niedziela, 28 października 2012

A message coming from my eyes says leave it alone.


Bethany Foster 
Urodzona 20 września 1994r. w Bradford
Omega

 Drużyna Lacrosse | Kółko Matematyczne | Kółko Plastyczne

– Bethany wiem, że to musi być dla Ciebie ciężkie, ale jestem tu żeby Ci pomóc, nie zaszkodzić. Pamiętaj o tym. Może dla ułatwienia, zacznijmy od samego początku. – Mężczyzna ze skupieniem wpatrywał się w ciemnowłosą dziewczynę, która początkowo błądziła wzrokiem po dyplomach oraz zdjęciach wywieszonych na beżowej ścianie, jednak wyrwana z zamyślenia przez donośny głos terapeuty którego wynajęła jej matka, cholera wie po co, wlepiła w mężczyznę czekoladowe ślepia, lustrując nieodgadnięty wyraz jego twarzy. – Od samego początku, Mark? Założymy, że właśnie tak masz na imię. Mój drogi, nie będę się kłopotać opowiadaniem mojego dotychczasowego życia, bo zapewniam Cię, że nie było w nim nic specjalnie ciekawego. Urodziłam się, żyłam, bawiłam, przyjaźniłam. Jak każda normalna nastolatka, no może z tą normalnością przesadziłam. Mojej rodzinie daleko od normalności. Ale ty to już wiesz, nieprawdaż Mark? Każdy wie. No przynajmniej większość. Tylko ja dowiedziałam się o tym wszystkim ostatnia, ale to żadna nowość. Wiesz jakie to uczucie kiedy ktoś mówi Ci, że dosłownie wszystko, każdy chociażby najmniejszy przedmiot, który posiadałeś, także dom, samochód, nawet ten pieprzony pies, „kupione” zostały za pieniądze z przekrętów firmy twojego ojca. Kto by pomyślał, przykładny obywatel pan Foster był zwykłym oszustem, przez swoją głupotę i pazerność pozbawił tysiące ludzi pracy i sam trafił do więzienia za wielokrotne łamanie prawa. – Prychnęła pod nosem. W połowie wygłaszanego przez siebie monologu, wstała, przechadzając się po przytulnym gabinecie. Dopiero teraz kiedy wypowiedziała ostatnie zdanie z westchnięciem opadła na krzesło, kątem oka zerkając na terapeutę, który długopisem bazgrał coś w notesie. Wywróciła oczyma. Wyglądało na to, że trochę tu posiedzi. Znów zagłębiła się w przemyśleniach, związanych głównie z tym nieszczęsnym dniem kiedy to jej ojciec został aresztowany. Bethany siedziała z nosem w książce, nagle do środka wparowała jej rodzicielka, dziewczyna natychmiast zorientowała się, że coś jest nie tak gdyż jej matka miała spuchnięte i zaczerwienione oczy od płaczu. Kazała ciemnowłosej spakować najważniejsze rzeczy, powiedziała, że muszą wyjechać. Dziewczyna nie mogła powstrzymać się od pytań, przecież miała prawo wiedzieć dlaczego opuszczają miasto. Wtem do posiadłości państwa Foster wpadło trzech czy czterech mężczyzn, ojciec Beth nie widział sensu w ucieczce więc sam ułożył się na podłodze, czekając aż go zakują. Nastolatka zdezorientowana całą sytuacją, próbowała wyciągnąć odpowiedzi od matki, ale kobieta z przejęciem patrzyła jak zabierają jej męża. Do rzeczywistości brązowowłosą przywołał głos terapeuty, patrzył na dziewczynę zdekoncentrowany, dopiero teraz dotarł do niej sens jego słów. – Wszystko w porządku, zamyśliłam się. Może pan kontynuować swój bełkot terapeuty. – Na ustach Bethany uformował się uprzejmy uśmieszek ociekający pozerstwem, ale co tu się dziwić, dla dziewczyny to wszystko było nonsensem, nie potrzebowała pomocy jakiegoś obcego faceta. – Beth... – Zaczął jednak dziewczyna automatycznie przerwała. – Bethany. – Mężczyzna westchnął po czym kontynuował. – Wybacz, Bethany. Rozmawiałem już z twoją matką, myślę, że najlepszym rozwiązaniem abyś mogła pogodzić się z tą ciężką sytuacją, bo zapomnienie nie jest opcją, byłby wyjazd. Nowa szkoła, nowe miasto, nowy początek... – Dziewczyna znów przerwała mężczyźnie, wywracając oczyma. – Jestem dużą dziewczynką, Mark. Poza tym mam wsparcie przyjaciółek. Doskonale wiem, że ludzie w szkole będą plotkować, ale prędzej czy później znajdą sobie nowszą i lepszą sensację. – Nagle w gabinecie rozległ się krótki dźwięk powiadamiający o końcu spotkania. – To tyle na dziś, miło było Cię poznać. Żegnaj, Mark. – Dziewczyna uśmiechnęła się subtelnie po czym pośpiesznie wyszła. 


Gdy Bethany raz wyda opinie lub podejmie decyzje, nie sposób ją od niej odwieźć. Preferuję działać niezależnie. Przytłaczają ją terminy oraz konieczność liczenia się z jakimkolwiek regulaminem. Wtłoczona w schemat ścisłych reguł czuję się jak schwytana w klatkę  dusi się i natychmiast zaczyna główkować jak się z tego wszystkiego wydostać. Sprawia wrażenie zdystansowanej oraz sceptycznej, ale pozory mylą. Brązowowłosa nie potrafi zaufać do końca, tym bardziej jak wyczuję choćby cień nieuszanowania w stosunku do swojej osoby. Jest indywidualistką, odznacza się niezależnością w poglądach, odrębnością, a przede wszystkim potrzebą swobody myślenia i postępowania w sposób odbiegający od ogólnie przyjętych wzorów. Jest osobą bezpośrednią oraz szczerą, często zapomina ugryźć się w język. Rzadko kiedy bierze pod uwagę rady osób postronnych, preferuje własne pomysły i rozwiązania. Zawsze zaciekle broni swych praw do samostanowienia i niezależności, potrafi przy tym zadziwić przemyślną argumentacją oraz przewrotnym rozumowaniem. W towarzystwie zwraca uwagę oryginalnym, nieco sarkastycznym poczuciem humoru. Lepiej nie wdawać się z dziewczyną w sprzeczkę o poważnym dla niej tle, gdyż w otwartym konflikcie potrafi  „pójść na całość ” i nie przebiera wtedy w słowach i czynach. Beth nie zabiega o niczyją sympatię, obraca się wyłącznie w lojalnym towarzystwie. Lubuje się w zaciętych dyskusjach, szanuje osoby, które mają coś do powiedzenia. Nie lubi ludzi wulgarnych i ulegających prymitywnym popędom, omija każde głośne towarzystwo szerokim łukiem. Dziewczyna często pakuje się w kłopoty, podobnie jak ojczulek łamanie prawa przychodzi jej naturalnie jednak zazwyczaj z wszelkich tarapatów wychodzi bez najmniejszego szwanku. Wbrew pozorom jest sympatyczną choć specyficzną osóbką, która za przyjaciółmi zawsze stoi murem. 


