środa, 31 października 2012

this world is fuck'd up.


Anthony Wilkinson 
9 stycznia, lat 18
Skrzydłowy w drużynie siatkarskiej
Anglik z krwi i kości
Homoseksualny na dodatek
Sigma



Nie będzie żadnych zabójstw, samobójstw, sieroctwa, patologii czy ćpuństwa w rodzinie, bo tego w rodzinie Wilkinsonów nigdy nie było i pewnie nie będzie, chyba że Tony w końcu nie wytrzyma w tym zamknięciu i dojdzie do rękoczynów. W każdym razie, nigdy czegoś takiego nie było. Była tylko nietolerancja, cynizm, egoizm i brak akceptacji. A potem zdziwienie i krzyk. 
Wilkinsonowie. Rodzina o długiej tradycji, męski potomek z pokolenia na pokolenie przekazywał to zacne nazwisko, aby mogły je nosić jego dzieci, dzieci ich dzieci i dzieci dzieci ich dzieci, czy coś takiego. Można powiedzieć, że cała ta rodzina była (i nadal jest) za tym, aby wprowadzić w życie stany, pozycje w społeczeństwie, jak to było kiedyś. Duchowieństwo to duchowieństwo, szlachta to szlachta, chłopi to chłopi. Wilkinsonowie należeli by do szlachty i to do tej naprawdę porządnej, a nie do jakiejś gołoty. Przecież rodzina Wilkinson jest idealna. Każde pokolenie nie spoczywało, aż nie spłodziło męskiego potomka, który mógłby przedłużyć ten ród. Tony do dnia dzisiejszego nie pojmuje, po co to wszystko. Przecież nie żyją w średniowieczu czy w czasach po odkryciu Ameryki. Ale podobno każdy ma jakiegoś pierdolca, prawda? Wilkinsonowie mają takiego. Oczywiście nie wszyscy. 
Dziadek Wilkinson zrobił babci Wilkinson dwójkę dzieci. Starsza była córka, a jak powszechnie wiadomo, syn musi być, więc udawali, że światło nadal jest wyłączone i spładzali dalej. Pojawił się John Wilkinson Junior, bo dziadek jest Johnem seniorem. Można też wspomnieć o Anne Wilkinson, która po matce imienia nie odziedziczyła, bo przecież jest kobietą, ona nie jest taka ważna. Skupimy się raczej na Johnie, potomkowi. Dorastał, dorastał, uczył się, dojrzewał, studiował. Gdy już John Sr stwierdził, że jego syn jest na tyle dojrzały, że może przejąć jego rodzinną firmę (nie, nie produkowali maszynek do golenia, tylko inne rzeczy, nie wiadomo jakie; wysyłali je później do Chin i Japonii, mieli branie), John Jr został młodym dyrektorem. Przyszedł też czas na zakochanie się. Zupełnie stracił głowę dla Caroline Halfway, której po pół roku związku się oświadczył, a po kolejnym roku wzięli przepiękny ślub. Noc poślubna nocą poślubną. Nie zabezpieczyli się, bo nie mieli takiego zamiaru. Caroline zaszłą w ciążę i po dziewięciu miesiącach na świat przyszły dwie dziewczynki, bliźniaczki, Alice i Catherine, która bardzo nie lubi swojego imienia i każe wołać na siebie Cat. John Jr, niesamowity cynik i arogant, strasznie przywiązany do rodzinnej tradycji, miał zamiar spłodzić syna. Dom zbudował, drzewo zasadził, tylko męskiego potomka brak. Specjalnie zakazał brać swojej żonie środki antykoncepcyjne, on sam nie miał zamiaru kupować prezerwatyw (a w sumie mógł, bo kto wie, czy nie zaraziłby się HIV od swojej żony, która zdenerwowana zachowaniem swojego małżonka zdradzała go z przystojnymi panami z pracy). Catherine znów zaszła w ciążę (z Johnem, nie z panem z pracy) i w styczniu na świat przyszły kolejne bliźnięta, tym razem chłopcy. Wśród nich był nasz Anthony. Drugi brat dostał na imię Michael. Ich tatuś, dumny z siebie i swojego przyjaciela, że takie rzeczy zdziałał, odsunął swoją żonę na bok (bo przecież syna ma, a nawet dwóch, więc po co zaprzątać sobie nią głowę?) i rzucił się w wir pracy. To na Caroline spadły wszystkie obowiązki. Oczywiście, John wynajął różne nianie, sprzątaczki, pokojówki i tak dalej, ale pani