w potyczkach słownych. Ważny jest dla niej honor, czego nauczyli ją rodzice, oraz maniery. Dzieciństwo spędzone wśród wyższych sfer zrobiło swoje.
- Pragnę donieść, że pańska córka została dziś przyłapana na bójce z inną uczennicą.
Dwadzieścia minut później ojciec, który rzucił pracę w diabły wraz z matką zjawili się w prywatnej szkole w Ashfield.
- Dlaczego to zrobiłaś? - rzekła szkolna psycholog, starając się wyglądać jak ktoś, kto pyta wyłącznie z troski.
- Nazwała mnie szmatą - burknęła bez zająknięcia.
Państwo Briarfield wymienili zaniepokojone spojrzenia.
Lacey Briarfield jest szczupłą osiemnastolatką o wzroście metr siedemdziesiąt. Porusza się z gracją i wdziękiem. Pierwsze rzucają się w oczy blond włosy dziewczyny, zaraz potem zwraca się uwagę na piegi zdobiące całą twarz. Interesuje się modą, a skoro dysponuje sporymi finansami, wciela swe pomysły w życie. Kocha szpilki. Zwykle uczniowie nie cierpią mundurków - co dziwne i pełne sprzeczności, Lacey je lubi.
Dziewczyna jest ekstrawertykiem. Lubi być w centrum uwagi. Elokwentna, szczera i uparta do bólu. Jako osoba otwarta, pewna siebie i raczej pogodna, znajdzie wspólny język ze wszystkimi. Chyba, że zajdą jej za skórę... Wtedy dochodzi do głębokiej urazy, często bójek. Jest naprawdę dobra w potyczkach słownych. Ważny jest dla niej honor, czego nauczyli ją rodzice, oraz maniery. Dzieciństwo spędzone wśród wyższych sfer zrobiło swoje.
Okropnie szufladkuje ludzi, z czym stara się walczyć. Dość często nadużywa sarkazmu.
Niesamowicie bystra, w wolnym czasie lubi czytać. Od małego interesuje się też aktorstwem - dzięki temu dostawała główne role w uczniowskich sztukach. Ponadto lubi siatkówkę. W przeciwieństwie do większości bogatych dzieciaków, lubi się zdrowo spocić. Cechuje ją ambicja. Angażuje się w życie szkoły jak tylko może, a potrafi być naprawdę dobrym przywódcą.
[ Ahoj! Karta bardzo, ale to bardzo oględna... Lubię, gdy pewne rzeczy wychodzą na jaw dopiero w wątkach. Zwykle piszę z powiązaniami - nie cierpię sytuacji, gdzie postać chodzi do szkoły trzy lata i widzi kogoś pierwszy raz na oczy przy przypadkowym wpadnięciu na siebie... Chętnie zaczynam. Jeśli macie ciekawe pomysły na wątki, czujcie się zobowiązani do przedstawienia ich c: Do napisania!]
powiązania/znajomości | album | telefon
Spalił mi się zasilacz do laptopa... Jestem dostępna zwykle tylko dwie godziny wieczorem, proszę o wyrozumiałość. Odpiszę jutro.



[ Masz pomysł? ]
OdpowiedzUsuńChann
[ Wąciak? ;>]
OdpowiedzUsuńBrandon
[ cześć, po pierwsze to dyrekcja przydziela do domów, ale skoro już wybrałaś sobie omegę to witamy w omedze ]
OdpowiedzUsuń[ O rany, przepraszam, musiałam przeoczyć ]
Usuń[ Dobry pomysł, coś innego :D]
OdpowiedzUsuńLacrosse był najważniejszym sportem w szkole - przynosił dumę i chwałe placówce, i odznaczał ją spośród innych. Zawodnicy byli traktowani sto razy lepiej niż normalni uczniowie, a mimo to cała szkoła ich szanowała. Brandon uwielbiał ten słodki smak władzy. Mogli robić co chcą, kiedy chcą... Cudowne! Wielkimi krokami zbliżały się eliminacje do mistrzostw, więc rzeczą oczywistą było to, że musieli więcej potrenować. Bez zapowiedzi wkroczyli do sali gimnastycznej - nie interesowało ich to, czy ktoś ma trening czy nie. Brandon przechwycił akurat lecącą piłkę od siatkówki, nie pozwalając zawdoniczce ją odbić.
- Pora na zamianę - wygłosił donośnym głosem i oparł się o siatkę. - Możecie juz iść - dodał z uroczym uśmiechem przyglądając się zdezorientowanym dziewczyną. Co ma taka siatkówka do lacrossa? Zero porównania!
- No już! - dodał widząc, że żadna z zawodniczek się nie rusza.