  • Odkąd pamięta jej ucieczką od wszelkich problemów było malowanie. Zamykała się w lokum, zakładała słuchawki na uszy i kreśliła abstrakcyjne kształty na kartce papieru. Przenosiła się w lepszy świat, który utworzyła w głowie aby zapomnieć o przykrych przeżyciach. Cały rytuał wszedł jej w nawyk, do dnia dzisiejszego traktuje to jak odskocznie od codziennej szarości. Potrafi siedzieć tak godzinami, nie zwracając najmniejszej uwagi na rzeczywistość.
  • Jej największym skarbem jest – motor Ducati 848 Cameo, który dostała od ojca na osiemnastkę. Przechowuje go w garażu w miasteczku Northwood.
  • Jest umysłem ścisłym dlatego też uczęszcza na kółko matematyczne oraz pobiera nadprogramowe lekcje z biologii oraz chemii.
  • Jej jedynym uzależnieniem jest kawa bez której nie potrafi poprawnie funkcjonować w ciągu dnia dlatego w torebce zazwyczaj nosi kubek termiczny z gorącym napojem.
  • Kolekcjonuje filmy z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych.
  • Jest naturalnym mistykiem w sposobie postrzegania świata.
  • Jest biseksualna. 

[Witam wszystkich. Karta byle jaka, ale wiadomo szkoła potrafi skutecznie odebrać wszelką wenę twórczą. Na wątki i powiązania jestem zawsze chętna. Stosuję się do zasady - ja wymyślam, ty zaczynasz. I na odwrót. Wizerunku użyczyła Anna Speckhart. Karta z pewnością będzie wielokrotnie poprawiana.]

45 komentarzy:

  1. [o, jest i moja Beth! Jak milusio. Mam nadzieje, że masz ochotę na wątek z Court :D]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Zacząć z chęcią zacznę, gorzej z pomysłami. Może Ty masz jakiś? Jak nie to włączę swoje szare komórki i postaram się coś wymyślić :D]

    OdpowiedzUsuń
  3. [Jak dla mnie fajny pomysł, dlatego nie pozostaje mi nic innego, jak wcielić go w życie :D]

    Odwiecznie pytanie, dlaczego zakazany owoc smakuje najlepiej? Choć Courtney dane było zasmakować owego owocu, którego najbardziej pragnęła, nigdy nie znalazła sensownej odpowiedzi na nurtujące jej pytanie. Odkąd sięgała pamięcią zawsze marzyła o Brandonie. Pamięta tą chwilę bardzo dokładnie, jakby miała miejsce wczoraj. A ten uśmiech, którym zawsze ją witał.. Ale dziewczę musiało zejść na ziemie, bowiem był chłopakiem jej przyjaciółki. To zdrowo popieprzone zważywszy na fakt iż Courtney i Chantal się przyjaźnią. Był tak blisko niej, jak na wyciągnięcie ręki, a z drugiej strony tak bardzo daleko.. Courtney była uwięziona pomiędzy tym co wie, a tym co czuje - myślenie w łóżku wcale nie sprawiało jej przyjemności. Było grubo po północy, a ona dręczyła się z wyrzutami sumienia, z myślami, że znowu wszystko robi źle. W jej głowie wysypała się lawina przekleństw na jej osóbkę. Nienawidziła siebie pod tym względem i wiedziała, że musi wyznać Chantal prawdę. Tylko jak? Doskonale wiedziała, że jeżeli to uczyni, będzie koniec. A do tego nie chciała dopuścić. Cóż, niezaprzeczalnie, utknęłaś w bagnie, Courtney.
    Nie zważając na to, że jest cisza nocna, dziewczyna wyszła ze swojego pokoju i na paluszkach aby nie została przypadkiem zauważona przez jakiegoś nauczyciela skierowała się ku górze, stawiając delikatnie stopy na drewniane deski aby przypadkiem nie zaskrzypiały pod jej ciężarem. Jej nogi poprowadziły ją na strych, gdzie miała zwyczaj usiąść wygodnie na sofie i rozmyślać nad wszystkim. Z reguły nikt tam nie przychodził, więc czuła się bezpiecznie. Tak jakby te miejsce stanowiło dla niej azyl. Po części i tak było. Kiedy jej lazurowe tęczówki napotkały się na jej przyjaciółkę Bethany, nie ukryła swojego zaskoczenia, a jej mina dokładnie mówiła, że nie spodziewała się tutaj. Courtney poczuła się, jakby ktoś przyłapał ją na gorącym uczynku. Mimo to przywołała na swoją twarz ciepły uśmiech, mając nadzieje, że Beth niczego nie zauważy.
    - Cześć, Bethany. Znowu romansujesz z matematyką? - Zapytała blond włosa, starając się by jej głos nie zadrżał, co było trudne zważywszy na to, że pod jej powiekami gromadziły się łzy, które tylko czekały żeby wyjść na zewnątrz.

    OdpowiedzUsuń
  4. [ pomysł jakiś masz? ]

    Channel

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Haha gratuluję!:D Hm... więc Brandon ma romans z Courtney, w której podkochuje się Bethany, którą jest zainteresowany jego przyjaciel xD. Jakieś tam powiązanie jest, tylko na razie obydwie sprawy tak jakby nie ujrzały światła dziennego jeszcze xD. W sumie to dość pogmatwane, ale ciekawe... Niestety, jak na razie nie mozemy z tego nic zlepic, chyba ze ty masz jakis pomysl? Bo nad czyms innym trzebaby było się zastanowic ;D.]

    Brandon

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Dobry pomysł! Zacznę :D]

    Brandon właśnie skończył męczący trening lacrossa. Szedł spokojnym krokiem gwiżdżąc pod nosem nieznaną melodię. Oczywiście niebyłby sobą jeśliby nie zahaczył po drodzę o szatnie dziewczyn. Cóż, był kobieciarzem, lubił korzystać z tego, że podoba się płci przeciwnej, w końcu kto by nie korzystał? Jednak dziś była ona zupełnie pusta - no prawie. Na jednej z drewnianych ławek siedziała Bethany wiążąc swoje buty. Brandon oparł się o framugę drzwi i uśmiechnął się cwaniacko pod nosem.
    - Dziwię się, że dziewczyny nie mają jeszcze nic przeciwko temu byś się z nimi przebierała - mruknął na tyle głośno by go słyszała. Lekko drgnęła, więc chyba wystraszył ją jego głos. Do dziś pamiętał dzień, w którym oburzona i rozgorączkowana Chantal wkroczyła do jego pokoju z wiadomością, że Beth podkochuje się w Courtney. Z jednej strony jak każdemu chłopakowi - podobała mu się myśl o lesbijkach, ale drugiej...Przecież to była dziewczyna, z którą on się spotyka! No może nie oficjalnie, a jednak... A po za tym wiedział, że jego przyjaciel chciał się zakręcić koło Bethany. I cóż... nie spodziewałby się, że takie coś ma w ogóle miejsce. Po protu był zaskoczony, a jako, że z dziewczyną za sobą nie przepadali, to mógł jej z tego powodu podogryzać, prawda?