Wilkinson i tak robiła najwięcej. Wychowywała czwórkę dzieci, które wyrosły na porządnych ludzi. Gdy dziewczynki w wieku siedmiu lat pierwszy raz poszły do szkoły, chłopcy mieli po lat pięć i niesamowicie psocili. Nikt do dnia dzisiejszego nie potrafi ich rozróżnić, a oni to wykorzystują, podobnie, jak robili to kiedyś. W końcu nadszedł czas, aby i oni poszli do szkoły. Cóż, Michael wybijał się ponad wszystkich od początku. Pierwszy w klasie umiał tabliczkę mnożenia, czytał płynnie, nie robił błędów ortograficznych. Nauczyciele zawsze go wychwalali, pomijając to, że często mylili go z Tony'm i czasem chwalili właśnie jego, a nie Michaela. Tony jednak wiedział, że on swojemu bratu nigdy nie dorówna, że zawsze będzie gorszy i głupszy. No, głupi to on nigdy nie był, ale geniuszem nazwać też go nie można. Wie tyle, ile powinien wiedzieć, o. Gdy byli już na roku szóstym (angielski system szkolnictwa, poszukajcie sobie w wujku google), okazało się, że Tony jest jednak w czymś lepszy. W siatkówce. Michael niby trochę grał, ale gdy Tony ściął i trafił brata w twarz z taką mocą, że ten przez tydzień chodził z wielkim śladem na twarzy, wiadome było, że jednak coś jest, czym Anthony może się pochwalić. I na tym koniec. Chociaż... Tony jest lepszy w zapamiętywaniu tekstów piosenek, ale to nieważne. 
Michael okazał się tym 'lepszym' synem (przynajmniej w oczach ojca), gdy John przyłapał na czymś Tony'ego. Ale od początku. 
Gdy chłopcy stali się nastolatkami, hormony zaczęły buzować. Michael do domu przyprowadzał coraz to ładniejsze dziewczyny, z którymi zamykał się w pokoju, a Tony z nudów ich podsłuchiwał. Ojciec był bardzo z tego zadowolony, że jeden z jego synów zaczyna 'zabawy' z dziewczynami już w tym wieku i był bardzo zaniepokojony tym, że drugi z bliźniaków nic w tym kierunku nie robi. Tony jednak nie miał zamiaru nikomu mówić, że jego dziewczyny nie pociągają. Na początku myślał, że jest aseksualny, bo przecież na facetów nie patrzył. Na nikogo nie patrzył. Kiedyś, z ciekawości, podał się za swojego brata i przespał się z jedną z adoratorek Michaela. Seks niby fajny, ale to nie było to. Tony postanowił popatrzeć na panów, a nuż widelec coś mu do głowy przyjdzie i w końcu się określi. I w wieku prawie szesnastu lat się określił. 
Tatuś dowiedział się o tym w siedemnaste urodziny swojego synka, gdy ten całował się przed domem (tak, bardzo nieodpowiednie miejsce) z chłopakiem. Tony za fraki został zaciągnięty do środka, zbesztany (nie pobity, na szczęście; Wilkinsonowie w życiu nie podnieśliby ręki na swoje dzieci, nawet jeśli popełniłyby najgorsze przestępstwo) i oficjalnie wydziedziczony. Przynajmniej John tak powiedział. Caroline stanęła po stronie swojego syna. Ona od zawsze była tolerancyjna, akceptowała to, co było do zaakceptowania. Siostry, które rozpoczynały studia medyczne (one wszędzie łaziły razem) również broniły brata. Michael natomiast przyłączył się do swojego ojca. Oboje okazali się homofobami, którzy od homoseksualistów chcieli odgrodzić się grubym i wysokim murem. John, głowa rodziny, nie mógł znieść, że jeden z jego synów jest gejem, więc postanowił się go "pozbyć". Wysłał go do szkoły z internatem w Northwood, coby się ewentualnie nawrócił, przemyślał swoje zachowanie i zrobił rachunek sumienia. Tony jednak ów rachunku nie ma zamiaru robić, bo gejem był, jest i pewnie pozostanie, bo mu takie życie pasuje, dopóki oczywiście nie wróci na wakacje do szkoły i nie spotka się z bratem i ojcem. Po powrocie do domu John zadaje zawsze jedno pytanie. Jesteś już normalny? Tony odpowiada: Nie, nadal popierdolony. 
 