Brandon
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń[Chętnie. Co powiesz, na coś związanego ze zwierzątkami Bastiana?.. Wiele osób dziwnie reaguje na człowieka ze szczurem w kapturze bluzy, chyba można to wykorzystać :>]
OdpowiedzUsuń[ Ja też nie jestem najlepsza w tych sprawach, ale może: skoro Lacey bez skrupułów szufladkuję ludzi, ma Josha za nadętego, napuszonego aroganta, jednak jest w nim coś co... ją przyciąga? Bo jak opisałam Joshua potrafi czarować ludzi, jako zawodowy flirciarz sprawia mu radochę droczenie się z L, którą jednocześnie denerwuje i pociąga? Może uważać ją za pewnego rodzaju wyzwanie.
OdpowiedzUsuńJeżeli Ci nie pasuje, wszystko można zmienić, jak widać kreatywnością też nie grzeszę...]
Josh
Postanowił zabrać swoje szczury na spacer. Skoro wyprowadza się psy, a niektórzy lubią spacerować z kotami, to czemu nie przechadzać się z gryzoniami? One też potrzebują trochę atrakcji. Zaśmiał się w duchu, prypominając sobie niektóre reakcje ludzi na jego podopiecznych. Cóż, wielu dramatyzowało, wykrzykując, jakie to okropne, obrzydliwe i (o zgrozo!) niebezpieczne gryzonie. Zwierzak, jak zwierzak.
OdpowiedzUsuńWszedł sobie spokojnym krokiem do dormitorium, jak zwykle zignorowany przez większość osób. Osobiście lubił towarzystwo ludzi, tak długo, aż nikt się go specjalnie nie uczepiał, więc chętnie spędzał tam czas, chociażby udając, że czyta jakieś książki lub magazyny. Pozwolił, żeby Arsen i Selen siedzieli sobie grzecznie w jego kapturze. Zwierzaki były na tyle przywiązane do opiekuna, że nie chciały go opuszczać nawet na chwilę, więc siedziały tam sobie grzecznie, rozglądając się po obecnych tam osobach.
Nie zdążył jeszcze znaleźć sobie żadnego pożądnego zajęcia, kiedy usłyszał krzyk. Odwrócił głowę w stronę źródła hałasu i dostrzegł młodą Briarfield. O dziwo, znał ją tylko z nazwiska. Dość szybko zauważył, że blondynka wpatruje się w jego zwierzątka.
- Szczury. – odpowiedział spokojnym, dość cichym głosem. Uśmiechnął się lekko, a Selen zaniepokojony rozgardiaszem przebiegł mu po ramieniu i skulił się w dłoni chłopaka. Ten szczurek był wyjątkowo strachliwy, więc często źle reagował na głośnych ludzi. Pogładził stworzonko kciukiem, żeby je uspokoić.
Bardzo rzadko zdarzały się dni, kiedy zamiast zastępstw zajęcia po prostu przepadały. Ale jednak! Jak najbardziej był to dobry dzień dla Josha. Pomimo szarego niebo i nieco osowiałego nastroju w całej szkole, on chodził wyprostowany z uśmiechem od ucha do ucha, co prawdopodobnie jednych intrygowało, a drugich zaś irytowało.
OdpowiedzUsuńWchodząc do stołówki, bynajmniej nie w celach konsumpcyjnych, rozejrzał się po pomieszczeniu w poszukiwaniu kogoś do towarzystwa. Widząc blondynkę ślęczącą nad książkami, która wcale nie wyglądała na zadowoloną z życia, ruszył w jej kierunku. Usiadł na przeciw niej bez słowa i najwyraźniej nico ją wystraszył. Skrzywił się nieco widząc jak oblewa się herbatą i spojrzał na nią, podnosząc wzrok.
- Ee... Dziękuje. Ale za co?- zapytał, unosząc brwi.- Ja właśnie miałem zamiar wyrazić mój smutek na temat twojej niezdarności albo ewentualnie przeprosić, że tak cię poraził mój widok, ale skoro jest Ci na rękę ten wypadek, to nie ma sprawy- wyszczerzył zęby w uśmiechu.- Jednak nie musiałaś oblewać się herbatą... Jeżeli tak bardzo chcesz pozbawić się koszulki w mojej obecności, wystarczyło poprosić o chwilę sam na sam- powiedział, pochylając się na stolikiem i mówiąc półszeptem.
[ Wybacz to...coś. Poprawię się ;p]
Josh
Uśmiechnął się do niej szerzej. Uwielbiał obserwować, jak ludzie panikowali, a był pewien, że blondynka była co najmniej zaskoczona.