    Brandon

    OdpowiedzUsuń
  7. Dopiero po chwili do Courtney dotarło iż przyjaciółka coś do niej mówi. Potrząsnęła delikatnie głową, chcąc wyrzucić wszelkie myśli, które chodziły za nią przez cały dzień. Przez to wszystko nie potrafiła się skupić na niczym, nawet na banalnej rozmowie z przyjaciółką, więc nie dziwota iż Bethany od razu połapała się, że jest coś nie tak. Prosser nigdy nie posiadała zdolności aktorskich, a to, że jest smutna, nawet ślepiec by zauważył. Zauważywszy, że cały czas stoi, usiadła obok przyjaciółki, nabierając świeżego powietrza do płuc. Miała cholerną ochotę opowiedzenia przyjaciółce wszystkiego, ale nie mogła tego zrobić. Przez dłuższą chwilę milczała, zastanawiając się nad odpowiedzią. Spojrzała na ciemnowłosą, w głębi duszy ciesząc się iż ma kogoś tak wyjątkowego przy sobie.
    - Hm.. Jakby to powiedzieć. Utknęłam w wielkim bagnie i trudno będzie z niego wyjść - Mruknęła, zniżając swój głos do niemalże szeptu. Wzruszyła ramionami w geście bezradności. - Ale nieważne. Mów co u Ciebie? - Dodała, unosząc w zaciekawieniu jedną brew ku górze. Miała nadzieje, że Bethany da sobie spokój i nie będzie się dalej wypytać, bowiem Courtney czuła, że jeszcze chwila i powie całą prawdę.

    OdpowiedzUsuń
  8. [Ano Gallows Pole. Jedna z moich ukochanych piosenek Led Zeppelin ;)
    Nim zacznę niepotrzebnie się zastanawiać powiedz-masz pomysł na owo "ciekawe powiązanie"?]

    Oliwer Smith

    OdpowiedzUsuń
  9. [Przynam że przeczytałam kartę, i bardzo mi się podoba, tak też proszę o wątek, może jakieś powiązanie, miałabyś jakiś pomysł, na nie?]

    OdpowiedzUsuń
  10. Bethany wśród przyjaciółek jego dziewczyny należała do tych najbardziej kreujących się na chłopaka. To znaczy była typem ' nie obchodzi mnie to co o mnie myślą'. Jak dla Brandona była to gówno prawda. Owszem widział w niej pewien potencjał, parę razy nawet potrafił stwierdził, że wygląda całkiem ładnie, ale... I tak za nią nie przepadał. Za to zaintrygowała jego najlepszego przyjaciela, więc w miarę jak potrafił starał się jej aż tak nie dogryzać. W końcu oboje pomagali sobie w 'zdobywaniu'. Spojrzał na nią,a jego złośliwy uśmieszek nie schodził z twarzy.
    - Może by na ciebie działał, gdybyś nie była lesbijką co? - powiedział prosto z mostu. Chciał żeby wiedziała, o tym, że on wie. Może i potem pokłóci się z Chantal, ale... jakoś go to nie obchodziło. Chciał jej dogryźć, tak jak ona mu. Zawsze musiał mieć nad wszystkim kontrole, nie da się stłamsić. Widząc zmagania dziewczyny wywrócił oczami i podszedł do drzwi. Na początku pewnym ruchem pociągnął za klamkę. Drzwi nie drgnęły. Zaczął ciągnąć co raz mocniej - nic.
    - Bardzo śmieszne Ha ha ha - powiedział sztywno odwracając sięwjej stronę. - Otwieraj je, spieszę się - dodał z przesłodzonym uśmiechem. Myślał, że dziewczyna robi sobie z niego żarty, by bardziej mu goryźć. Skrzyżowal ręce na klatce piersiowej i intensywnie się w nią wpatrywał czekając.

    Brandon

    OdpowiedzUsuń
  11. Dobrze wiedział, że ta informacja wypływająca z jego ust wzbudzi w dziewczynie negatywne emocje. Ale nie powinno jej to dziwić, w końcu Chantal mówiła mu prawie o wszystkim. Spodziewał się, że Beth będzie starała się ukryć swoje... no nie wiem... zszokowanie pod maską hardości. On za dobrze znał takie numery by się nabrać, więc gdy podeszła do niego z chęcią mordu, wcale nie zrobiło to na nim większego wrażenia. Prychnął pod nosem wyraźnie wyśmiewając jej groźbę. Z jednej strony ta cała sprawa wcale go nie dotyczyła, z drugiej nawet bardzo... Na razie nie zamierzał nikomu nic powiedzieć. Co by mu to dało? Ale i tak czy siak nie wierzył w jej zemstę.
    - Wiem słyszałem - odparł krótko - Courtney - skwitował z prześmiewczym wyrazem twarzy. 'Jego' Courtney. Wciąż nie mógł uwierzyć. W pewnym sensie go to nawet bawiło. Wszystko było takie pokręcone i z jednej strony chore, że aż chcialo się po prostu śmiać.
    - Wiesz przecież, że to nie wyjdzie - dodał z wyraźną chrypą w głosie nawet na nią nie patrząc i podszedł do drzwi. Zaczął je szarpać, oczywiście na nic. Ani drgnęły. Na szczęście żył nadzieją, że ich ukochany trener lub woźny przejdą się po szatniach przed zamknięciem.