 - sięga dwóch metrów, co bardzo go satysfakcjonuje;
- mundurek szkolny? Niby nosi, ale tylko z Conversami i rozwiązanym krawatem;
- od brata można go rozróżnić jedynie przez dokładniejsze przyjrzenie się podbródkom bliźniaków. Michael ma tam mały pieprzyk, Tony nie;
- słucha rocka, alternatywy, indie i tego, co mu do ucha wpadnie;
- za książki zabierać się nie lubi, bo najczęściej gdy jakąś zaczyna, nie kończy jej; 
- nie lubi podporządkowywać się innym, zawsze ma swoje zdanie i nie daje sobie w kaszę dmuchać; 
- oprócz siatkówki, gra również w piłkę ręczną, ale tylko rekreacyjnie; 
- klnie jak szewc, tym bardziej, gdy coś mu nie wychodzi; 
- uzależniony od papierosów, wypala jedną paczkę dziennie (jest już z nim lepiej, kiedyś wypalał dwie); 
- alkohol na imprezach, okazyjnie; 
- narkotyków nie bierze, ale skrętem z maryśki nie pogardzi;
- zażera się jogurtami z marakui.

KARTKI I INNY MATERIAŁ NA OPAŁ

____________________
Mordka: Alex Dunstan 
Może się zdarzyć, że będę tylko w weekendy. W każdym razie, na pewno nie codziennie. 
Kiepska jestem w wymyślaniu, zacząć ewentualnie mogę, ale to też lamowato mi wyjdzie. 
Możemy się znać.

24 komentarze:

  1. [Jeeeej, to pierwszy nieciapowaty gej, którego widzę już od x czasu.
    +
    -Jesteś już normalny? - Nie, nadal popierdolony.
    =
    <3]

    Charity Sherbourne

    OdpowiedzUsuń
  2. [To, że urocze, to ja wiem. Ale nie mam pojęcia, dlaczego każdy gej na blogu zawsze musi równać się ciepłym kluchom. Irytujące. A skoro już znalazłam geja, który nie jest ciepłą kluchą, to oficjalnie ogłaszam, że Cię wielbię i chcę wątka, o! A tak z ciekawości... Jakiej długości wątki piszesz? ;>]

    Charity Sherbourne

    OdpowiedzUsuń
  3. [No, skoro tak się sprawa ma, to ja Ci może nawet ołtarzyki stawiać zacznę, kto wie. Bo reakcja na krótkie wątki jest taka sama u mnie, ale uprzedzam, że się rozpisywać całkiem lubię. Więc jak, piszesz się na co?]

    Charity Sherbourne

    OdpowiedzUsuń
  4. [No to się dogadamy, jak widzę. ;D Teraz Ty mi powiedz, na sucho lecim, czy mam wysilać mózgownicę?]

    Charity Sherbourne

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Masz jakiś pomysł? ]

    Channel

    OdpowiedzUsuń
  6. [Łee, ja tu o jakieś powiązanko się pokusić chciałam, ale tak też może być. Anthony miałby coś przeciwko, żeby tak Charity sobie na niego spadła albo co?]

    Charity Sherbourne

    OdpowiedzUsuń
  7. [To git malina. Skoro ją złapie, to powiązanko nam już w trakcie wyjdzie, a ja zaraz się ruszę i zacznę coś, o.]