OdpowiedzUsuń- Jak widzisz, pozwolili. - odpowiedział tym samym tonem, podchodząc bliżej. Szczurek szybciutko schował się w jego rękawie, chcąc uniknąć kontaktu z nieznanym mu jeszcze człowiekiem.
- Nie martw się. Nie zrobią Ci krzywdy. - Powiedział rozbawiony i sięgnął dłonią do kaptura, po Arsena. Schował go do rękawa, żeby siedział sobie spokojnie z Selenem, który natychmiastowo się uspokoił. Te gryzonie nie potrafiły żyć bez siebie.
Widział spojrzenie dziewczyny, od którego chciało mu się śmiać. Jak można bać się szczurów?.. No cóż, pewnie tak samo, jak można nie lubić kotów.
[ Jasne, z przyjemnością ; ) jakiś pomysł?]
OdpowiedzUsuńDiana Dixon
UsuńSpojrzał na dziewczynę z pewnym politowaniem, jakby właśnie była pięciolatką umazaną jakiś jogurtem czy czymś w tym guście. Czy ona nie zapoznała się jeszcze z panującymi zasadami? Westchnął, po czym zrobił krok ku niej.
OdpowiedzUsuń- Już nie - odparł wzruszając ramionami, jakby tym samym mówiąc ' nie mój problem ' . - Mamy prawo zajmować salę kiedy tylko chcemy - dodał pewny siebie i swoich racji, ot taki przywilej.
Brandon
Widząc jak się denerwuje oparł się wygodnie, przyglądając jej się z uśmiechem. Kiedy wysyczała jego nazwisko zaintrygowany uniósł brwi.
OdpowiedzUsuń- Nie mam powodu nadwerężać twojej cierpliwości- odparł wzruszając ramionami. Przekręcił głowę na bok i zacmokał widząc, że pogorszyła stan bluzki.- A tak swoją drogą... Nie wiem o jakich podrywach mówisz, ale zawsze dobrze wiedzieć, która mnie pragnie- mruknął i puścił jej oczko, wstając od stołu. Sięgnął do następnego stolika po serwetki i rzucił je przed nią.- Pożyczyłbym Ci moją koszulę, ale boję się, że kobiety rzucą się na mnie widząc tą klatę. Do zobaczenia- powiedział, szerząc się głupkowato i ruszył w stronę drzwi wyjściowych. Ten dzień był coraz lepszy.
Josh
[Hmm..to ze wszystkimi ma się nie lubić? Szkolna jędza xD A w sumie, dlaczego nie. To zaczynam, ale ostrzegam długo nie będzie. Kaszel mnie wymęczy i zabije, ot co!]
OdpowiedzUsuńKończył się właśnie trening cheerleaderek, na którym pokłóciła się ze swoją "najlepszą przyjaciółką", która wszystko wie lepiej, jest w ogóle najmądrzejsza i cacy. Normalnie mucha nie siada. Gdyby mogła to z tej przyjaźni wylałaby na nią wiadro kwasu. By miała wydra za swoje.
Nie żeby Diana należała do najmądrzejszych, ale jakieś tam pojęcie miała. Wkurzały ją stereotypy typu: " o to modelka, na pewno jest głupia i pewnie nie wie ile to jest 2+2", ona byłą przeciętna, ale znała osoby, które po prostu nie dość że były śliczne to w dodatku mądre.
Ale wracając do tematu...
Tak ją wydra wkurzyła, że zrzuciła pompony i poszła do szatni się przebrać. Co jak co, ale nikt nie będzie ją pomiatać, bo takie jak ona to mogły by jej łazienkę czyścić. I gdy jakoś się ogarnęła, zapaliła papierosa - żeby, wiadomo, się od sterować mogła ruszać dalej.
Znowu z uśmiechem na ustach, znowu z marzeniami o podbiciu świata.Jednak radość nie trwała długo, bo na jej drodze stanęła kolejna chcąca czegoś od niej dusza, która z całego serca ją nienawidziła.
- Czego chcesz Briarfield? Wkurzyć mnie tak jak ta wszystko wiedząca? Masz szczęście, jestem nad wyraz spokojna. - Mruknęła teatralnie poprawiając włosy.
Ta popularność...
Kiwnął tylko głową na resztę zawodników, którzy od razu wkroczyli na boisko przerywając rozgrywkę. Och, jak on nie lubił sprzeciwu. Stanął na przeciw Lacey i spojrzał na nią z zacięciem malującym się na twarzy.