    Brandon

    OdpowiedzUsuń
  12. [O, dziękuje za pozytywną opinie. Cieszę się, że się podoba :*
    Co do powiązań, jestem gotowa na wszystko. Lubię ciekawe i skomplikowane relacje między postaciami.
    I teraz jeszcze tylko takie małe pytanie: dysponujesz może jakimiś pomysłami? :)]

    OdpowiedzUsuń
  13. [Oczywiście, jak najbardziej się skuszę, na jedno i drugie :) W takim razie, masz może już jakiś pomysł? Czy zrobimy burze mózgów i razem coś ciekawego wykombinujemy? :)]

    OdpowiedzUsuń
  14. Uderzył jeszcze raz zrezygnowany pięścią w twarde jak skała drzwi. Oprócz guzów nic to mu nie dało. Chodził po całej szatni, co rusz wymyślając nowe sposoby na wydostanie się. Niestety jeden był głupszy od drugiego. W takim małym pomieszczeniu nie ma za wielkich możliwości. Odwrócił się w stronę dziewczyny, a na ustach niezmiennie mieścił się ten cwaniacki uśmiech. Był pewny, że doprowadza on Bethany do szału, zresztą, jak większośc osób, z którymi ma jakieś tam konflikty. Może i nie był jakiś wielce z siebie dumny, ale podobała mu się wiedza jaką posiadał. W końcu kiedyś mu się przyda, a na pewno już nie zaszkodzi! Zaśmiał się rozbawiony ze wzmianki o ' zdradach '.
    - Wiesz, nie wiem czy podkochiwanie się w przyjaciółce, którą znasz od... zawsze, u której nocowałaś, może i nawet przebierałyście się w jednym pokoju jest sprawiedliwe. - powiedział kpiąco - Raczej trochę... dziwaczne - dodał unosząc jedną, a opuszczająć drugą brew marszcząc przy tym oczy. Myślała, że nic złego nie robi, jednak to co faktycznie robiła było cóż... nie do końca normalne. Ominął już tekst o zdradach, olał go dosłownie. Nie musiał się przed nią tłumaczyć, nie musiał tego przed nikim robić. Prychnął słysząc ostatnie słowa dziewczyny.
    - A co ktoś musiał tobie zrobic, skoro masz fantazje erotyczne o własnej przyjaciółce? - odparł pytaniem na pytanie robiąc dokładnie taki sam przesłodzony uśmiech, jak ona. Ooo tak, uwielbiał wykorzystywać swoją wiedzę.

    Brandon

    OdpowiedzUsuń
  15. [Właśnie tak czytam kartę i próbuje znaleźć jakiś sensowny punkt zaczepienia. Zauważyłam informacje o tym, że Beth jest biseksualna. Proponowałabym jakąś wzajemną, no nie wiem... fascynacje? Dla Livi byłoby z pewnością to nowością i jednocześnie wielkim zaskoczeniem, ponieważ ona w tych sprawach jest kompletnie zielona. Ale żeby nie było tak łatwo, trzeba byłoby sytuacje bardziej pokomplikować. Co ty na to? :)]

    OdpowiedzUsuń
  16. [Oj, dobrze wiem, jak to jest, bo aktualnie od wczoraj sama choruję :) W takim razie, hm...na razie nie udało mi się dostrzec pomiędzy postaciami rażącego podobieństwa, poza tym, że obie pasjonują się malarstwem. Może coś w tym kierunku?]

    OdpowiedzUsuń
  17. Oparł się o ścianę z uniesioną brwią przysłuchując się monologowi dziewczyny. Prychnął głośno i donośnie, co zresztą często się zdarzało w rozmowie z nią. Zawsze, ale to zawsze, kiedy ktoś już mu się sprzeciwiał była jakaś dziewczyna próbująca pokazać, że jest nad nim górą, i ma go gdzieś. Znał ten schemat na pamięć. Podparłsię nogą badawczo przyglądając się dziewczynie.
    - Kogo próbujesz oszukać? - prychnął po raz setny - Miłość, czy też zauroczenie składa się również z pociągu fizycznego, więc proszę nie udawaj, że ty jesteś jakaś inna - odparł dość poważnym tonem. Wymądrzała się, oceniała go, choć praktycznie nic o nim nie wiedziała. Jedyne co mogła powiedzieć to to, że jest z jej przyjaciółką. Skąd mogła wiedzieć czy nie wie co to miłość? Nie mogła!
    - I nie wiem skąd zabrałaś sprawę ze zdradzaniem, bo jakoś sobie nic nie przypominam - burknął chłodno. Na pewno by się do tego w życiu nie przyznał. Nawet jakby sprawa wyszła na jaw to by wymyślał, jak mógł. Nie ma dowodów - nie ma sprawy. Zresztą mało kto ze szkoły odważyłby się cokolwiek o tym mówić. Żyli ich życiem, plotkowali, ale nie potrafili nic powiedzieć na głos. Uniósł brew i spojrzał na dziewczynę trochę zażenowany.
    - Niezła robota, prawie rozwaliłaś te drzwi - odrzekł z wielką dozą ironii. Wiedział, że o tej godzinie mogą już się nie spodziewać niczyjej pomocy. Jedyną deską ratunku było okno, które cóż... znajdowało się dość wysoko. Ale co to dla Brandona?
    - Nie wiem, jak ty, ale ja stąd spadam - rzucił kierując wzrok w stronę otworu. Widział, że dziewczynie coś się stało w nogę, ale miał zrobić? Nie myślał, ze jest na tyle głupia by posunąc się do takiego aktu desperacji.
    -Jeśli mnie poprosisz mogę ci również pomóc - powiedział słodkim głosem z przeuroczym uśmiechem nachylając się delikatnie nad Bethany.

    Brandon

    OdpowiedzUsuń
  18. Courtney objęła spojrzeniem ściany, poniszczone kawałki płótna, puste i zakurzone pułki na książki. Nieznośny tik-tak dudnił w jej głowie, nawołując chore złudzenia na ekraniki, tuż pod jej powiekami. Dlaczego wciąż uparcie powraca do tego miejsca? Dlaczego wszyscy działali tak zgranie oddając skrawki własnego bytu na jej konsystencje? Dlaczego nie pozwolono jej umrzeć przy urodzeniu? Drażniący był fakt, że na żadne z tych pytań nie potrafiła sobie odpowiedzieć, jedynie mogła snuć domysły odkopując zasnute bólem przeżycia. Czyżby z natłoku spraw, problemów, jej serce już pękło? Potrząsając ledwie zauważalnie głową wytrząsnęła z niej natłok myśli na powrót skupiając się na tym, w jakiej sytuacji się znalazła. Pragnęła tylko o jednym, by wszystko nabrało sensu. Czy to naprawdę stanowi tak wiele? Czy naprawdę prosiła o zbyt wiele? Słysząc kolejne zdanie, które wyleciały z malinowych ust brunetki, Courtney z powrotem wróciła do świata żywych. Westchnęła bezgłośnie, zastanawiając się, jak to wszystko ubrać w słowa, przecież nie mogła wyskoczyć "Hej, wiesz co? Ja i Brandon mamy romans, tylko nie mów nic o tym Chantal, okej?" Pokręciła ponownie głową, czując się jeszcze bardziej żałośniej niż na początku.
    - Oh, chciałabym przeskrobać coś takiego niżeli to do czego się przyczyniłam - Powiedziała cicho, kręcąc z niesmakiem głową. Kolejne słowa Bethany wywołały u dziewczyny chwilową radość, a w jej głowie od razu pojawiły się obrazy z tamtych czasów. Tak, zdecydowanie to były dobre czasy. Niejednokrotnie Courtney chciała do nich wrócić niż zasypiać z wyrzutami sumienia. - Tak! Doskonale pamiętam. Nie mogłam patrzeć na jej ohydnie obcisłe różowe bluzki. Brakuje mi tych czasów.. - Dodała, wpatrując się swoim przenikliwym spojrzenie w Bethany.