    Charity Sherbourne

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Dobra, sorki, że Cię tak wykorzystam, ale proszę o zaczęcie. ]

    Channel

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeden kroczek w prawo. Potem jeden kroczek w lewo. Potem jeszcze trzy w prawo i jeden w lewo. Otóż to, właśnie. Pozycja niemal idealna, by wreszcie wyrwać się z tego wszechobecnego gówna, które z taką lubością otaczało ją i lepiło się do niej jak guma balonowa do spodu ławki w sali matematycznej. To nie tak, że nie lubiła ludzi. Po prostu... Po prostu oni zawsze byli tacy śmiesznie dziwni. Wszystkim razem i każdemu z osobna zawsze wydaje się, że jest pępkiem świata, że wszystkie reflektory i inne fajerwerki mają być skierowane tylko i wyłącznie na niego, że reszta może mu tylko buty czyścić. Na dodatek wszyscy jak jeden mąż upatrywali się wielkiej czarnej dziury w całej tkaninie. Albo tkaniny w jednej wielkiej dziurze. Gatunek ludzki cechowała niezwykła skłonność do komplikowania sobie życia i ubarwiania wszystkiego. Jeśli coś jest czarne, to, do cholery, jest czarne i nie ma co się w tym doszukiwać odcieni szarości. Umysł człowieka był dla niej zaiste swoistą zagadką. A raczej wielkim wysypiskiem, w którym, choć można zapewne była znaleźć tam wiele interesujących zabawek, nie miała zamiaru się bawić. Niech oni toną w swoim własnym gównie, jej wystarczy, że musiała z nimi jakoś koegzystować.
    Uniosła na moment głową i rozejrzała się wokoło. Gałąź. Wielka, przystrojona marną resztką jesiennych liści gałąź. Tuż nad jej głową. Zdawała się być mocna i solidna, a zawsze to jakaś pomoc przy spadaniu po drugiej stronie ograniczającego muru, prawda? Złapała się więc jej obiema dłońmi, zawisła na niej na chwilę jak nędzna imitacja goryla w zoo, po czym puściła się, jakby była to najnormalniejsza rzecz na świecie, jakby człowiek codziennie spadał z drzewa.
    Krótki lot, jedno szybkie uderzenie serca i... czyjeś silne ramiona łapiące ją w locie. Zero gruntu pod stopami, zero jakiejkolwiek stabilizacji, za to nogi dyndające w powietrzu i czyjeś ciało przylegające do niej w dziwny sposób. A, no i zdziwiona irytacja w powietrzu. Gdzie ona jest, do cholery?
    Spokojnie wyjęła z uszu nieodłączne słuchawki i zsunęła nieco z oczu czarny kapelusz, który dzisiejszego dnia przyozdabiać miał jej rude kudły. Powoli rozejrzała się jakby pustym wzrokiem. Jedno ramię, szyja, drugie ramię. Znowu szyja, twarz nieco wyżej - jakby znajoma, ale nie do końca.
    Przechyliła lekko głowę w bok, jak to robią szczeniaki przyglądające się jakiemuś wielce dziwnemu zjawisku. Patrzyła na chłopaka wzrokiem spokojnym, opanowanym, ale i zaciekawionym, jakby chciała zapytać "przepraszam, dlaczego mnie łapiesz, kiedy zeskakuję ze szkolnego muru, żeby się gdzieś stąd wynieść w środku nocy?"
    Zadyndała nogami w powietrzu, ale nic nie powiedziała. Zwyczajnie dalej przyglądała się znajomemu nieznajomemu.
    Ot, po prostu - Charity Sherbourne.

    [No to zaczęłam, w imię tego uwielbienia, i mam nadzieję, że się podoba, o.]


    Charity Sherbourne

    OdpowiedzUsuń
  10. [Skoro pan jest szlachcicem to widzę powiązanie dla panienki Noel, mogą być jakimś odgałęzieniem bliskiego lub dalszego kuzynostwa? Mogą też za sobą nie przepadać, jak to w rodzinie bywa. W ogóle to bliźniacy mogliby jej na złość robić, uważając ją za parszywą lalunię.
    Co do Hiro to też coś chcę, tylko jeszcze nie wiem, co dokładnie. On jest nowy, więc pewnie trzeba byłoby poznawać się i tak dalej, ale myślę, że chęci wyrażasz.]

    Hiro i Hannah.