OdpowiedzUsuń- Chyba się nie rozumieliśmy. Macie stąd wyjść, natychmiast - powiedział nie bawiąc się już w jakieś miłe zachowanie. Musieli poćwiczyć i koniec. Paru zawodników zaczęło odwiązywać siatkę i zbierać wszystko do magazynu.
- Pozwolisz, że was wyręczymy - dodał z lekkim uśmiechem. Z nim nie było żartów - był kapitanem!
Brandon
[ Ale śliczne zdjęcia :) Jasne, że chcę wątek ;) Jakieś pomysły może? ]
OdpowiedzUsuńBył nią szczerze rozbawiony. Postanowił się blondynce jeszcze poprzyglądać, bo wydawała się ciekawą osobą. Może trochę kłótliwą, ale na pewno całkiem interesującą.
OdpowiedzUsuńPrzemaszerował cicho w stronę jednego z foteli, który akurat stał na przeciw panny Briarfield i zasiadł tam. Oba szczurki niemal natychmiast wyszły z rękawa, aby zasiąść na jego dłoniach.
- Nie potrzebuję popularności. - odpowiedział równie spokojnie, co wcześniej. Postanowił się odrobinę podroczyć. Ponownie wstał z fotela, a oba zwierzątka zaraz wdrapały się na jego prawe ramię. Podszedł do dziewczyny i wyciągnął w jej stronę dłoń, prawą, oczywiście. Oba zwierzątka przysunęły się odrobinę, zaciekawione nowym człowiekiem, którego właśnie miały poznać.
- Naprawdę, nie masz się czego bać. Brzydzić też się nie musisz. - Zaśmiał się cicho, widząc jak dziewczyna panikuje, kiedy szczury pojawiły się tak blisko niej.
Uśmiechnął się zadowolony, że nie zaczęła piszczeć, czy wydawać z siebie żadnych dziwnych odgłosów, które mogłyby zaniepokoić szczurki.
OdpowiedzUsuńWolną dłonią najpierw wskazał na spokojnego, gładko ubarwionego zwierzaka.
- To Arsen, a to... - Wskazał na gryzonia z szarą plamą na grzbiecie, który siedział trochę dalej od pierwszego zwierzątka. - ...Selen. - wyjaśnił i ponownie się uśmiechnął. Przez chwilkę milczał, zastanawiając się nad pewną rzeczą.
- Jeśli chcesz, to spróbuj pogłaskać któregoś. - zaproponował. Przesunął rękę tak, żeby przedramię, na które przeszły szczurki, znajdowało się bliżej dziewczyny.
Uśmiechnął się tylko do niej uroczy, jakby tym mówiąc ' dziękuję ci bardzo, możesz iść'. Dołączył do reszty drużyny, jakoś nie przejmująć się losem biednych siatkarek. Takie występy były dla niego codziennością.
OdpowiedzUsuńPodczas ćwiczeń zazwyczaj należał do tych najbardziej skupionych w całej grupie, na prawdę! Tak, jak na lekcjach nie potrafił odnaleźć swoich myśli, tak tu było zupełnie odwrotnie. Podczas krótkiej przerwy dostrzegł kątem oka znajomą mu dziewczynę. Przybrał wredny uśmieszek, i podszedł do niej spokojnym, 'luźnym' krokiem.
- Przyszłaś popatrzeć, jak wygląda prawdziwy trening? - spytał, albo raczej stwierdził. W końcu był pewny, że inne grupy sportowe w szkole, nigdy przenigdy nie dorównają jego drużynie. Wszyscy uczniowie i nauczyciele to nawet wiedzieli!
Brandon
Kompletnie nie wiedziała o co mogło chodzić tym razem dyrekcji. Dzisiaj naprawdę starała się ubrać najniższe szpilki jakie miała. Może chodziło o dekolt, albo o rozpuszczone włosy na treningu. Kto ich tam wie. To szkoła dla wariatów, a nie dla modelek.
OdpowiedzUsuń- Złotko, nie pouczaj mnie. - Zgasiła papierosa. - Ty to nawet mi butów byś nie mogła czyścić. A co dopiero mówić mi co mam robić. - Wycelowała w nią palec, gdzie na paznokciu można było dostrzec idealnie zrobiony manicure. - Poza tym, koślawo chodzisz w tych butach. Załóż trampki, lepiej będzie dla świata. - Mruknęła będąc naprawdę bardzo miła.
Zawsze zastanawiało ją to dlaczego tylko chłopacy potrafią dostrzec w niej tą miłą stronę.
- Aa i lepiej zapamiętaj tę chwilę. Wnukom kiedyś będziesz opowiadać, że szłaś na dywanik z przyszłą Miss Świata. - Zachichotała jakby to było jakimś wydarzeniem na rangę bardzo ważnego.
Diana