    OdpowiedzUsuń
  19. [Nie, nie. Mi się właśnie bardzo ten pomysł podoba! Z tym, że Livi na pewno będzie przerażona i do końca nie zaakceptuje całej tej sytuacji, więc tutaj dojdą jeszcze małe dramaty. Ogólnie możemy zacząć już od momentu, w którym mają się poznawać. Będzie ciekawiej :)]

    OdpowiedzUsuń
  20. Westchnął tylko przeciągle. Nie miał zamiaru się z nią spierać, udowadniać, że to co on mówi jest szczerą prawdą. Uważał, że tylko bardziej by się pogrążył. W ogóle nie lubił o tym mówić, nie chciał o tym myśleć, bał się, że przez to wzbudzą się nim jakieś wyrzuty sumienia i znienawidzi sam siebie, a tego by nie zniósł. Dlatego tak rzadko zastanawiał się nad czymkolwiek, nigdy nie starał się szukać głębszego sensu, żył z dnia na dzień. Nie martwił się na zapas, bo po co? Wzruszył tylko ramionami słysząc jej słowa, i z beztroskim uśmiechem zaczął sobie powoli iść w stronę okna, pogwizdując wesoło. Wiedział, że jest skazana na niego, i w końcu się złamie. Zaśmiał się tylko, słysząc jej słowa.
    - Już nie jesteś taka niezależna? - odwrócił się i zrobił smutną minkę, wybuchł jeszcze raz gromkim śmiechem, po czym bez wahania podszedł do brunetki i wziął ją na ręce.
    - Czekaj, czekaj... Chyba nie usłyszałem magicznego słowa? - przymrużył oczy patrząc na dziewczynę z miną ' na głupka ' . Jak już miał okazję to ją trochę podręczy, w końcu drugi raz może się to nie przydarzyć!

    Brandon

    OdpowiedzUsuń
  21. [Pomysł, oczywiście, mi się podoba :) Jednak jeśli to ja mam zacząć, to zrobię to dopiero jutro, bo teraz raczej nie wyjdzie mi z tego nic sensownego. Gorączka czasami potrafi dobić :)]

    OdpowiedzUsuń
  22. Livi od pewnego czasu dziwnie się zachowywała. Dziwnie w tym sensie, że nie potrafiła na niczym skupić uwagi, ciągle bujała w obłokach, a jakby tego było jeszcze mało - strasznie się wyciszyła. Oczywiście w jej przypadku takie chwilowe zmiany nastroju nie zwiastowały niczego niepokojącego. Z drugiej jednak strony po raz pierwszy czuła się tak dziwnie i niezręcznie, kiedy zerkała w kierunku Bethany Foster, siedzącej w ławce na lewo. Początkowo ignorowała rumieńce, dziwny uścisk w żołądku czy głupie myśli. Ale później było już znacznie gorzej. I czuła się z tym okropnie. Przecież nigdy nie podejrzewała siebie o skłonności biseksualne. Miała przecież dużo koleżanek. I na żadną z nich nie reagowała w podobny sposób.
    Projekt miał się rozpocząć dzisiejszego, pięknego popołudnia. Rudowłosa z jednej strony wydawała się strasznie podekscytowana jego rozpoczęciem. Kochała poznawać ludzi, zagłębiać się w ich psychikę oraz wciągać na wierzch głęboko ukryte sekrety. Opanowała tę sztukę niemal do perfekcji jeszcze będąc dzieckiem, mimo to entuzjazm opuszczał ją po chwili. Czuła się, co najmniej głupio. Głupio, bo nie powinna myśleć w ten sposób o dziewczynie znanej jedynie z widzenia.
    Chociaż pogoda nie przedstawiała się najlepiej, umówiły się w parku. Najbardziej praktycznym miejscu w pobliżu gmachu szkoły. Naturalnie Livi zjawiła się kilka minut wcześniej, jak to miała w zwyczaju. Przezorny zawsze ubezpieczony - zwykła mawiać z rozbawieniem. Nucąc melodie ulubionej piosenki, stukała ołówkiem o notes wzięty tak na wszelki wypadek.

    [O matko, jakie to beznadziejnie głupie ;< Cóż, najwidoczniej nie mam talentu do zaczynania. Wybaczysz?]

    OdpowiedzUsuń
  23. [Miło, że już ktoś od razu napisał. Wątek to interesująca propozycja, jednak ani do niego, ani do powiązań nie mam pomysłów -.-', chociaż wyczytałam, że lubi się pakować w kłopoty to może coś związanego z tym.]

    Gabriel de Sade

    OdpowiedzUsuń
  24. Spojrzał na nią spod uniesionej brwii, po czym pokręcił głową. Mógł ją jeszcze pomęczyć, mógł wymusić od niej to głupie prosze, mógł, i na pewno by mu się to udało. Niestety spieszył się, i pomyślał, że ten raz już jej odpuści. To nie w jego stylu , ale jak mus to mus. Przecież ma na nią coś o wiele gorszego, co mogłoby jej bardziej przysporzyć kłopotów... Tym zajmie się jednak później. Stanął na ławce, by mieć lepszy widok na okno. Przełożył ręce tak, by trzymać dziewczynę tylko jedną z nich, a drugą starał się otworzyć okno. I tu powtórzyła się sytuacja z drzwiami - nie chciały się otworzyć. Myślał, że zaraz wybuchnie. Szarpał się tą jedną ręką ledwo utrzymując równowagę. I nagle poleciał do tyłu wraz z otwierającym się oknem. Dziewczyna wylądowała wbijając się wprost w jego brzuch, na co tylko jęknął.
    - Ile ty ważysz dziewczyno? - mruknął przeciągle przez chwilę siedząc jeszcze na zimnej posadzce. Po chwili podparł się jedną ręką i wstał znów trzymając brunetkę.
    - Masz u mnie ogromny dług pani Lesbijko - mruknął akcentując ostatni wyraz. Teraz akurat miał wielką ochotę jej podokuczać. Znów wszedł na ławkę, uniósł Bethany jeszcze wyżej starając się przecisnąć ją przez nie za duże podłużne okno. Pozostawił ją w pozycji siedzącej, po czym sam wdrapał się po ścianie i wreszcie wyszedł z szatni. Od razu poczuł zmianę powietrza.
    - To co? Teraz dasz już radę sama? - spytał śmiejąc się pod nosem. Doskonale wiedział, że dziewczyna nie może chodzić, ale cóż, nadal ją męczył.