    OdpowiedzUsuń
  11. [ Cóż, to tajemnica tego bloga :D
    A może wątek? :D ]

    OdpowiedzUsuń
  12. [ A no, to poproszę, mogę nawet zacząć, jeśli miałbyś pomysł na jakieś powiązanie, lub może watek :p]

    OdpowiedzUsuń
  13. [Przeniosłam się pod kartę, ponieważ już od dawna wychodzę z założenia, że zawsze lepiej ustalić jakieś ciekawe powiązanko albo miejsce spotkania zanim zacznie się wątek.
    Co do pomysłów, u mnie dzisiaj będzie ciężko. Jednakże postaram coś wymóżdżyć, bo Antoś wydaje się nawet życiowym chłopaczkiem. I tak na początek chciałabym, aby się z Livi dogadali. Przynajmniej troszeczkę ;)]

    OdpowiedzUsuń

  14. [Ok, to ja zaczynam :d, A tak przy okazji, bardzo fajną masz kartę, jedna z moich ulubionych na tym blogu;p, o no i nie wiedziałam, jaka długość wątków, jak coś to się dopasuję :D]
    Miała wiele, tajemnic. Jedną nich była nauka czytania brajlem. A musiała się z tym śpieszyć. Później, było by tylko ciężej. Jak zawsze zaszyła się w odosobnionym miejscu, bez świadków, tak by jej sekret się nie wydał. Usiadła pod murkiem, mimo iż było zimno i spadł śnieg. Siedziała, opatulona w kurtkę, a na kolanach trzymała białą książkę z wypukłymi literkami. Miała zamknięte oczy, w końcu musiała się przyzwyczajać. Nic nie mówiła, mimo iz jej usta się poruszały w "czytane" słowa. Było to trudne, a jednak jakoś szło. Nie spodziewała się tam nikogo, w końcu kto by się tam zapuszczał. Tuż obok, niej na ziemi leżał Mangren, pies. Miał grube futro, a do takich wycieczek był przyzwyczajony. Wszystko było dobrze, dopóki w którymś momencie, nie uniósł łba i nie nastawił uszu. Dziewczyna nie zauważyła, dalej czytała, pogrążona w ciszy i ciemności.

    OdpowiedzUsuń
  15. [Skoro Hiro jest uroczy to pewnie będzie nam się dobrze pisało, ot co :) Jeszcze przyszedł mi do głowy taki pomysł, że Hiro został poproszony o skomponowanie hymnu dla drużyny siatkarskiej i poprosi Anthony'ego, żeby doradził co powinien zawierać taki hymn, w sensie na czym polega siatkówka i co wgl jako drużyna oni by chcieli w tym hymnie mieć.
    A Hannah to dobrze, że ci pasuje. W takim razie jako rodzinka mogą zostać wplątani w coś co narzucą im dorośli. Np. w okolicy może być jakiś przytułek dla psów i oni mają tam na jeden weekend pójść w ramach wolontariatu, żeby prasa pstryknęła im zdjęcia i żeby zaprezentowali rodzinę z lepszej strony.]