    Brandon

    OdpowiedzUsuń
  25. Wzruszył ramionami z miną istnego niewiniątka. W tym momencie mógł wyglądać jak jakiś dziesięciolatek, który próbuje ukryć przed mamą, że zbił wazon. Zaśmiał się donośnie i przeczesał otwartą dłonią swoje jasne włosy. Spojrzał jescze raz w dół wprost na dziewczynę z małą iskierką w oku. Może i to było dziwne, i nie całkiem normalne, ale dużo rozrywki dostarczało mu dokuczanie innym. Dla niego była to po prostu zabawa, ale nie był pewien czy to działa w dwie strony.
    - No cóż, muszę przyznać, że przysporzyłaś mi trochę rozrywki - powiedział z za uroczym uśmiechem. Pokręcił z rozbawieniem głową i ukucnął koło dziewczyny.
    - To co? Może teraz ładnie poprosisz? - spytał wciąż spoglądając na nią minką na aniołka, oraz dozą wyczekiwania. Tym razem na pewno łatwo nie odpuści. Raz już jej pomógł bez niczego, ale drugi raz już nie pójdzie tak łatwo, o nie!

    Brandon

    OdpowiedzUsuń
  26. [Cześć, pewnie, że się skuszę. Co do pomysłów, może Beth spędzałaby dzień na malowaniu, a Chantal zakłóciłaby jej samotność, chcąc spędzić z nią trochę czasu, ewentualnie Beth mogłaby udzielić kilku lekcji matematyki pannie Meredith. Wiem, nic nadzwyczajnego nie wymyśliłam, ale moja kreatywność jest dziś równa zeru.]

    Chantal Meredith

    OdpowiedzUsuń
  27. Jak, ona nie lubiła tego żałosnego sportu, cóż, zapewne iż nie fakt że jest to gra aż tak drużynowa, to by ją polubiła. Jednak ona mało jaki sport, oprócz pływania lubiła. Wtem, gdy siedziała, niechętnie na trybunach dwie, zawodniczki, zaczęły jakąś walkę. Dać im toporki i siekierki i było by zabawniej. Mimowolnie się uśmiechnęła, jednak przestała, gdy do jej nosa doszedł zapach tytoniu. Ktoś tu pilił? W towarzystwie nauczycieli, nie mogła się oprzeć, dlatego szybko zeszła z trybun i idąc za zapachem, doszła pod nie. Tam właśnie zauważyła dziewczynę. Kojarzyła ją, choć ona zapewne nie kojarzyła jej. Co, tam najwidoczniej, była na tyle pewna siebie by palić. A to się jej podobało.
    - Masz może ognia?- zapytała, wyciągając z kieszeni paczkę fajek. Od dawna nie paliła, a to była świetna okazja.
    -

    OdpowiedzUsuń
  28. O tym nie wiedział i tego nie planował. Popołudnie spędzone w typowej "kozie uczniowskiej" zwanej po prostu aresztem. Pilnowanie uczniów nie dość, że na zajęciach by się nie pozabijali to jeszcze coś takiego. Drugi raz w ciągu dwóch tygodni wypadał jego dyżur w sali, gdzie uczniowie odbywali karę. Usiadł wygodnie na krzesełku stawiając przed sobą butelkę z wodą mineralną.
    W drzwiach stanęła dziewczyna, którą kojarzył już z poprzedniego pobytu. Wtedy nie była sama, jednak dziś oprócz niej nikt nie wszedł do sali.
    - Panna ... zamilkł próbując przypomnieć sobie nazwisko by zapisać je w specjalnym notatniku - Proszę przypomnieć nazwisko - westchnął poddając się i odpuszczając myślenie nad tym. Właściwie był już po pracy, za godzinę mógł opuścić szkołę i ruszyć do knajpki na coś do jedzenia.
    - Za co tym razem? - podniósł wzrok znad kartki i skinął głową wskazując by wybrała sobie miejsce siedzące.


    Gabriel

    OdpowiedzUsuń
  29. [ Hmmm... Hmmm... Jasne, że mam ochotę na wątek! Mogę nawet podrzucić pomysł na rozpoczęcie ^^ A więc, Charles jest nowy w szkole i dopiero "uczy się" życia w tym otoczeniu. Jeszcze nie jest poinformowany o problemach Beth jakie zaistniały w jej rodzinnym życiu, więc będzie dla niego wielkim szokiem, gdy będzie jednym z obserwatorów wyśmiewania się z niej. Może by tak stanął w jej obranie, czy coś... ? Na czy, tak sobie pomyślałam... Ale jeśli nie, to okey, zaproponuj coś sama, a ja z chęcią zacznę ^^]

    OdpowiedzUsuń
  30. [ Hmm... Zgodzę się na Twój pomysł, mimo iż wolę ostre konfrontacje pomiędzy ludźmi. Muszę jednak przyznać, że Twój pomysł brzmi sensowniej i jest bardziej rozbudowany ^^ Więc kto zaczyna. Ja, czy może Ty masz ochotę? :D ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [ Kurczę, znów zapomniałam... U góry karty Beth masz napisane "kółko matematyczne", a zaraz potem samo "kółko". Nie wiem, czy zwróciłaś na to uwagę, więc tak napomknę :d]

      Usuń
  31. Sytuacja Bethany była o tyle łatwiejsza, że dziewczyna przynajmniej wiedziała o swojej odmienności, choć nikomu o niej nie mówiła, natomiast drobna rudowłosa Livi, cóż… Ona nie mogła powiedzieć tego samego o sobie. Nie dość, że w kontaktach damsko-męskich była niewątpliwie kompletnie zielona, to i jeszcze czuła pociąg fizyczny do przedstawicielki tej samej płci, mimo że nigdy wcześniej nie zdarzyło jej się nic podobnego. W sumie jakby nie patrzeć to nie był też czysty pociąg. Raczej cicha fascynacja skrywająca za sobą coś głębszego i zdecydowanie trudniejszego do sprecyzowania. Aż czuła się z tą myślą niezręcznie, chociaż pewności siebie nigdy jej nie brakowało.
    Cóż, Statham chyba nigdy nie zastanawiała się otwarcie nad tematem orientacji seksualnej, bowiem myślała, że ten tak naprawdę jej nie dotyczy. Generalnie dalej nie była przekonana czy przypadkiem nie ma omamów, bo to wszystko zdecydowanie do niej nie pasowało. Nie pasowało, bo pasować nie mogło. Nawet, jeśli w jej pokrętnej logice nie dało się dostrzec żadnego sensu.
    Poznanie starszej o rok koleżanki strasznie ją ekscytowało. Chciała wiedzieć o niej dosłownie wszystko. Naprawdę czuła taką wewnętrzną potrzebę i co najlepsze nie potrafiła się jej w żaden sposób oprzeć.
    Podniósłszy się z miejsca, delikatnie uchwyciła Beth za dłoń. Nie wyglądała na zaskoczoną, prędzej na zdezorientowaną, ponieważ nie wiedziała, co ta znowu wymyśliła.
    - Możesz mi, chociaż wyjaśnić, co ci się nie podoba w moim notesie? - spytała rozbawionym tonem głosu, zrównując z nią kroku. Kątem oka śledziła reakcje ciemnowłosej, jak to miała w zwyczaju.

    [Daj spokój. Wcale nie jest tak źle! :)]

    OdpowiedzUsuń
  32. Wybuchnął gromkim śmiechem widząc nie mogącą sobie poradzić dziewczyne. Była wręcz skazana na niego i jego 'łaskę'. Niestety Brandon taki łaskawy nie był, i dużo wymagał. Udał wielkie oburzenie słysząc jej uwagi, ale w końcu gdy wypowiedziała to słowo na jakie czekał zdecydował się jej pomóc.
    - No jak już tak prosisz ... - westchnął pozując na wielkiego altruistę. Jako, że chłopak był wysportowany, to podnoszenie/przesuwanie czegokolwiek nie sprawiało mu kłopotu. Nie to, żeby dziewczyna była gruba, ale nie był jak większość chłopaków, którzy ledwo co potrafią przytrzymać cokolwiek w rękach. Na początku wyciągnął dziewczynę do końca z szatni, po czym po raz kolejny dziś wziął ją na ręce. Bo co innego mógł zrobić?
    - I jak się czujesz w ramionach takiego mężczyzny jak ja? - spytał dumnie patrząc na nią kątem oka. Nie wiedział czy potrafiłby przeżyć kolejny upadek wraz z następnym ciosem w brzuch. Zadał to pytanie by znów jej dokuczyć. W końcu była w potrzasku, i wraz z jej odzywką mogła się skończyć jej bezpieczny transport do szkoły. Oczywiście Brandon raczej nie zostawiłby jej na środku chodnika, ale sam fakt... Chłopak powoli zaczął kierować się w stronę wejścia, ale bardzo bardzo wolnym tempem. Co by mógł ją jeszcze podręczyć!

    Brandon

    OdpowiedzUsuń
  33. [Uważam, że pomysł jest świetny i na pewno o niebo lepszy, niż te moje marne propozycje okoliczności (: Zaczniesz, czy ja mam to zrobić?]

    Chantal Meredith

    OdpowiedzUsuń
  34. [ dziękuje za milutkie przywitanie, pani Administratorko. na wątek oczywiście, tylko musimy się zastanowić, nad relacjami między dziewczynami :D ]

    OdpowiedzUsuń
  35. [Postaram się, aczkolwiek kokosów nie obiecuję. Jestem wyprana z weny, więc krzycz jakby coś nie pasowało xd]

    Opierał się o budynek szkoły z pełnym wyluzowaniem, trzymając między palcami papierosa, którego raz po raz przystawiał do ust. Jego niebieskie ślepia, skierowane ku górze, jak również i ten lekki uśmieszek, który pojawił się na jego twarzy zaraz po przekroczeniu progu szkoły, wyrażały zachwyt. Dzisiejsze niebo było takie szare, takie przygnębiające, takie... puste. Rozkoszował się tą cudowną odmiennością, co w pewien sposób robiło z niego konkretnego dziwaka. Przyznajmy szczerze, kto normalny ciesz się, gdy upalne, relaksujące dni, zastępują te, w których jest jedynie czas na szybkie dojście do domu, by przypadkiem nie zmarznąć i nie złapać jakiegoś obrzydliwego choróbska. Wychowany w gorącym klimacie, nigdy nie doznał takiego strachu, nigdy nie śpieszył się do domu, bo powoli tracił czucie w stopach, czy dlatego, że rękawiczki zaczęły przemiękać od ciągłego trzymania śniegu. Był człowiekiem z natury ciekawym, dlatego też chętnie chłonął tę wiedzę.
    Lekki, aczkolwiek chłodny wiaterek musnął jego policzki, oraz zmierzwił mu włosy. Dym papierosowy uniósł się wysoko w górę, po czym szybko zanikł, gdy chłopak przydeptał peta i kopnął go gdzieś w róg. Powoli wstał do pionu i poprawił niedbale swój mundurek. Westchnął ciężko, a to westchnięcie należało do tych, które informuję towarzyszy o nagłym przypływie zmęczenia. Szkoda tylko, że był sam i nie miał nikogo, kto mógłby przywrócić mu radość do życia. Rozejrzał się po placu. Masa ludzi przewijała się przez trawiaste dywany, lecz On jakoś nie mógł dojrzeć żadnej znajomej twarzy. Cóż, trudno, innym razem zamęczy kogoś swoją osobą. Włożył do kieszeni spodni swoje dłonie i już miał ruszyć przed siebie, gdy do jego uszu doszedł krzyk... Tak, słyszał go głośno i wyraźnie. Był to kobiecy wrzask, który przywoływał w dawnych czasach nicponi do pionu. Odwrócił się na pięcie. Dostrzegł grupkę dziewczyn, która z przerażeniem spoglądała w stronę drobnej brunetki. Wykrzykiwała coś niezrozumiałego dla Charlesa. Być może stał za daleko, być może dziewczyna mówiła zbyt szybko. Nagle jednak przerwała i biorąc w rękę swoją torbę, pobiegła przed siebie, nie bacząc na fakt, iż potrąciła kilka osób po drodze.
    Górna brew pana Hell'a powędrowała ku górze. Był zadziwiony całą sytuacją, oraz niebywale nią zaciekawiony. Wyciągnął z kieszeni spodni swoje dłonie, po czym puścił się pędem za uciekinierką. Może odezwały się w nim jakieś człowiecze uczucia, a może kierował się zwykłą ciekawością... Kto wie.