    Hiro i Hannah

    OdpowiedzUsuń
  16. Dobrze było poczuć grunt pod stopami. Nie żeby miała cokolwiek przeciwko wpadaniu obcym ludziom w ramiona, jednak mimo wszystko stały grunt to był stały grunt i tyle, dobrze go było czuć pod sobą. Stanęła więc już pewnie na nogach i po raz kolejny poprawiła swój czarny kapelusz na rudej czuprynie. Ot, takie małe zboczenie zawodowe. Nie przestała się jednak wpatrywać tym dziwnym, jakby lekko pytającym wzrokiem zadziwionego czymś szczeniaka. Głowę wciąż delikatnie przechylała w lewy bok, a jedyną jej reakcją było najzwyklejsze w świecie mruganie. Nie mogła dojść, skąd kojarzy tego chłopaka. Choć z pozoru nieznajomy, na pierwszy rzut oka wydawał jej się całkiem znany. Jakby już go gdzieś kiedyś widziała. I to nie raz. Tylko nie potrafiła dopasować imienia do twarzy.
    Po dłuższej chwili potrząsnęła energicznie głową, przez co jej nakrycie spadło z niej na ziemię. Nie przejęła się tym jednak, a jedynie wlepiła spokojne spojrzenie swoich tęczówek w stojącego przed nią chłopaka.
    - Nie musiałeś mnie "ratować" - powiedziała nieco dziwnym tonem. - Nic by mi się nie stało.
    Wbrew wszelkim obawom szatyna, naprawdę Sherbourne by sobie świetnie poradziła. Upadki kontrolowane, jak i te niekontrolowane, miała niemal wyćwiczone do perfekcji. Od najmłodszych lat jeździła konno, a co by zbyt kolorowo nie było, dokąd tylko opanowała tę piękną sztukę wystarczająco dobrze, stawiała sobie coraz to wyższe porzeczki poprzez siodłanie coraz to bardziej niesfornych ogierów. Najlepszym dowodem tego był wszak jej obecny pupil,którego to przytaszczyła tutaj ze sobą wbrew wszystkiemu i wszystkim. Prawda była taka, że Loki był koniem wybitnie temperamentnym i w przeciągu ostatnich kilku lat już nie raz zrzucił Charity ze swojego grzbietu. Jak widać - żyje i ma się świetnie, co samo w sobie jest idealnym świadkiem, że ma dziewczyna mocne kości i wcale taka kruchutka nie jest, jaką to z niej próbują robić wszyscy wokół. Ale, tak na dobrą sprawę... Hm, niech sobie z niej robią nieporadne dziewczę, tak wątłe i słabowite, że najlżejszym podmuchu wiatru zdmuchnie ją z powierzchni ziemi. Dla niej to przecież lepiej. Troszczących się o nią łatwiej jej będzie wykorzystać do własnych celów przecież, prawda?
    Wzruszyła ramionami do własnych myśli i oderwała wreszcie wzrok od swojego towarzysza. Przez dłuższą chwilę przyglądała się murowi, a potem zwyczajnie do niego podeszła i oparła się o niego plecami. Jedną ze słuchawek na powrót wcisnęła do ucha, a potem wsunęła rękę do kieszeni szortów - tak, niezbyt odpowiednie ubranie jak na tę porę roku, ale kto by się tam tym przejmował. Wyciągnęła paczkę papierosów, wzięła jednego, po czym zajęła się szukaniem zapalniczki. Wreszcie znalazła ją w kieszeni skórzanej kurtki, więc wyciągnęła ją, zostawiając na jej miejscu paczkę fajek. Wyglądała trochę tak, jakby wcale nie zamierzała się nimi dzielić. Choć właściwie to i tak było. Jakby chłopak miał ochotę na papierosa, musiałby chyba sam sobie go wyjąć z tej cholernej kieszeni. Charity nie zamierzała mu niczego proponować.
    Podpaliła fajka i zaciągnęła się niemal z lubieżną zachłannością. Dopiero wypuszczając z płuc trujący dym ponownie spojrzała na swojego wybawiciela, w duchu zastanawiając się, czy często zdarza mu się odgrywać sszlachetnego rycerza w lśniącej zbroi.

    [Wybacz, że dopiero teraz, ale tak to jest, jak się tysiąc pięćset rzeczy na raz robi.]


    Charity Sherbourne

    OdpowiedzUsuń
  17. [Cieszę się z tego jak dziecko, wiesz? Sama pisałam tę kartę właśnie przy tej melodii, więc może coś w tym jest. A Dave jest idealnym przykładem na to, że akordeon może być seksowny.]

    OdpowiedzUsuń
  18. [A jak on tymi ramionami porusza, to czuję się jak zahipnotyzowana... To ja może tak z trochę innej beczki, co powiesz na wątek?]

    OdpowiedzUsuń
  19. [Delektuj się nim jeszcze. Ja to robię od roku i nadal mi nie przechodzi. Co do pomysłu... Jedyne, co mi aktualnie przychodzi do głowy, to wykorzystanie pogody. Mianowicie, biorąc pod uwagę fakt, że Bastian to kaleka, może niech się wywali na lodzie, a co Anthony sobie umyśli, to zrobi. Ewentualnie niech też się wywali, biegnąć mu na pomoc. Będą dwie kaleki. Przepraszam, ale za nic w świecie nie mogę nic z siebie wydusić...]

    OdpowiedzUsuń
  20. [okej, to ja w tym czasie idę na chwilę na dwór. Może i mi się odkurzy w tym łbie.]