    OdpowiedzUsuń
  36. [Przybij piątkę!, mnie też choroba pozbawiła wszystek energii, tak więc z góry przepraszam za jakość (:]

    Nie często zdarzało się, by głowę Chantal zajmowały myśli, dotyczące minionych kłótni. Na dobrą sprawę, zazwyczaj bardzo szybko zapominała o całym zajściu, nawet jeśli przez następny tydzień miała mówić o tym cała szkoła. Ale w tym przypadku było inaczej, bo nie chodziło wcale o jakąś tam sprzeczkę z anonimową dziewczyną, ale o wymianę zdań pomiędzy blondynką, a Beth – jedną z jej najlepszych przyjaciółek. Na dodatek wina leżała w całości po stronie panny Meredith. Przecież obiecywała, że będzie trzymać język za zębami i przez długi czas właśnie tak było, ale wystarczył jeden gorszy dzień, o jedno słowo za dużo i Chantal jak to miała w zwyczaju wszystko wypaplała Brandonowi, co z pewnością nie było dobrym posunięciem, bo chłopak potrafił zrobić naprawdę „dobry” użytek z każdej informacji.
    I Chantal właśnie ponosiła konsekwencje za długiego języka. Przyjaciółka już od jakiegoś czasu się do niej nie odzywała, a kiedy zmuszone były do bezpośredniego kontaktu, po prostu ją ignorowała. Blondynka była dumna i rzadko zdarzało jej się, by otwarcie przyznawała się do błędu, ale w tej sytuacji nie mogła czekać na jakikolwiek ruch ze strony Beth, to ona musiała wykonać pierwszy krok.
    Tak więc, kiedy zobaczyła Bethany siedzącą na ławce postanowiła w końcu zrobić coś, by pogodzić się z przyjaciółką.
    - Przepraszam – mruknęła, siadając obok dziewczyny i uparcie się w nią wpatrując. Chantal nie zwykła przepraszać, przecież nie poczuwała się nigdy do żadnej winy, więc to słowo wypływające z jej ust powinno mieć dużo wagę. I chyba miało, bo sama Meredith czuła się jakby, właśnie wykonała jakiś milowy krok.
    - Masz cholerne prawo się na mnie złościć, nie powinnam mu tego mówić. Nie powinnam wyjawiać tego nikomu – dodała po chwili, będąc szczerze skruszoną, zaistniałą sytuacją. Za nic w świecie nie chciała stracić przyjaciółki, zbyt wiele dla niej znaczyła.

    Chantal Meredith

    OdpowiedzUsuń
  37. Chwyciła za zapalniczkę i zapaliła papierosa, wyciągniętego z paczki, która znajdowała się w kieszeni. O, tak. Nie ma to jak papieros po długim i męczącym dniu. Dziewczynę kojarzyła z widzenia i jakoś nie myślała żeby paliła. Miłe zaskoczenie, najwidoczniej, nie była w tym nałogu sama.
    Gdy sie odezwała, jej wzrok powędrował, w stronę boiska gdzie zawodniczki, najwidoczniej, miały ochotę urwać sobie głowy. Wyglądało, to jak typowa dziewczyńska przepychanka. Pazury, włosy i takie tam głupoty. A jednak zaśmiała się widząc to, zawsze lubiła gdy coś się działo, oczywiście nie jej.
    -Pielęgniarka będzie miała dużo do roboty.- stwierdziła, nieco ciszej, a jednak zadowolona z tego faktu. Odwróciła się w stronę dziewczyny, przez moment przyglądając się jej.- Jestem Ivy.- stwierdziła, jakby od niechcenia, jednak już taka była, ostrożna w nowych znajomościach.- Nie martwisz się że ktoś cię tu nakryję?

    OdpowiedzUsuń
  38. [Ja jestem oczywiście za. Zarówno za powiązaniem, jak i wątkiem. Czy masz już jakąś propozycję?]

    OdpowiedzUsuń
  39. Na jej odpowiedź zareagował tylko skrzywieniem twarzy. Mimo wszystko ugiął usta w lekkim uśmiechu. Również zauważył, że ich kontakty sie ociepliły. Tak, jak jakoś pół godziny temu skakali sobie do gardeł, tak teraz zachowywali się, jakby nie było między nimi żadnego konfliktu. Sytuacje podobne do tej zawsze wprawiały go w zakłopotanie. Nagle poczuł silny ucisk - no tak dziewczyna wyładowywała na nim swoje bóle. Wywrócił oczami i spojrzał na nią z przeciągłym westchnięciem.
    - Wytrzymasz jeszcze chwilę - mruknął, i przyspieszył kroku. Poprawił ją sobie na rękach, i wszedł do murów szkoły. Początkowo chwile błądził szukająć pielęgniarki. No co? Nie za często tam bywał. W końcu ją znalał: zapukał do drzwi i weszli. Natychmiastowo usadowił Bethany, tam gdzie nakazała mu starsza kobieta.
    - Dasz już radę? - spytał z wyraźną nadzieją w głosie. W końcu wykonał swoją pracę prawda? Powrócił uwięziony w nim dupek.

    Brandon

    OdpowiedzUsuń
  40. [Oczywiście! Co za pytanie :D Jakiś pomysł na skomplikowany wątek? ; >]
    Diana Dixon

    OdpowiedzUsuń
  41. [A jakże, masz może jakiś pomysł, na owy wątek, by było zabawnie :p]

    OdpowiedzUsuń
  42. Tak, tak, tak, Oli miał więcej nie wagarować. Ba, nawet mu się to udawało. Przynajmniej do momentu, w którym na horyzoncie nie pojawiało się widmo wychowania fizycznego. Szczerze nie znosił tego przedmiotu, był totalną łamagą, nie miał kondycji a do tego dochodziła ta jego przeklęta anemia. No i jeszcze był cały ten stres, związany z oglądaniem ciał przebierających się kolegów. Niekiedy bardzo seksownych kolegów...
    Tak więc, zamiast iść na tę lekcję, będącą siedliskiem zła, wylęgarnią podłości i najdziwniejszych fantazji seksualnych (to ostatnie szczególnie w wypadku takich zboków jak Smith), wolał iść na wagary, nawet na boisko szkolne, choć było to chyba najbardziej bzdurne miejsce. Ale przy tm najmniej prawdopodobne, nieprawdaż? A i Oliemu nie chciało się bawić w Jasia-Wędrowniczka.
    Tak więc, niezbyt radośnie, jak zwykle zresztą, powłóczył nogami pod szkolny mur. Taaaak, znów jak zwykle. Tradycyjnie rozejrzał się dookoła i zobaczył, siedzącą właśnie na owym murze dziewczynę. Znał ją z widzenia, chyba nawet świeciło mu gdzieś jak jej na imię, zamienił z nią od czasu do czasu kilka słów, ale nie była to szczególnie bliska znajomość. Mimo to wypadało się z nią przywitać, nie?
    -Czołem dziewczyno!-zawołał do niej.-Jak się trzymasz?
    [Dajesz numer dwa. I przepraszam, zarówno za jakość i opóźnienie, ale totalnie nie umiałam się zebrać. :]

    OdpowiedzUsuń
  43. There are some herbs that can helps to strengthening the hair roots like shikakai,
    amalaki, brahmi all these herbs are very effective and help to get rid of hair loss problem.
    Even if the medicine aids you in getting rid of cold sores quick, by the time you do all that operating around, your condition may have currently healed by itself.

    It leaves the hair glowing and also removes stickiness
    and prevents dandruff.

    My homepage; how to get rid of dandruff

    OdpowiedzUsuń