    OdpowiedzUsuń
  21. To był kolejny z tych nudnych dni, kiedy Livi pałętała się bez celu po szkolnych korytarzach, podziwiając nieciekawe wystawy zamieszone w poszczególnych szklanych gablotkach. Oczywiście, żeby nie sprawić przykrości stojącej w pobliżu nauczycielce, całym sercem próbowała udawać, że jest nimi wielce zachwycona, mimo że tak naprawdę zamierzała jak najszybciej się stąd ulotnić, nie tracąc już więcej wolnego czasu na takie bzdury. Szczerze mówiąc, nie wiedziała jeszcze, czym zajmie się następnie, gdy w końcu opuści gmach budynku, ponieważ pogoda za oknem nie przedstawiała się najlepiej. Na pewno nie miała ochoty na spokój i monotonię, które towarzyszyły jej przez kilka ostatnich godzin. Nakręcona do działania z uśmiechem przedostała się do wyjścia, poprawiając zwisającą na ramieniu torbę. Mundurek zdążył się już zmiąć, a płomiennorude włosy potargać, tworząc na głowie artystyczny nieład. Bynajmniej pod tym względem panienka Statham nadal przypominała siebie.
    I wtedy naprawdę nie pomyślała o tym, że Tony może stać z zewnątrz. Że ktokolwiek może znajdować się po drugiej stronie drzwi. W każdym razie na pewno nie mogła tego wiedzieć i asekuracyjnie zachować należytej ostrożności. Opór i cichy jęk dochodzący z drugiej strony dopiero po fakcie sprowadziły ją na ziemie i uświadomiły powagę sytuacji. Widząc znajomą twarz dobrego kolegi mimowolnie skrzywiła się, jakby chciała mu w ten sposób przekazać wyrazy współczucia.
    - Boże drogi, nic ci nie jest? Żyjesz? - autentycznie przerażona perspektywą wyrządzenia komuś krzywdy mimowolnie zbladła, kładąc mu dłoń na łokciu Podświadomie niby świtała jej myśl, że takiego osobnika, jak Antoś nie łatwo powalić na ziemię, chociażby, dlatego, iż był wysoki, ale i tak nadal czuła się winna własną nieporadnością - Nie zamierzałam cię staranować. W ogóle to po co stajesz tak blisko? Przecież mogłam cię zabić! - cóż, spanikowana Livi wyglądała naprawdę komicznie. To do niej nie pasowało.

    [Ciekawy pomysł, nie powiem. I myślę, że możemy spokojnie przy takim powiązaniu przystanąć, bo mogłoby być momentami naprawdę ciekawie. Aha i wybacz za jakość komentarza, ale takie są skutki mojego dzisiejszego braku weny :)]

    OdpowiedzUsuń
  22. [Mogę zacząć wątek z Hiro, a ty zacznij z Hanną. Sprawiedliwe? :)]

    Hiro siedział na drewnianej ławce i obserwował rozgrywający się przed nim trening drużyny siatkarskiej. Właśnie uświadomił sobie ile człowiek jest w stanie znieść, kiedy w grę wchodzą interesy osobiste. Nie zważał teraz na chłodny wiatr, który uderzał w jego ciało niemal z czterech stron świata, a on zastanawiał się, jak siatkarze w krótkich spodenkach i podkoszulkach bez rękawów to znoszą. Nie znał się na sporcie, nigdy też nie przodował w żadnej dyscyplinie. Pływanie, tylko ta jedna rzecz sprawiała mu przyjemność, ale do wybitnych pływaków też się nie zaliczał. Podczas gdy siedzący uczniowie obok niego krytykowali lub wychwalali zastosowaną przez graczy strategię, on spokojnie mógł powiedzieć, że nie ma pojęcia co się dzieje na boisku.
    Kiedy trening dobiegł końca, a trener wylał z siebie siódme poty krzyków i narzekań, Hiro odetchnął z ulgą. Z pośród zbierających się siatkarzy, chłopak wyłonił jednego z którym koniecznie musiał porozmawiać.
    - Ej, Anthony, tak się nazywasz? - zaczepił go z daleka, coby mu nie zwiał zbyt prędko do szatni - Mam sprawę do ciebie.

    Hiro.

    OdpowiedzUsuń
  23. [ Chciałabym wątek, ale nie mogę znaleźć żadnego wspólnego punktu... Może Ty coś wymyślisz? ]
    Emma Ames

    OdpowiedzUsuń